Eucharystia

(205 - maj - czerwiec 2015)

z cyklu "Z Kopiej Górki"

Początki na Kopiej

Aleksandra Rogowska

Do „Wieczernika” staramy się z Kopiej Górki pisać o bieżących wydarzeniach. Jednak od czasu do czasu warto wrócić do korzeni. Tym bardziej, że  w listopadzie 2014 roku minęło 50 lat od kupna przez Ojca Franciszka Blachnickiego domu na Kopiej Górce w Krościenku. Założyciel naszego Ruchu w liście pisanym w Carlsbergu 6.06.1984 r. „Słowo do COM 1984” zamieszczonym w książce „Charyzmat i wierność”, opisuje jak dzięki Opatrzności Bożej Krościenko stało się kolebką i siedzibą ruchu oazowego. Ojciec Franciszek opisuje też w tym liście historię domu na Kopiej Górce. 

Na Kopiej Górce mieszka p. Dorota Seweryn, współzałożycielka Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła, która uczestniczyła w tych wydarzeniach, a w Krościenku mieszka już od 1960 roku. Historię związaną z kupnem domu na Kopiej Górce opisała we wspomnieniach, które przed laty zamieszczaliśmy w naszym pisemku „List z Kopiej Górki”. Warto wrócić do tych wspomnień.

„Rok 1964. W lipcu odbyła się druga Oaza Niepokalanej, tym razem w Tylmanowej, serdecznie przyjęta przez miejscowego ks. proboszcza, śp. Stanisława Smagę. Od tego więc roku aż do tej pory odbywają się w Tylmanowej rekolekcje oazowe, zawsze życzliwie przyjmowane przez kolejnych proboszczów.

Ojciec Franciszek widząc po owocach, że oazy będą miały powodzenie, postanowił szukać jakiegoś własnego domu w Krościenku, żeby w nim przyjmować zgłaszających się, żeby mieć dla nich biuro, miejsce zatrzymania się, żeby móc przygotowywać pomoce potrzebne do prowadzenia rekolekcji, żeby w nim była własna kaplica, kuchnia i jadalnia, no i żeby móc w nim zamieszkać. Nie zastanawiał się najpierw nad tym, skąd weźmie pieniądze na kupno domu, bo wychodził z założenia, że jeśli dom jest potrzebny, to wszystko się znajdzie: i dom, i pieniądze. Z taką więc pewnością rozglądał się za kupnem.

Pewnego dnia dowiedział się od ks. proboszcza w Krościenku, że wie o domu na tzw. Kopiej Górce, który właściciel planuje sprzedać. Natychmiast więc udał się Ojciec Franciszek na Kopią Górkę, żeby porozmawiać. Właściciel domu, śp. p. Antoni Kurzeja powiedział, że jest zmuszony dom sprzedać, ponieważ choruje i nie ma już siły, żeby go wykończyć (dom nie był jeszcze wewnątrz cały wykończony – tylko z kilku pokoi można było korzystać). Chciałby go sprzedać, ale komuś, kto czyniłby w nim jakieś dobro, bo on budował go z miłością i nie chce, by teraz był tak sobie tylko sprzedany. Ojciec Franciszek powiedział mu, że on jest tym człowiekiem, który chciałby w tym domu czynić dobro, że nie ma zamiaru kupować go dla siebie, ale dla dzieła, które chce prowadzić. Dalsza rozmowa była bardzo przyjacielska, bo znaleźli wspólny język, jako byli harcerze. Stanęło więc na tym, że p. Kurzeja sprzeda dom Księdzu, ale musi jeszcze porozumieć się z żoną, która mieszka w Warszawie. Ojciec Franciszek wrócił bardzo szczęśliwy do nas, do kaplicy Dobrego Pasterza, gdzie nadal mieszkałyśmy [od trzech już lat w pomieszczeniach przy kaplicy Dobrego Pasterza mieszkał zespół byłej Centrali Krucjaty Wstrzemięźliwości, tworzący zalążkową wspólnotę życia według rad ewangelicznych, obecnie istnieje jako Instytut Niepokalanej Matki Kościoła – A.R.] i powiedział: «chodźcie na spacer, coś wam pokażę». Przyprowadził nas do stóp Kopiej Górki i powiedział cały rozradowany: «Popatrzcie w górę. Ten domek będzie nasz». Mnie, gdy spojrzałam na górę i na drogę, która do niego prowadziła, opuściła natychmiast siła i powiedziałam do Ojca: «Kto tu będzie wszystko wynosił?». Od razu zaczęła działać moja wyobraźnia. Czułam zmęczenie i pełne ręce zakupów i innych ciężarów, które trzeba będzie wynosić na górę. Do domu prowadziła tylko gliniasta droga, którą mogła przejechać furmanka. Ten brak entuzjazmu udzielił się innym i Ojciec widział, że nie ma o czym dalej rozmawiać, że nie podzielamy jego radości i zachwytu, więc milcząc wróciliśmy do naszego mieszkania przy kaplicy. 

Po kilku dniach Ojciec Franciszek otrzymał odpowiedź z Kopiej Górki, że żona p. Kurzei nie zgadza się na sprzedanie domu Księdzu. Ojcu było żal, bo było to przepiękne miejsce, ta Kopia Górka, ale jeśli nie jest to wolą Bożą, to musi szukać innego domu. Wkrótce dowiedział się o domu przy ul. Jagiellońskiej, który można by kupić. Po porozumieniu się z właścicielem mieszkającym w Nowym Targu, Ojciec umówił się na oględziny tego domu. Znów zabrał mnie ze sobą. Dom ładny, dobrze usytuowany: w ogrodzie, z dala od ulicy, ale cały zamieszkały przez lokatorów. Oglądamy wszystko od strychu do piwnic. Ojcu bardzo się podoba, a ja patrzę na ściany w piwnicy i widząc co kawałek małe kożuszki na ścianach, mówię do Ojca: «proszę Ojca, tu jest grzyb». Ojciec, który cały czas wszystko podziwiał nie wytrzymał i powiedział do mnie: «Ty też musisz wszędzie  widzieć dziurę w całym». I już nie mieliśmy o czym rozmawiać, bo ja «przeżywałam» tego grzyba, a Ojciec się zachwycał i postanowił, że mimo tych lokatorów decyduje się na kupno domu. O warunkach będą rozmawiać. 

Upłynęło kilka dni, kiedy z Kopiej Górki pojawił się ktoś z wiadomością, żeby Ojciec przyszedł na rozmowę, bo żona namyśliła się i dom księdzu sprzeda. Ojciec zwołuje nas i mówi: «Co robimy? Teraz mamy do wyboru dwa domy. Który  wybieramy? Ten na Kopiej Górce, czy ten przy ul. Jagiellońskiej? Ten pięknie położony, a ten większy». My milczymy, bo wiemy, że Ojciec mówi serio o kupnie domu, a przecież nie ma żadnych pieniędzy. Ojciec widzi po naszych twarzach, że jesteśmy zakłopotane, bo wie to samo co i my, że nie mamy pieniędzy, więc sam głośno  odpowiada: «Po cóż my się zastanawiamy, przecież nie mamy pieniędzy na żaden, a więc co za różnica kupić jeden dom, czy dwa bez pieniędzy. Wobec tego kupujemy obydwa»” (List z Kopiej Górki nr 10)

W Niedzielę Palmową zakończyły się na Kopiej Górce weekendowe rekolekcje dla wspólnoty Krucjaty Wyzwolenia Człowieka z Rychwałdu. Potem było Triduum Paschalne, na które przyjechała liczna grupa młodzieży i rodzin przeżywających formację deuterokatechumenalną po II stopniu. Kolejne ważne wydarzenia na Kopiej Górce to Centralna Oaza Matka w połowie maja i VII Kongregacją Diakonii, a pod koniec czerwca już oazy wakacyjne. I tak to już od 50 lat na Kopiej Górce toczy się rytm życia oazowego. W pisanym z Carlsbergu „Słowie do COM 1984” Ojciec Franciszek napisał: „W 1966 roku Kopia Górka stała się siedzibą ruchu oazowego. Wnet zamieszkała tam wspólnota ‘diakonii stałej ruchu’, powstała kapliczka Niepokalanej, Matki Kościoła, wszystkie oazy odtąd odbywały się na Kopiej lub stąd były organizowane. Co roku coś dobudowywano (oczywiście metodą zaskoczenia, bez zezwolenia) – jadalnię, pokoje dodatkowe na poddaszu… Ale robiło się coraz ciaśniej….”  Ks. Franciszek Blachnicki dalej w tym liście pisze o pierwszej Centralnej Oazie Matce i wydarzeniach, które jej towarzyszyły. Zachęcamy, aby resztę przeczytać z tej książki „Charyzmat i wierność”, którą można nabyć w Diakonii Słowa. 

Warto czytać książki Założyciela Ruchu Światło-Życie! Warto również poznawać historię Ruchu poprzez świadków, takich jak pani Dorota i wielu innych.