Krucjata Wyzwolenia Człowieka

(185 - kwiecień 2012)

Pomoc

Jan Halbersztat

Często osoby które wyszły z uzależnienia – albo takie, które cierpiały z powodu uzależnienia swoich bliskich – są tak psychicznie poranione, że po prostu nie są w stanie udźwignąć ciężaru życia

Na początek – opowiastka, którą zapewne większość z nas kiedyś już słyszała.

Pewien proboszcz siedział przy biurku i przygotowywał się właśnie do kazania – chciał mówić swoim parafianom o Bożej Opatrzności i zaufaniu. Nagle usłyszał coś, co brzmiało jak wybuch. Wkrótce ujrzał ludzi biegnących w panice – okazało się, że pękła tama, a fala spiętrzonej wody zbliża się do miasteczka. Ksiądz zobaczył, że woda zaczyna już płynąć niżej położonymi ulicami miasta. – Wspaniale! – pomyślał proboszcz. – Oto dana mi jest okazja, aby pokazać moim parafianom co to znaczy prawdziwe zaufanie! Przecież przykład działa lepiej, niż słowa! Zostanę tutaj, Boża Opatrzność mnie ocali.

Gdy woda sięgała już okna, podpłynęła łódź pełna ludzi. – Niech ksiądz wsiada! – wołali. 

– O nie, moje dzieci – odrzekł ksiądz – Ja ufam Bogu, Bóg mnie uratuje.

Łódź odpłynęła. Woda zaczęła wlewać się do pokoju, więc ksiądz przeniósł się na piętro plebanii. Po jakimś czasie pod oknem pojawiła się kolejna łódź, z ostatnimi uciekinierami. – Dobrze, że zdążyliśmy! Niech ksiądz wsiada, całe miasteczko zaraz będzie pod wodą!

Ale proboszcz był konsekwentny. – Nie, ja ufam Bogu, Bóg mnie uratuje – odrzekł.

Po godzinie woda stała tak wysoko, że ksiądz musiał wyjść na dach. Kiedy siedział już przy samym kominie, otoczony wodą, podpłynął motorowy ponton ze strażakami szukającymi ostatnich ocalonych. Ale proboszcz i tym razem odmówił wejścia do łodzi. – Ufam Bogu, Bóg mnie uratuje, jestem tego pewien – wołał do ratowników.

Minęła kolejna godzina, woda podniosła się – i w końcu proboszcz utonął. Kiedy stanął u bram Nieba, miał żal do Boga. – Panie Boże, dlaczego mi nie pomogłeś? – pytał. – Zaufałem Ci do końca, a Ty pozwoliłeś, abym utonął!

– Ja ci nie pomogłem? – Pan Bóg był szczerze zdziwiony. – Przecież posłałem ci aż trzy łodzie!

My, chrześcijanie, często zachowujemy się jak ksiądz proboszcz z tej opowieści. Mówimy, że ufamy Bogu – ale nie zauważamy Jego działania i propozycji, które przed nami stawia. Prosimy Go o pomoc – a potem tę pomoc lekceważymy, bo wygląda inaczej niż sobie wyobrażaliśmy. Wołamy o cud – i łatwo zapominamy, że cud nie musi oznaczać naginania praw natury, anielskich trąb i nadprzyrodzonego światła, że cud może mieć formę zupełnie zwyczajnych wydarzeń, ręki podanej przez drugiego człowieka, pomocy specjalisty.

Mówimy „Bóg nas ocali, Jego działanie wystarczy, nic więcej nam nie potrzeba” – i konsekwentnie odrzucamy Jego działanie, dziwiąc się potem i mając do Niego żal, że sprawy przybierają zły obrót.

Dlaczego piszę o tym w kontekście tematyki Krucjaty Wyzwolenia Człowieka i spraw związanych z uzależnieniami?

Bo my, chrześcijanie w walce z nałogami – a także w ogóle w podejściu do kwestii uzależnień – bardzo często zachowujemy się dokładnie w taki właśnie sposób. „Bóg nas ocali”, mówimy. „Wystarczy się zwrócić do Niego, a On wszystko uleczy, uzdrowi nasze zranienia, uczyni nas nowymi ludźmi”. To oczywiście prawda… ale nie cała prawda.

To prawda, że Bóg może wszystko. To prawda, że Jego Słowo może zmienić nie tylko człowieka – może zmienić i stwarzać na nowo cały świat. Jego wola może nas uzdrowić. Tyle, że Jego wola działa na różne sposoby.

Wyobraźmy sobie osobę chorą na ciężka chorobę – powiedzmy na cukrzycę. „Idź do lekarza” – mówią bliscy. „Powinieneś się leczyć. Powinieneś przejść na konkretną dietę, kontrolować poziom cukru, być może także zażywać insulinę.”

Ale chory odpowiada: „Po co? Ja ufam Bogu i modlę się do Niego. Wierzę, że On mnie uzdrowi. Jezus może mnie uzdrowić, skoro Jemu zaufałem, po co mi lekarze i farmaceutyki?”

Myślę, że nawet ludzie głęboko wierzący uznaliby taką postawę za nierozsądną. Tak, Bóg może mnie uzdrowić – ale czy to oznacza, że musi to zrobić w sposób cudowny? Przecież może mnie uzdrowić także przez działania lekarzy i przez przyjmowane leki. Przecież po coś dał człowiekowi rozum i pozwolił na zgłębianie tajemnic natury, w tym także wiedzy medycznej, biologicznej, psychologicznej. Czy jeśli ktoś złamie nogę, będziesz się za niego modlić? Oczywiście. Ale czy uznasz, że ta modlitwa zastąpi wizytę u ortopedy i gips? Albo że zastąpi fachową rehabilitację? Chyba nie…

Uzależnienie jest chorobą. Choroby się leczy – a czasami po wyleczeniu się z samej choroby trzeba jeszcze poradzić sobie ze spustoszeniami i śladami, jakie pozostawiła w organizmie i w psychice.

Uzależnienie fizyczne (czy poprawnie – fizjologiczne) mówiąc w dużym uproszczeniu polega na tym, że organizm przyzwyczaja się do zażywania określonej substancji, na przykład alkoholu. Jeśli uzależniony organizm nie dostaje odpowiedniej dawki tej substancji, reaguje szeregiem dolegliwości fizycznych – na przykład bólem, uczuciem zimna, nudnościami i wymiotami, bezsennością, drżeniem mięśni. Organizm – na poziomie czysto fizjologicznym – „domaga się” substancji, od której jest uzależniony. W takiej sytuacji pokonania nałogu (na przykład alkoholizmu) nie da się osiągnąć wyłącznie na poziomie „silnej woli” – potrzebne jest konkretne leczenie, w którym odstawienie substancji uzależniającej łączy się najczęściej z odpowiednią terapią farmakologiczną, ale także psychologiczną.

Przy dzisiejszym stanie wiedzy medycznej i psychologicznej walka z uzależnieniem fizycznym jest stosunkowo prosta: medycyna wie już dokładnie, jakie reakcje zachodzą w organizmie osoby uzależnionej, jak najlepiej i najbardziej efektywnie je przerwać, jakie środki stosować aby zminimalizować zagrożenia, skutki uboczne i cierpienie pacjenta.

Znacznie trudniejsze do pokonania jest uzależnienie psychiczne. Człowiek uzależniony ma osłabioną wolę, zażywanie określonej substancji (albo wykonywanie określonych czynności) jest dla niego działaniem przymusowym, nie poddającym się racjonalnemu osądowi, chronionym całym systemem mechanizmów obronnych. Takie osoby często naprawdę bardzo chcą zerwać z nałogiem – bo widzą, że niszczy on ich samych i ich otoczenie – ale bez pomocy z zewnątrz nie są w stanie tego zrobić. Wielokrotnie podejmują decyzje o wyjściu z nałogu – i nie są w stanie ich zrealizować czy dotrzymać.

To uzależnienie psychiczne sprawia, że alkoholik – nawet jeśli uda mu się pokonać nałóg i trwać w trzeźwości – do końca życia pozostaje alkoholikiem. To uzależnienie psychiczne (a także jego dodatkowe skutki w postaci współuzależnienia rodziny i bliskich osoby uzależnionej) powoduje, że zranienia i urazy wywołane przez chorobę alkoholową trwają całymi latami, nawet po „wyleczeniu” chorego – a czasami przenoszą się nawet na kolejne pokolenia.

Nasza psychika – mówiąc w dużym uproszczeniu – zachowuje się podobnie jak organizm osoby po poważnym wypadku. Jeśli ktoś dozna poważnego złamania nogi – trafia do lekarza. Prześwietlenie, diagnoza, czasami wystarczy gips, czasami potrzebna jest operacja. Ale jeśli złamanie było naprawdę poważne, to nawet po zrośnięciu się kości i zdjęciu gipsu terapia się nie kończy – konieczna jest rehabilitacja, ćwiczenia wzmacniające, a w szczególnie trudnych przypadkach nawet ponowna nauka chodzenia. Co więcej, bywa że noga po poważnym urazie nigdy już nie jest tak sprawna, jak przedtem – że wymaga stałego  chodzenia o kuli czy lasce albo przynajmniej delikatniejszego jej traktowania i rezygnacji ze zbytniego obciążania czy intensywnego wysiłku.

W przypadku wychodzenia z uzależnienia (a także ze współuzależnienia) jest podobnie. Czasami nie wystarczy tylko „wyjść” – czasami potrzebna jest długa rehabilitacja naszych emocji, przyzwyczajeń, urazów. Potrzebne jest wzmocnienie, przepracowanie, poustawianie na nowo całego życia. Czasami człowiek musi na nowo uczyć się wchodzenia w normalne relacje z innymi, uczyć się tego co jest normalne, co potrzebne, czego może oczekiwać od innych ludzi i od życia, czego ci inni mogą oczekiwać od niego. „Wyleczony” alkoholik musi uświadomić sobie, jakie błędy popełnił, co w jego życiu wymaga zmiany, co trzeba naprawić, komu trzeba zadośćuczynić. Musi także pogodzić się z faktem, że wielu rzeczy nie cofnie, wielu spraw zmienić się już nie da, na wiele decyzji jest za późno. A nade wszystko musi zawsze, już do końca życia pamiętać, że nie „był”, ale JEST alkoholikiem, nawet jeśli nie pije już od wielu lat.

Osoby współuzależnione czy dotknięte uzależnieniem swoich bliskich także muszą nauczyć się żyć ze swoimi problemami, także muszą przepracować swoją przeszłość i mieć świadomość własnych ograniczeń i zagrożeń, jakie stwarza bycie – na przykład – dorosłym dzieckiem alkoholika (DDA).

Nie zawsze można – i nie zawsze powinno się – iść taką drogą samodzielnie. Nie twierdzę rzecz prosta, że każdy człowiek który miał w życiu problem z uzależnieniem (własnym czy osoby bliskiej) musi trafić pod opiekę psychologa czy profesjonalnego terapeuty. Wracając do porównania ze złamana nogą – są lekkie złamania, w przypadku których po zdjęciu gipsu wystarczy przez pewien czas przestrzegać zaleceń danych przez lekarza.

Często jednak osoby które wyszły z uzależnienia – albo takie, które cierpiały z powodu uzależnienia swoich bliskich – są tak psychicznie poranione, że po prostu nie są w stanie udźwignąć ciężaru życia. Że choć starają się normalnie funkcjonować, ciągle cierpią, ciągle popełniają błędy, ciągle zmagają się z własną przeszłością.

Jeśli jesteś taką osobą – nie wahaj się poszukać specjalistycznej pomocy. Poproś o radę lekarza pierwszego kontaktu, który może skierować cię do specjalisty. Poszukaj adresu najbliższej poradni psychologicznej. Znajdź w swojej parafii kontakt do najbliższej grupy Anonimowych Alkoholików, Al-Anon (dla osób współuzależnionych) czy DDA (dorosłych dzieci alkoholików), gdzie na pewno uzyskasz także informacje o mogących ci pomóc fachowcach. Zadzwoń na telefon zaufania. Zapytaj spowiednika.

Być może potrzebujesz pomocy specjalisty. Być może po wyleczeniu z choroby potrzebujesz rehabilitacji – nie tylko duchowej, ale także rehabilitacji emocji, uczuć, nastawienia do życia. Mówisz „Ja przecież ufam Bogu, Bóg może mnie uzdrowić, Jego moc wystarczy”? Masz rację, oczywiście że Jego moc wystarczy. Ale pamiętaj, że Jego moc działa różnymi drogami – a więc może działać także przez drugiego człowieka. Przez przyjaciela, przez spowiednika, przez członków twojej wspólnoty – ale także przez lekarza, psychologa, psychiatrę, psychoterapeutę. Współczesna wiedza medyczna, biologiczna i psychologiczna to także dary od Boga – nie rezygnuj łatwo z korzystania z nich tylko dlatego, że wyglądają inaczej, niż sobie wyobrażałeś.

Patrz, podpływa kolejne łódka. To On ci ją przysyła, po prostu wsiądź.