Miłosierdzie

(192 - kwiecień 2013)

Pogotowie duchowe

świadectwo

To cudowne móc płakać z płaczącymi i cieszyć się z cieszącymi nawet jeśli dzieje się to tylko za pomocą telefonu

Dzisiaj już nie pamiętam jak to się stało, że szukając czegoś w internecie natknąłem się na stronę „pogotowia” (www. pogotowieduchowe.pl). Nie byłem zdesperowany i nie potrzebowałem „ambulatoryjnej” pomocy ale zainteresował mnie sam pomysł i zacząłem wczytywać się o co w tym chodzi.

Pomysłodawca – „jeden z braci Kapucynów” – wychodząc z założenia, że niektóre markety oferują swoje usługi 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu, uznał, że przecież Kapłan -„instytucja” znacznie poważniejsza i ważniejsza niż market – także powinien być dostępny nieustannie. Jeśli z człowiekiem w sensie organizmu biologicznego dzieje się coś niebezpiecznego, to nie bacząc na godzinę dzwoni się na numer Pogotowia Ratunkowego. Stąd zrodził się pomysł Pogotowia dotyczącego duchowego wymiaru człowieka. Byłoby rzeczą niemożliwą aby zadania nieustannego dyżuru podjąć się w pojedynkę, dlatego autor pomysłu do dzieła postanowił zaprosić chętnych kapłanów. 

Zastanawiałem się kilka dni nosząc w sobie pytania, które potem wysłałem „pomysłodawcy pogotowia”. Chciałem wiedzieć, czy moja osoba mogła by się włączyć w to dzieło i jakie cnoty są tu najważniejsze. Po wymianie kilku maili z ojcem Benedyktem Pączką (twórcą Pogotowia) zostałem zaproszony i przyjęty do współpracy. Termin dyżuru ustaliłem sam zakładając, że czwartkowe popołudnie i piątkowe przedpołudnie to dobry czas na siedzenie przy telefonie. Każdy z księży zaangażowanych w Pogotowie ma dyżur od południa jednego dnia do południa drugiego, raz w tygodniu, co pozwala pogodzić służbę „ratunkową” z normalną praca kapłańską. W tej chwili służy w Pogotowiu około 30 księży z całej Polski i również spoza jej granic (brakuje tylko kapłana w województwie podlaskim).

Pamiętam swój pierwszy dyżur, kiedy spoglądałem co jakiś czas na telefon i czekałem kiedy i z jaką sprawą zadzwoni pierwszy rozmówca. Okazało się, że pierwszy telefon był głuchy – było słychać oddech ale ktoś nie znalazł w sobie odwagi żeby się odezwać. Potem nastąpiło kilkugodzinne milczenie a po 22.00 zadzwoniła młoda osoba pytając jak rozpoznać swoje życiowe powołanie? W ten wieczór zadzwonili jeszcze: ktoś szukający swojej wartości w oczach Pana Boga; chłopak, który stracił przyjaciela i prosił o modlitwę w jego intencji; małżeństwo przeżywające kryzys i szukające ratunku dla siebie. Ostatnia rozmowa skończyła się przed 1.00 w nocy. Rano zadzwoniła niepełnosprawna dziewczyna, która chciała o swoim kalectwie opowiedzieć innym i pytała w jaki Boży sposób może to zrobić. Ktoś zadzwonił bo chciał dowiedzieć się jak można uzyskać dyspensę od piątkowego postu. A ktoś inny nie wiedział czy to co się z nim dzieje jest zaburzeniem psychicznym czy zniewoleniem duchowym. 

Oczywiście nie jestem omnibusem i specjalistą w każdej dziedzinie, nie na tym z resztą polega praca pogotowia. Ma ono zaradzić doraźnie – w miarę możliwości – bieżącym potrzebom ale też wskazać metody pracy i dalsze rozwiązania. Podpowiadam więc specjalistów, zachęcam do leczenia albo po prostu słucham o ludzkich doświadczeniach.

 Przedziwnym jest fakt, że te rozmowy z ludźmi, których przecież nie znam nawet z widzenia (odbywające się najczęściej jednorazowo – chociaż są też stali rozmówcy) pozwalają nawiązać pewną łączność i na chwilę chociaż dają możliwość towarzyszenia człowiekowi w kawałku jego życia. To niezwykle ubogacające. Wszak radość rozdawana innym rośnie a cierpienie dzielone z drugim człowiekiem maleje i staje się łatwiejsze do uniesienia. Nie odbieram mojego bycia w Pogotowiu jako wielkiego czynu miłosierdzia, raczej jest to sposób realizacji pragnienia pomagania ludziom w ich trudnych ale także radosnych sprawach, niezależnie od pory dnia – 24 godziny, przez dobę. Ludzie dzwonią też żeby podzielić się swoimi radościami, bo coś się udało albo jest lepiej niż było poprzednio, albo znaleźli swoją drogę do Boga i drugiego człowieka. To cudowne móc płakać z płaczącymi i cieszyć się z cieszącymi nawet jeśli dzieje się to tylko za pomocą telefonu. A najpiękniejsze w tej posłudze jest to, że można z obcym człowiekiem mówić bezpośrednio o sprawach Pana Boga i wiary wierząc, że jesteśmy tylko narzędziami w Jego ręku, które akurat w tym momencie mają odebrać telefon i podzielić się swoim doświadczeniem Pana Boga. 

ks. Robert Klemens COr