Pamięć i tożsamość

(145 - lipiec - sierpień 2006)

Przebaczyć

ks. Ryszard Nowak

"Przebaczyć to znaczy odwołać się do dobra, które jest większe od zła" (Jan Paweł II)
bezmyślnie, za szybko...

Żyjemy szybko, często zbyt szybko... Powoli już nie nadążamy z myślą za wydarzeniami, w których uczestniczymy. Ślizgamy się po powierzchni zdarzeń, przechodząc przez wiele z nich w sposób totalnie bezrefleksyjny. Nie sprzyja to zachowaniu postawy uważności, a w konsekwencji przynosi płytkość zaangażowania w relacje z ludźmi naszego otoczenia. Pośpieszne oceny postępowania często nie biorą pod uwagę całego kontekstu życia i to zarówno własnego jak i naszych bliźnich. To wcale nierzadko prowadzi do zasklepienia się w muzeum bolesnej pamięci, konfliktów, o których dziś najczęściej nie potrafimy powiedzieć tego, skąd się wzięły, jakie przyczyny wywołały tak niepożądany skutek, co sprawiło, że dziś jesteśmy w konflikcie serca wobec konkretnych osób?

w oczekiwaniu na sukces...

Jesteśmy dziećmi tego czasu, który w poglądach społeczeństw kształtuje model konsumpcji, jako miarodajny punkt odniesienia w ocenie wartości człowieka. Udało ci się w życiu, masz niezależność finansową, wybudowałeś dom, poruszasz się jednym z najnowszych modeli samochodu, masz powodzenie w towarzystwie, jesteś skuteczny w tym, co robisz... to znaczy, że jesteś dobry. A jeśli jest inaczej to znaczy, że jesteś „niewydarzony” i nie warto z tobą trzymać...

raniąc się własnymi wyobrażeniami...

Niestety, choć tego nie chcemy, często ulegamy takiemu paradygmatowi, a to w konsekwencji objawia się w nas pełną oczekiwań postawą roszczeniową. To zaś jest najkrótsza i najprostsza droga do rozczarowań i poczucia własnej klęski. Spodziewamy się, że osiągniemy wyobrażony sukces, na który tak liczymy oraz że inni okażą się dla nas mili i wspaniali, a nawet w sposób oczywisty wyrozumiali dla naszych przywar i słabości. Podobnie jak Ci dwaj zasmuceni, z drogi do Emaus (por. Łk 24,13nn), zatrzymujemy się zazwyczaj na szczególe, nie potrafiąc ogarnąć całej rzeczywistości i nawet, gdy słyszymy Dobrą Nowinę (On Żyje!), paradoksalnie, przyjmujemy ją za kolejne zagrożenie („przeraziły nas...”). Jak nie narazić się w takiej kondycji życia na ostrą ale i trzeźwiącą reprymendę Pana Jezusa, „o nierozumni (głupcy), jak nieskore są wasze serca do wierzenia...”.

ranimy innych...

Nikt nie lubi przyznawać się do własnych, faktycznych błędów. Łatwiej nam wtedy szukać winy w otoczeniu i przy własnych założeniach, zawsze ją w kimś znajdziemy. Słabości i grzechy bliźnich stają się wtedy tak wyraźnie widoczne... Stosunkowo rzadko znajdujemy przyczynę w jakiejś swojej błędnej postawie. Taka postawa często ujawnia nasze skoncentrowanie na tym, co jest brakiem z równoczesnym pominięciem całego dobra, które faktycznie w nas istnieje. Mając tak nieobiektywne spojrzenie na swoje życie, w krzywym zwierciadle patrzymy na bliźnich, stosując te same kryteria wobec nich, a na dodatek wzmacniając je przekonaniem, że przecież to on, ona, ono, to oni, są wobec mnie agresorami... W takim zapamiętaniu szukania winnego, skazujemy się na pozostawanie w zamkniętym kręgu pomnażania bólu...

CHRYSTUS JEZUS KRUSZY NIENAWIŚĆ...

Co może stać się siłą zdolną przełamać ten obłędny pierścień koncentracji na złu? Odwołując się do całokształtu historii naszego zbawienia, chcemy na nowo dobitnie wyznać, że to Pasja miłowania Boga, w którą nas wszczepił przez zbawcze dzieło Jezusa Chrystusa, sprawia, że możliwa staje się w nas Pascha przemiany błędnego sposobu myślenia i wynikającego z niego postępowania. On to na nowo otworzył nam przystęp do Boga, przez to, że „Ojcu przedwiecznemu spłacił za nas dług Adama i krwią serdeczną zmazał dłużny zapis starodawnej winy” (Exsultet). Święty Paweł zaświadcza, „Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe. Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił na posługę jednania. Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania” (2 Kor 5, 17-19). Pan Bóg bardzo pragnie, „aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego - i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża” (Kol 1,20) i dlatego też konsekwentnie w liście do Rzymian Apostoł zachęca: „nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21).

wierzymy...

Zgnębionemu na duchu, obolałemu, z przeogromnym poczuciem niezrozumienia i doznanej krzywdy, z głębi serca wyrywa się krzyk zawierzenia, „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!” (Rz 7,24). Jezus Chrystus przecież po to umarł, aby rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Zatem jest nam dana moc zjednoczenia w Bogu. Byłoby więc jakimś małodusznym wymiarem niewdzięczności, przez własną zawziętość, skupiając się jedynie na doznanej krzywdzie, uczynić Jego ofiarę daremną. Jeśli więc wierzę, że Jezus umarł i zmartwychwstał abym i ja mógł się w Nim stać sprawiedliwością Bożą, to muszę podjąć świadomy wysiłek spojrzenia na siebie i bliźniego Jego oczami. Bo On życie oddał za wszystkich ludzi, więc w każdym z nas musi być to dobro, o którym On wie, a w które ja muszę uwierzyć, by je odnaleźć.

świadomie...

Dobro jest narzędziem miłości i jako takie należy do wieczności, dlatego należy szukać go świadomym wysiłkiem po tej lepszej stronie ludzkiego życia. Zło często narzuca się samo, prowadzi swoistą autopromocję, zakrzykując wszystko wokoło. Dobro jest ciche, nie na pokaz, skromne i pokorne, ale za to trwałe i konsekwentne. Zło zamyka, dobro otwiera serce. Mając wzór niedościgły w Panu Jezusie, wiemy, że prawdziwe dobro przetrwa. Wydoskonalone kochaniem jest w stanie pokonać każdy cień naszego postępowania. Przypatrując się z pewnego dystansu wszystkiemu, co na życie się składa zdumiewamy się ogromem dobra, często niezauważanym w codziennym zatroskaniu o wielość spraw. Dlatego ważne jest aby na każdy, a zwłaszcza bolesny epizod życia patrzeć w całym jego kontekście i wysiłkiem woli przylgnąć do pozytywnego sposobu kreowania swego życia i odniesień do innych osób.

decydujemy się...

Sokrates, jeden z mędrców o niepodważalnym autorytecie etycznym, w swoich poglądach głosił, że każdy człowiek nosi w sobie prawdziwą wiedzę, jednak nie jest tego świadom. Dlatego też potrzebny mu jest ktoś, kto pomoże mu odnaleźć tę wiedzę w sobie. Sokrates robił to zadając swoim rozmówcom proste pytania i tak doprowadzał rozmówcę do odkrycia prawdy, która wzywa do dobra. Ta metoda majeutyczna, jest dobrą formą dialogu, jaki powinniśmy prowadzić w sobie w oparciu o Słowo Boże, gdy przychodzi nam szukać dobra w człowieku (także w sobie samym), który nas zranił. Stając w jak najbardziej obiektywnej perspektywie spojrzenia, na pewno doszukamy się w sobie wystarczającej motywacji do decyzji, aby zrozumieć i chociażby w części usprawiedliwić zachowanie, które doprowadziło do doznanej krzywdy i podjąć decyzję na zanurzenie bolesnego wydarzenia w miłości Boga, która jak pisze to w swoim liście św. Piotr Apostoł „zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8).

kochać bardziej miłosierdziem niż sprawiedliwością...

W miarę często stajemy wobec dylematu, przebaczyć czy nie...? Pan Jezus nie pozostawia nam żadnej wątpliwości, co do rangi naszego przebaczenia bliźniemu. Ujmuje to wręcz warunkowo, „jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień” (Mt 6,14-15). Zatem podejmując temat przebaczenia należy bardziej odwoływać się do otrzymanego od Boga miłosierdzia niż do sprawiedliwości w dochodzeniu do racji mówiącej o odpowiedzialności za zadany i doznany ból. Jeśli naprawdę odkrywamy prawdę miłowania w Chrystusie, musimy zgodzić się na ograniczenie własnego rozumienia i pozostawić w sprawiedliwości pewien margines na łaskę miłosierdzia, w której Bóg zanurzy i kiedyś objawi nam pełną prawdę bolesnych dla nas zdarzeń.

by nastąpiła podmiana pamięci...

Miłość miłosierna objawia nam pełną perspektywę kochania, jakim Bóg nas obdarza w historii zbawienia, a tym samym uczy nas jak mamy sytuować naszą dyspozycję serca wobec doznanej krzywdy i tego, kto nam ją uczynił. Jeśli wierzymy i mamy świadomość tego, co Pan Jezus uczynił dla nas nie możemy podjąć innej decyzji, jak przebaczyć z serca temu, kto nas skrzywdził. Musi w nas być i owocować rozumienie słów, które zostawił nam św. Paweł, „Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie” (Ef 4,32). Przebaczyć, to nie znaczy jednak to samo co zapomnieć, ale z drugiej strony właśnie ze względu na doznane miłosierdzie warto zadać sobie pytanie, o czym warto pamiętać? I tu musi powoli nastąpić podmiana pamięci, z akcentu wspomnień o doznanej krzywdzie, na pamięć dobra, jakie zostało złożone we mnie, ale także i w tym moim bliźnim, który jest przyczyną całego zamieszania we mnie. W dochodzeniu do prawdy i sprawiedliwości, nie wolno nam zapominać, że każdy wart jest kochania i dlatego trzeba w imię Jezusa PRZEBACZYĆ, to znaczy odwołać się do dobra, które jest większe od zła.