Wolni i wyzwalający

(227 - czerwiec - sierpień 2019)

Prawda nas wyzwoli

ks. Artur Andrzejewski

Prawda obroni się dopiero wówczas, gdy znajdą się osoby, które pozwolą jej działać w swym życiu

Prawo do wolności należy do najbardziej fundamentalnych praw człowieka i narodów. Wystarczy, że przyjrzymy się żądaniom współczesnych piewców nieskrępowanej wolności i posłuchamy głosu sprzeciwu wobec nich, aby odkryć niezwykłą siłę pragnienia wolności. 

Jednak pojęcie „wolność” rozumie się bardzo różnie. Jest tak obecnie i było tak w przeszłości. 

 

Zanim przyjrzymy się napięciu, które powstało na styku tradycyjnego judaizmu i chrześcijaństwa w rozumieniu wolności, warto uświadomić sobie, jak w Izraelici rozumieli wolność. 

 

Idea założycielska 

Wertując karty Pisma Świętego zauważymy, że pragnienie wolności stworzyło naród izraelski. Gdy Bóg ukazał się Mojżeszowi w krzewie ognistym, przedstawił się jako Ten, który pragnie uwolnić swój lud z jarzma, jakiemu od wieków podlegał w Egipcie. Wyzwolenie to dokonało się pośród szczególnych Bożych znaków i cudów. Dopiero wówczas, gdy Izraelici po przejściu przez Morze Czerwone znaleźli się pod Górą Synaj, usłyszeli znamienną zapowiedź: „Będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym” (Wj 19, 6). 

Wspominanie wydarzeń, które wówczas się dokonały, stało się zwornikiem jedności i ideą przenikającą całe dzieje Izraela. Odzwierciedlało się także w liturgii, której główne święta były związane z wyjściem z Egiptu, zawarciem Przymierza i wędrówką przez pustynię, a także w życiu moralnym. Nie bez przyczyny na początku Dekalogu znalazło się stwierdzenie: „Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli” (Wj 20, 2; Pwt 5, 6). 

Pomiędzy wolnością i niewolą

Ziemia Obiecana leży w bardzo newralgicznym miejscu, po które zawsze wyciągały rękę powstające na Bliskim Wschodzie imperia. Począwszy od czasów opisanych przez Księgę Sędziów historia Izraela przesycona jest zmaganiami o utrzymanie wolności i niezawisłości. W końcu jednak wolność została Izraelowi zabrana. Pod koniec VIII w. stracili ją mieszkańcy państwa północnego, a na początku wieku VI także państwa południowego. Deportacje do Asyrii i Babilonii rozpoczęły nowy okres dziejów – niewolę. 

Musimy pamiętać, że nawet wówczas, gdy dekret Cyrusa pozwolił Żydom wrócić do Judei, nie stworzyli wolnego państwa. Podlegali Persom. Niewiele zmieniło się po upadku Dariusza II i zwycięskim marszu Aleksandra Wielkiego. Ziemia, na której mieszkali stanowiła część składową państwa Ptolemeuszy, a następnie Selecydów. 

Wydawać by się mogło, że 400 lat zależności politycznej przyzwyczaiło Żydów do poddaństwa. Nic bardziej mylnego. Historia opisana w Księgach Machabejskich wyraźnie wskazuje na głęboko zakorzenione pragnienie wolności. Księgi te ukazują nam także jeszcze jeden element, którego nie możemy pominąć pragnąc zrozumieć tło wydarzeń nowotestamentalnych. Otóż im bardziej Żydzi byli poddawani różnego rodzaju prześladowaniom i im bardziej ograniczano ich wolność, tym silniejsze były tendencje do radykalizowania praw religijnych. Rozumieli bowiem, że wierne zachowywanie przepisów i tradycji stanowi ochronę przed zagrożeniami zewnętrznymi. Judaizm zaczął przechowywać depozyt wolności narodowej. Dlatego tak oczywiste stało się wzajemne przenikanie się praw narodowych i religijnych. Jedne stawały się drugimi i odwrotnie.

W połowie II w. przed Chr., po udanym powstaniu Machabeuszy, Żydzi w końcu odzyskali niepodległość. Po wiekach mieli znów swego króla. Powiększali swe terytorium. Zawierali sojusze… i musieli opierać się zagrożeniom. Pomimo konfliktów wewnętrznych umacniali swe państwo. Gdy więc na nowo wpadli pod jarzmo niewoli rzymskiej, traktowali ten stan jako przejściowy. Rzymianie, którzy wcześniej uważani byli za sprzymierzeńców, teraz stali się śmiertelnymi wrogami. A wcześniejsze związanie praw religijnych i narodowych, sprawiło, że pragnienie wolności państwowej silnie odbiło się na sferze religijnej. 

 Mesjasz niespełnionych nadziei

W takiej atmosferze politycznej intensyfikowało się oczekiwane na zapowiedzianego mesjasza. Rozsiane po różnych miejscach Starego Testamentu zapowiedzi jego przyjścia były poddawane swoistej obróbce przez pragnienia narodowej wolności. Dla Żydów tamtego czasu oczywiste było, że mesjasz wygoni Rzymian, ustanowi silne królestwo, zapewni dobrobyt i sprawiedliwość społeczną, a nawet podporządkuje sobie, a więc i Żydom, inne narody. To właśnie takie rozumienie funkcji mesjasza stało się przyczyną dramatu odrzucenia Jezusa. 

Jezus odcinał się od takiego rozumienia swego posłania. W takim sensie należy rozumieć kuszenie na pustyni (Mt 4, 1-11), jak i reprymendę udzieloną Piotrowi (Mt 16, 21-23). Dlatego nie godził się na to, aby po rozmnożeniu chleba obwołać Go królem (J 6, 14-15) ani też nie chciał, aby uzdrowieni rozpowiadali o Jego cudach. Wyraźnie unikał wszystkiego, co mogłoby wzmagać oczekiwania mesjańskie w stosunku do Jego osoby. 

Ewangelia według św. Jana została spisana jako ostatnia księga Nowego Testamentu. „Abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym i abyście wierząc mieli życie w imię Jego” (J 20, 30-31) – taki cel przyświecał autorowi. W tej Ewangelii odnajdujemy również elementy polemiczne wobec rodzącego się ruchu gnostyckiego oraz wobec definiującego się judaizmu rabinicznego. Autor księgi bazował na bogactwie tradycji pierwszych dekad chrześcijaństwa i dlatego odczytując poszczególne fragmenty tej księgi odnajdujemy niezwykłą głębię refleksji chrześcijańskiej. Uwidacznia się ona w przedstawieniu cudów (rozumianych jako znaki), rozlicznych analogiach do wydarzeń starotestamentalnych, jak również w polemikach z Żydami. 

Z ewangelii synoptycznych wiemy, że Jezus dość swobodnie podchodził do niektórych przepisów prawa oraz reguł wymaganych przez tradycję. To właśnie uwidoczniło radykalną różnicę pomiędzy mesjańskimi oczekiwaniami Żydów a przesłaniem Jezusa Chrystusa. Jak zasygnalizowałem powyżej, Żydzi pragnęli, aby mesjasz odbudował królestwo, którego świetność będzie przewyższała wszystko, o czym wzmiankowała historia. Ich pragnienia były czysto zewnętrzne. Rzeczą oczywistą było postawienie akcentu na zewnętrznych aspektach religijności. Trudno nam sobie wyobrazić, jak bardzo przenikające wszystko przepisy czystości rytualnej determinowały całość ich egzystencji. Podobnie rzecz miała się z innymi aspektami życia indywidualnego i społecznego. 

W przeciwieństwie do ogółu Żydów, Jezus skoncentrował się na tym, co wewnętrzne. Jego krytyka zachowań faryzeuszy dotykała przede wszystkim rozdźwięku między skrupulatnym wypełnianiem prawa a wewnętrznym zobojętnieniem. Do dziś taki dysonans nazywamy faryzejską obłudą. To tu odnajdujemy główny front polemik. Kiedy faryzeuszom przeszkadza niezachowywanie przez Jezusa i Jego uczniów spoczynku szabatu, On krytycznie odnosi się do faryzejskiej pychy (przypowieść o faryzeuszu i celniku). Kiedy faryzeusze ze zdziwieniem podchodzą do nieobmywania rąk przed posiłkiem, Jezus zdumiewa się nad przysięgami składanymi na złoto przybytku. Kiedy faryzeuszów drażni niepłacenie podatku na świątynię, Jezus krytykuje korban. To napięcie powodowało, że arcykapłani, faryzeusze i uczeni w Prawie pragnęli wielokrotnie zabić Jezusa, a Jezus tak radykalnie zweryfikował tradycyjne rozumienie podstawowych pojęć i zachowań religijnych, że nawet apostołowie nie byli w stanie przyjąć Jego nauczania. Wystarczy pochylić się nad siódmym rozdziałem Ewangelii według św. Marka, aby zrozumieć, jak różne wizje reprezentował Jezus i ówczesny judaizm. 

Wolność ewangelii

Zacznijmy od sfery leksykalnej. Słowo „wolność” w języku greckim najlepiej oddaje termin ελευθερία [eleutheria]. W tekście greckim ewangelii ani razu nie występuje ten termin. Co prawda w niektórych tłumaczeniach na język polski pojawia się słowo „wolność”, stanowi ono tłumaczenie innego greckiego terminu: άφεσιν [afesin], który powinien być raczej oddany przez polskie: „uwolnienie (z niewoli)” – Łk 4, 18. Pojawia się on w przede wszystkim w kontekście grzechu i przybiera wówczas znaczenie „odpuszczenie / uwolnienie od grzechów” – Mt 26, 28; Mk 1, 4; 3, 29; Łk 1, 77; 3, 3; 24, 47. 

W ewangeliach istnieją jednak inne pokrewne terminy. Trzykrotnie występuje przymiotnik ελεύθεροϛ [eleutheros] – „wolny” i dwukrotnie czasownik ελεύθερόω [eleutheroo] – „czynić wolnym, wyzwalać, uwalniać”. Poza perykopą mówiącą o płaceniu podatku świątynnego (Mt 17, 24-27), której odnajdujemy zdanie, że synowie są wolni od takiej konieczności płacenia dwudrachmy, wszystkie pozostałe terminy znajdują się w jednym fragmencie – dialogu Jezusa z Żydami opisanym w 8. rozdziale Ewangelii Jana. 

Wydaje się więc, że w całości przesłania ewangelicznego pojęcie wolności jest ustawione dość marginalnie. Nie znajdujemy w nim żadnej wzmianki o tak ważnej dla ówczesnych Żydów trosce o wolność polityczną. Gdyby jednak trzeba było wskazać na jakiś tekst nawiązujący do spraw wolności i niewoli w znaczeniu politycznym, to byłaby to zapowiedzi upadku Jerozolimy. Łzy, które wylał nad nią z powodu jej rychłego oblężenia i spalenia świadczą, jak bolał nad zniszczeniem miasta i zniewoleniem jego mieszkańców (Łk 19, 41-44). W pozostałych fragmentach troska o sferę wolności człowieka rozumiana była bardzo uniwersalistycznie i duchowo. 

Tekstem niezmiernie istotnym w rozumienie posłannictwa Jezusa jest z całą pewnością perykopa mówiąca o nauczaniu w synagodze w Nazarecie. To w niej odkrywamy, jak Jezus widział swą mesjańską misję. Gdy powstał, aby czytać, podano Mu księgę proroka Izajasza. Wybrał fragment pochodzący z początku 61. rozdziału (wersy 1-2): 

Duch Pański spoczywa na Mnie, 

ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, 

abym ubogim niósł dobrą nowinę, 

więźniom głosił wolność, 

a niewidomym przejrzenie; 

abym uciśnionych odsyłał wolnymi, 

abym obwoływał rok łaski od Pana (Łk 4, 18-19). 

Porównując tekst Ewangelii z greckim tekstem Księgi Izajasza możemy zwrócić uwagę, że Łukasz pominął słowa: „abym uzdrowił poranionych w sercu”, natomiast wstawił zdanie z rozdziału 58,6: „abym uciśnionych odsyłał wolnymi”.

Przez te zabiegi redaktorskie jeszcze silniej podkreślona została ta część mesjańskiej działalności Jezusa („Duch Pański namaścił mnie i posłał mnie”), która związana była z uwalnianiem ludzi. Choć w tym miejscu nie ma żadnej wzmianki o zniewoleniu grzechem, podobnie jak nie było jej w cytowanych miejscach Księgi Izajasza, to jednak zestawienie obrazów odmalowanych w tych zdania prowadzi na z sfery fizycznej ku duchowej. „Więźniowie” i „wolność” – zakładają istnienie więzienia lub niewoli; „niewidomi” – kojarzą się ze staniem ciemności; a „uciśnieni” (inne tłumaczenia: „zgnębieni”, „złamani”, „strzaskani”), których „odsyła się wolnymi” – w oczywisty sposób znajdowali się w sytuacji nawiązującej do niewolnictwa. Wszystkie te terminy świetnie opisują również płaszczyznę zniewolenia grzechem, czyli stanem oddalenia od Boga, który jest światłości (1 J 1, 5).

To, co było tylko zasugerowane w Nazarecie, zostało wyraźnie sformułowane w dialogu z Żydami (J 8, 31-36):

Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Odpowiedzieli Mu: „Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: «Wolni będziecie?»” Odpowiedział im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni”.

W tym tekście nie ulega już żadnej wątpliwości, jak Jezus rozumiał wolność i niewolę. Nigdzie w całej Biblii nie spotykamy tak dobitnego powiązania grzechu z niewolą! Musimy przy tym pamiętać, że czytając te zdania z Ewangelii według św. Jana mamy już wyrobione „przedrozumienie”. Na sposób odczytywania tego tekstu wpływa to wszystko, co przez lata kształtowało nasze chrześcijańskie pojęcie moralności z powiązanymi z nią sferami nałogów i grzesznych zniewoleń. Dla ludzi żyjących w czasach Jezusa słowa te były o wiele bardziej wyraziste i konkretne. Świadomość rzeczywistości niewolnictwa i tragicznego losu niewolników, a także trudności wykupu i wyzwolenia tych, którzy popadli w niewolę, sugerowały, jak niezwykle tragiczne skutki niesie ze sobą grzech i jak wielkim dobroczyńcą jest ten, kto jest godzien zapłacić za wykup z takiej niewoli. 

Prawda was wyzwoli

Powiązanie grzechu ze zniewoleniem jest niezwykle twórcze. Pozwala bowiem na stworzenie wielu analogii do konkretnych sytuacji życiowych i form niewolnictwa. Tym jednak, co prawdziwie jest nowatorskie i inspirujące, to powiązanie wolności z prawdą. 

W tym miejscu spotykamy jednak olbrzymie zagrożenie złym rozumieniem styku tych pojęć. Jeżeli bowiem mamy problemy z określeniem, czym jest prawdziwa wolność, a także jaka jest różnica pomiędzy wolnością a samowolą, to jeszcze trudniejszym do właściwego uchwycenia jest pojęcie prawdy. 

Musimy pamiętać, że gdy w Nowym Testamencie, a zwłaszcza w ewangeliach napotykamy pojęcie prawdy, jest ono pojęciem z świata żydowskiego a nie greckiego. Dla Greka czy Rzymianina prawda jest pojęciem z płaszczyzny intelektualnej i poznawczej. Bazujący na Arystotelesie i kulturze helleńskiej takie teoriopoznawcze rozumienie prawdy podał po wiekach św. Tomasz. Dla niego prawdą jest to, co jest zgodnością rzeczy z intelektem (verum est adaequatio intellectus et rei). Szukanie prawdy nie jest często łatwe, ale jej odkrycie nie wymaga zmiany swego postępowania. Filozofowie bardzo szybko odkryli, że pogląd Sokratesa, jakoby wystarczało wiedzieć, co jest prawdą i wiedzieć, co powinno się czynić, aby to wprowadzać w życie, jest zwykłą naiwnością. Taki pogląd nazwano nawet „naiwnością sokratejską”. Dla Greka i Rzymianina prawda była ważna sama w sobie. 

Zupełnie inaczej było w świecie semickim. Dla semitów prawda nie była intelektualnym abstraktem, lecz wyrazem postawy życia. Moglibyśmy to wyrazić dzisiejszym językiem w następującej formie: tak jak prawda intelektualna przetrwa wszelką krytykę i zaistniałe wątpliwości, tak prawda egzystencjalna okaże się trwała w obliczu zmienności i ludzkich wad. 

W takim egzystencjalnym rozumieniu powinniśmy odczytywać pojęcie prawdy ewangeliach – a zwłaszcza w Ewangelii według św. Jana. Nawet jeżeli niektóre wypowiedzi Jezusa, w których występuje słowo „prawda” (αλήθεια [aletheia]), sugerują powiązanie prawdy z przyjmowaniem jakichś intelektualnych treści, to nie możemy ograniczać się do takiego rozumienia. 

Najwyraźniej widać to w wypowiedzi Jezusa, w której sam siebie nazywa prawdą (J 14, 6): „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”. Z całą pewnością nie chodzi to o stwierdzenie faktu, że On istnieje, a istnienie jest na tyle prawdziwe czyli wiarygodne, że nie powinno się poddawać tego jakiejkolwiek wątpliwości. Sens tego zdania wyjaśnia ją następne słowa Chrystusa: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze mnie”. Przyjęcie Jezusa jako Prawdę oznacza takie ukształtowanie swego życia, aby postępując za Nim osiągnąć radość wiecznego królestwa Ojca. Nie chodzi tu o opinie na temat Jezusa, która wynika z procesów myślowych, ale o zaangażowanie całego człowieka z jego umysłem i wolą, a także światem emocji i przeżyć. To nie sprawa logicznych przesłanek, ale wyborów życiowych. Osobiście uważam, że powyższe zdanie Ewangelii nie powinno się tłumaczyć w sposób niewolniczy, jak czynią to prawie wszyscy tłumacze: „Ja jestem drogą (i) prawdą i życiem”. Powinno się raczej zwrócić uwagę, że grecki spójnik καί [kai] czyli ‘i’, ‘a’ stanowi w tym miejscu część składni zwanej kai interpretativum. Uwzględniając przesłankę należy przetłumaczyć ten werset tak, jak czyni to ks. Marian Wolniewicz w Biblii Poznańskiej: „Ja jestem drogą prawdziwą do życia”. W komentarzu do tego wyjaśnia: 

[Jezus] jest drogą dla wszystkich, ponieważ wierząc w Niego i żyjąc według Jego prawa wszyscy ludzie mogą dojść do zbawienia, czyli życia wiecznego. Jest drogą wyłączną, czyli prawdziwą, poza którą nie ma innego sposobu dojścia do zbawienia. 

Wracając więc do rozdziału 8. Ewangelii wg św. Jana odkrywamy, że prawda która daje wolność nie jest prawdą intelektualną, jak zwykli twierdzić stoicy, którzy głosili, że mędrzec jest wolnym, a głupiec niewolnikiem. Prawda dopiero wówczas będzie wyzwalająca, jeżeli człowiek nie zatrzyma się na płaszczyźnie poznawczej, lecz podporządkuje jej całe swe życie. 

No i co z tego? 

Często powtarza się, że prawda obroni się sama! Nic bardziej mylnego. Prawda obroni się dopiero wówczas, gdy znajdą się osoby, które pozwolą jej działać w swym życiu. W świecie nasyconym słownymi utarczkami i wojną idei, w świecie w którym ze względu na konsekwencje karne zdanie: „on kłamie” zastępuje się lawiranckimi: „on mija się z prawdą”, potrzeba ludzi, którzy pozwolą prowadzić się Duchowi Jezusa. Jak dobitnie wskazał św. Paweł: „Gdzie Pański, tam wolność (2 Kor 3, 17), albowiem „wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!»” (Rz 8, 14-15).

***

Żyjemy w dobie postmodernizmu, który na wszelkie sposoby próbuje podważyć obiektywność najbardziej fundamentalnych wartości. Najbardziej niebezpieczna jest próba zanegowania obiektywnej wartości prawdy. Raz po raz słyszy się slogan, że każdy ma swoją prawdę! Nic bardziej kłamliwego i zwodniczego. Prawda jest jedna, a sensem ludzkiego życia jest poznanie jej i dostosowanie do niej całej swej egzystencji. Dziś zaczyna się utrwalać sposób myślenia, że to nie ludzie powinni dostosowywać życie do prawdy, ale prawdę dostosowują do swojego życia. 

Prawdą jest Chrystus, a my jesteśmy Chrystusowi. I to, co On głosił i czym żył powinno nas nie tylko inspirować, ale przede wszystkim charakteryzować. Definiując chrześcijan św. Jan napisał: „Myśmy bowiem poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam!” (1 J 4, 16). A miłość odbiera strach i czyni wolnymi (por. 1 J 4, 18). Bywa bowiem czasami tak, że prawda bez miłości – prawda rozumiana jako zbór sądów i twierdzeń, potrafi zabić. „Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą!” (1 J 3, 18). A kładąc na to zdanie filtr wzmiankowanego kai interpretativum odczytamy: „Dzieci, nie miłujmy słowem języka, ale czynem prawdy!”

Prawda wymaga miłości. Miłość natomiast jest możliwa tylko tam, gdzie wolność, ale taka wolność, która wyrażą się miłością. Dlatego też w przesłaniu Nowego Testamentu przeczytamy: „Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (Ga 5, 13-14)… na podobieństwo Chrystusa, który „do końca nas umiłował” (J 13, 1).