Animator

(174 - wrzesień - październik 2010)

z cyklu "Ze wszystkich narodów"

Początek nowej epoki

rozmowa z Marcinem Skłodowskim

Wieczernik: W jaki sposób zrodził się pomysł zorganizowania oazy misyjnej? 

Marcin Skłodowski: Inicjatywa zrodziła się z doświadczenia rekolekcji oazowych I stopnia w 2009 r. w Krościenku, w których uczestniczyło czworo Chińczyków oraz wyjazdu członków Diakonii Misyjnej do Kenii w zeszłoroczne wakacje, gdzie po serii spotkań ewangelizacyjnych powstała wspólnota przy parafii św. Franciszka w Mitunguu. Chcieliśmy, aby poprzez rekolekcje prowadzone w całości w języku angielskim w Centrum Oazy uczestnicy poznali charyzmat Światło-Życie, doświadczyli wspólnoty z Bogiem i innymi ludźmi oraz mogli zaczerpnąć sił na dalszą drogę w Ruchu.

W.: Ilu dokładnie było uczestników i z jakich krajów?

M.S.: W rekolekcjach pierwszego stopnia uczestniczyło 17 osób z tego: 3 Chińczyków, 4 Mołdawianki, 2 Pakistańczyków, 1 Słowak, 1 Polka, 6 Kenijczyków, w tym dwóch księży z diecezji Meru. Na drugim stopniu, gdzie została zorganizowana grupa angielskojęzyczna brało udział 3 Chińczyków, w tym jeden kapłan z diecezji Handan.

W.: Uczestnicy reprezentowali bardzo różne i bardzo odległe w większości zakątki świata. W jaki sposób dowiedzieli się o tej oazie? 

M.S.: Chińczycy po raz pierwszy przyjechali na zaproszenie o. Antoniego Koszorza, werbisty, który będąc kilka tygodni w Chinach zobaczył jak ważne jest, aby wspierać tamtejszy kościół, a szczególnie młodzież licznie zbierającą się na spotkaniach duszpasterstwa akademickiego. Zaraz po powrocie skontaktował się z Ruchem, zaproponował im udział w rekolekcjach oazowych i tak pojawili się już w 2009 roku.

Z Kenią relację nawiązaliśmy przez ks. Francisa Gaciatę, proboszcza parafii Mitunguu, który kilka lat temu gościł w Polsce i zaprzyjaźnił się z małżeństwami z Domowego Kościoła. Na początku 2009 roku nawiązaliśmy z nim kontakt i uruchomiliśmy program adopcji na odległość, gdzie osoby deklarują regularne wpłaty przeznaczone na edukację dzieci z Kenii, do dziś ponad pięćdziesięcioro dzieci zostało „adoptowanych”.

Yaqoob z Pakistanu poznał oazowiczów podczas spotkania Taize w Indiach, tak też ruszył program pomocy dla tamtejszych chrześcijan prowadzony przez diakonię miłosierdzia działającą przy kościele kapucynów w Krakowie. Yaqooba mieliśmy okazję poznać rok temu, gdy przebywał w Polsce, dlatego też postanowiliśmy zaprosić jego oraz Naomi, z którą współpracuje w Joy Foundation. 

Dziewczyny z Mołdowy od kilku miesięcy mają kontakt z Centrum Ewangelizacyjnym Ruchu Światło-Życie w Gwardiejsku  na Ukrainie, gdzie miały okazję przeżywać oazy modlitwy. O podtrzymanie relacji bardzo dbają tamtejsi moderatorzy ks. Jarosław Gąsiorek i ks. Piotr Główka, którzy wielokrotnie wyprawiali się do Mołdowy.

W.: Przeloty z innych kontynentów to spore koszty, a uczestnicy nie pochodzili przecież z bogatych krajów. Jak ten problem został rozwiązany? 

M.S.: Praktycznie cały koszt przyjazdu do Polski, pobytu i udziału w rekolekcjach został pokryty z funduszy zgromadzonych podczas zbiórek. W Wielkim Poście ruszyliśmy z akcją „Podziel się Oazą!”, w której członkowie wspólnot Ruchu rezygnowali z jednego wyjścia do kina, aby umożliwić przyjazd uczestnikom rekolekcji. Każdej chętnej diecezji został przydzielony jeden uczestnik rekolekcji, dla którego zbierano fundusze. W akcji udział wzięły diecezje: warszawsko-praska, łódzka, katowicka, warszawska. Wierzymy, że dzięki tej inicjatywie został również choć trochę rozpalony duch misyjny w naszym Ruchu.

W kwietniu spotkaliśmy się z ks. abp. Henrykiem Hoserem, który poparł inicjatywę Mission: Oasis i zgodził się na przeprowadzenie zbiórek w parafiach diecezji warszawsko-praskiej. Gościliśmy w kilku parafiach, również z uczestnikami naszych rekolekcji, którzy mieli okazję podzielić się swoją wiarą, a my dzięki temu domknęliśmy budżet. Oczywiście wpływały też wpłaty na konto z całej Polski.

Podsumowując: sprawy finansowe wymagały od nas wielkiego zaufania do Pana Boga, na dwa tygodnie przed rekolekcjami brakowało wiele, a jednak się udało. Dziękuję wszystkim, którzy wsparli Mission: Oasis.

W.: Jak przebiegała oaza? Czy łatwo było się zintegrować tak różnorodnej grupie uczestników? czy były jakieś trudności? 

M.S.: Z integracją nie było zupełnie problemów, pogodny wieczór stał się od samego początku bardzo lubianym punktem programu dnia. Wszystkim niesamowitą radość dawało uczenie się kolejnych tańców, piosenek z całego świata. Pewną trudnością było wejście w rytm rekolekcyjny, większość z nich nigdy nie była za granicą lub w kraju z tak odmienną kulturą, tym bardziej nie uczestniczyli w rekolekcjach trwających piętnaście dni, ale myślę, że często z podobnymi problemami muszą się zmierzyć polscy uczestnicy.

W.: Zazwyczaj oazy w Krościenku mają wspólne punkty programu w niektóre dni – np. Liturgia Światła i Wody, nabożeństwo pojednania… Jak to wyglądało u Was? Czy uczestniczyliście w tych liturgiach? 

M.S.: Uczestniczyliśmy we wszystkich wspólnych liturgiach przeżywanych w ramach oazy wielkiej Nowa Jerozolima. Zazwyczaj liturgia słowa przygotowana była w dwóch językach, a homilia tłumaczona na język angielski. Był to wielki znak uniwersalności, jedności Kościoła, który szczególnie wyrażał podczas modlitwy powszechnej, gdy uczestnicy najczęściej wypowiadali modlitwę w swoich językach narodowych. Tu trzeba zaznaczyć, że bogactwo było ogromne, gdyż na I stopniu studenckim były jeszcze osoby z Litwy, Rosji i Niemiec. 

Z oazą studencką spotykaliśmy się jeszcze częściej na wspólnej Eucharystii najczęściej u grobu Ojca Franciszka, a wtedy mieliśmy nawet okazję uczestniczyć w śpiewach w języku chińskim i suahili, co początkowo wydawało się wyzwaniem ponad nasze siły, ale podołaliśmy. 

Dla naszych uczestników wyjątkowym wydarzeniem było też wspólne czuwanie przed Zesłaniem Ducha Świętego, gdy ks. Adam Wodarczyk prowadził modlitwę i poszczególne narody wychodziły przed ołtarz, a cała wspólnota wstawiała się za ich ojczyznami, prosiła o umocnienie wiary i moc Ducha. Na nowo przeżywaliśmy dar Pięćdziesiątnicy, gdy wszyscy się rozumieli, bo mówili językiem troski, językiem miłości.

W.: Czy mógłbyś opowiedzieć o najciekawszych momentach rekolekcji?

M.S.: Było ich mnóstwo, gdyż byliśmy bardzo różnorodną grup, a nawet trzeba byłoby powiedzieć egzotyczną i wzbudzaliśmy ogromne zainteresowanie. Na pewno niezapomnianym przeżyciem była wspólna msza na Błyszczu, gdzie mieszała się gwara góralska z językiem chińskim, urdu czy meru. Trudno ocenić, kto dla kogo był większym zaskoczeniem, prawdziwy tygiel kulturowy, z jednej strony ognisko, oscypki, bigos, a z drugiej strony liturgia słowa po angielsku, tradycyjne stroje pakistańskie, kenijskie. Nie ukrywam, że egzotykę naszej grupy także wykorzystywaliśmy np. podczas wyprawy ewangelizacyjnej do Szczawnicy, gdy rozbiliśmy się pod Palenicą i rozpoczęliśmy nasze tańce i śpiewy, to nasi bracia z oazy studenckiej mieli otwartą drogę do zaciekawionych turystów.

Dla mnie osobiście bardzo wzruszającym przeżyciem było godzina odpowiedzialności i misji, gdy widziałem Pakistańczyków, Chińczyków, Kenijczyka i Mołdawiankę składających deklaracje Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Myślę, że zaczyna się nowa epoka w naszym Ruchu.

W.: Co dalej? Czy będą dalsze takie oazy?

M.S.: Moderator Generalny ks. Adam Wodarczyk oprócz ogólnych spotkań podczas rekolekcji wielokrotnie rozmawiał z przedstawicielami krajów, gdyż chciał jak najpełniej przedstawić charyzmat oraz system formacyjny naszego Ruchu. Każdej nacji wyznaczył też wizję drogi na najbliższy rok. Przede wszystkim mają się spotykać w małych grupach i przeżywać dalszą formację, ale zachęcał ich by już teraz starali się pozyskać nowych uczniów.

Oczywiście w planach są też kolejne oazy wakacyjne: grupa Chińczyków na III stopniu, kontynuacja rekolekcji anglojęzycznych I i II stopnia, ale też już myślimy o I stopniu w Chinach i ewentualnie w Kenii. Jak widać wyzwanie jest ogromne, dlatego chciałbym zaprosić członków Ruchu Światło-Życie do tworzenia grup Diakonii Misyjnej w swoich diecezjach, gdyż sami nie damy rady.