Młodzież

(160 - wrzesień - październik 2008)

Poczuć się jak u siebie...

ks. Piotr Kuś

Nie o to chodzi, żeby mieć poprawną i piękną liturgię sprawowaną przy pustym kościele

Rozmawiałem ostatnio z uczniami technikum w jednej z poznańskich szkół. Na moje pytanie o uczestnictwo we mszy św. większość odpowiedziała szczerze: „Proszę księdza, my do kościoła nie chodzimy, bo tam jest nudno”.

Można oczywiście oburzać się na takie stwierdzenie i argumentować, że msza św. to nie jest jakaś atrakcja, która ma dostarczyć człowiekowi rozrywki albo sprawić, by się lepiej poczuł. Można również przekonywać, że złym kierunkiem działania jest dbanie o atrakcyjność działań liturgicznych. Warto chyba jednak pamiętać, że kościół to nie tylko dom Boży, ale także dom wspólnoty, dom modlitwy. A przecież każdemu z nas zależy na tym, aby mieć do modlitwy warunki optymalne.

Nie jest tajemnicą, że młodzież pewne rzeczy (w tym także swoją wiarę) przeżywa w sposób sobie właściwy. Dynamika doświadczania Boga jest więc zasadniczo różna od tej, która charakteryzuje człowieka dojrzałego.

Jeden z moich przyjaciół skomentował kiedyś dynamicznie animowaną mszę młodzieżową słowami: „Wiesz, ja szukam na mszy św. więcej spokoju i wyciszenia”. Inna znajoma, która uczestniczyła we mszy św. całą rodziną - z mężem i dziećmi - buntowała się na „rozrywanie” rodziny na msze dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Od zaprzyjaźnionego księdza usłyszała wytłumaczenie: „Taka jesteś mądra, a tak głupio gadasz. To jest możliwość, z której mogą skorzystać przede wszystkim dzieci i młodzież, których rodzice do kościoła nie przyprowadzą. Mogą więc przyjść ze swoimi rówieśnikami”.

     Oczywiście na msze młodzieżowe chodzą nie tylko dzieci z rodzin zaniedbanych religijnie. Te, które są z tak zwanych „porządnych rodzin” przyczyniają się natomiast do wytworzenia pewnego klimatu, odpowiedniej atmosfery.

Czasem można usłyszeć takie czy inne zarzuty pod adresem sposobu sprawowania mszy młodzieżowych. Moim zdaniem najważniejsze jest jednak to, że stwarzamy młodym ludziom klimat pomagający do spotkania z Panem Bogiem, że uczymy ich modlitwy i zaangażowanego uczestnictwa we mszy św.

Podważając konieczność sprawowania mszy młodzieżowych czy dziecięcych na pewno nic nie wygramy, a stracić możemy bardzo wiele. Rodziny, które są niewydolne wychowawczo (także w ramach edukacji religijnej i przekazu wiary) nie staną się nagle innymi. Tutaj konieczność katechezy przejmuje więc na siebie wspólnota parafialna. Jednym ze sposobów sprawowania tej funkcji katechetycznej jest wprowadzenie w misteria wiary poprzez celebracje liturgiczne.

Być może istnieją przypadki pewnego braku umiaru w dostosowaniu sposobu sprawowania celebracji do wieku uczestników. Cóż - błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. Z drugiej jednak strony warto sobie postawić pytanie, do czego służą normy i przepisy liturgiczne. Na pewno są bardzo potrzebne, bo porządkują sposób sprawowania liturgii. Pamiętajmy jednak, że naczelnym prawem w Kościele jest zasada: „Bonum animarum est suprema lex” (Dobro dusz jest najwyższym prawem). Nie o to przecież chodzi, żeby mieć poprawną i piękną liturgię sprawowaną przy pustym kościele. Jeśli zadbamy o coś, co przyciągnie młodych ludzi do kościoła, to - mając ich w świątyni - możemy w jakiś sposób na nich oddziaływać.

Dla mnie samego Eucharystia sprawowana przy aktywnym udziale młodzieży świadczy ciągle na nowo o wiośnie Kościoła. Choć praca z młodzieżą jest bardzo wymagającym zadaniem, daje wiele satysfakcji. Dlatego takiego doświadczania żyjącego Kościoła ludzi młodych życzę każdemu duszpasterzowi, także przy sprawowaniu celebracji liturgicznej.