Finanse - nasze, Kościoła, Ruchu

(142 - luty - marzec 2006)

Przemieniający dar z siebie

Paweł Kozakiewicz

czyli rzecz o tacy

Procesja z darami już od czasów apostolskich była integralną częścią obrzędu ła­mania chleba. Święty Justyn w swojej apologii pisze, że kogo stać na to, a ma dobrą wolę, ofiarowuje datki, jakie chce i może, po czym całą zbiórkę składa się na ręce przełożonego. Ten roztacza opiekę nad sierotami, wdowami, chorymi, lub też z innego powodu cierpiącymi niedostatek, a także nad więźniami oraz obcy­mi głoszącymi w gminie; jednym słowem spieszy z pomocą wszystkim potrzebują­cym. Czyniono to prawdopodobnie, tekst nie jest jednoznaczny, na koniec Eucharystii. Zśw. Justyna można wyróżnić dwie charakterystyczne cechy składania darów, mia­nowicie dobrowolność ofiary i przeznaczenie datków dla potrzebujących.

Późniejsze przemiany liturgii sprawiły, że procesja z darami zanikła. Przywróciła ją so­borowa reforma liturgiczna.

W odnowionej liturgii po II Soborze Watykań­skim procesja z darami rozpoczyna obrzęd przygotowania darów. Jest to czas składanie darów, zarówno duchowych jak imaterialnych. Każdy wierzący na mocy kapłańskiej misji Chrystusa jest zaproszony do składania ofiar, do ofiarowywania samego siebie. Nie jest to jednakże składanie ofiar na sposób starotestamentowy, na rzecz przebłagania Najwyż-szego i otrzymania Jego przychylności. Ofiara chrześcijanina jest inna. On wie, że nic nie może dać z siebie, bo wszystko co otrzymuje jest darem Pana. Chrześcijanin wie, że to Bóg przyszedł do niego, gdy on jako człowiek sam z siebie nie miał ani przesłanek, ani środ­ków, ani możliwości, by dotrzeć do Boga. To Bóg z własnej inicja­tywy zatroszczył się o człowieka i chrześcijanin wie, że dla niego same­go jest i zawsze będzie najlepiej, kiedy on pozwala Bogu siebie same­go przemieniać w dar, stosownie do zawsze dobrej woli Boga. Chrześ­cijanin przedstawia Bogu swoje życie w oparciu o doświadczenie ią, że Bóg je już przemienił, a jednocześnie z prośbą, by stale je przemieniał w dar dla innych, oraz z bojaźnią, by on sam przez jakikolwiek swój program nie wytrącił siebie z planu Boga.

Człowiek ostatecznie nic innego nie może zrobić przed Bogiem, jak tylko uczynić znak wyrażający gotowości otwierania się wobec Niego, wobec Jego daru. Składanie ofiary, także materialnej, nie jest w tym ujęciu żadną akcją dobroczynności człowieka, ani nawet wynikającym ze sprawiedliwości gestem czy obowiązkiem dzielenia się, lecz zna­kiem-prośbą, wyrażeniem potrzeby bycia przemienionym i wyzwolonym z bycia dla sie­bie (co jest naturalne u każdego człowieka). Dlatego człowiek potrzebuje zewnętrznego znaku, poprzez który wyraża potrzebę pozbywania się czegoś, co normalnie mógłby uży­wać na swoją korzyść. To wyzbywanie się jest znakiem wołania, aby Bóg przemienił rze­czywistość człowieka i by człowiek stał się żyjącym z Boga.

Wołanie o przemianę to gotowość otwarcia się na działanie Boga, to gotowość by być dla. Bycie dla odnosi się do osoby. Tą osobą jest Bóg i bliźni. W tym realizuje się posługa miłości. Nie bez przyczyny liturgia przygotowania darów nazywana jest liturgią miłości. We Mszy Wieczerzy Pańskiej, w samym mszale podana jest jako pieśń na ten czas antyfona Gdzie miłość wzajemna z odpowiednimi strofami. Tak realizuje się wez­wanie Chrystusa do otoczenia troską tych najmniejszych i najbardziej potrzebujących. Tak realizuje się naśladowanie Chrystusowej miłości, miłości bezinteresownej, miłości agape.

Dlatego też procesja z darami od samego początku chrześcijaństwa miała ważny udział w sprawowaniu Ofiary. Zawsze to były przede wszystkim dary materialne: żyw­ność, ubrania, przedmioty domowego użytku. Wydaje się jednak, że i pieniądze, jako wy­godny w użyciu środek płatniczy, znalazły od początku zastosowanie w datkach zbiera­nych na zgromadzeniach eucharystycznych.

Jak czytamy w Dziejach Apostolskich, chrześcijanie pierwszych wieków byli tak hojni, że dla rozdzielania tych składek między potrzebujących ustanowiono nową posługę - diakonat, dostępną dla mężczyzn i kobiet. To pierwsza diakonia miłosierdzia w pierwot­nym Kościele. Składkę przeznaczano przede wszyst­kim dla potrzebujących, na wszelkie­go rodzaju działalność charytatywną. Diakoni na tyle byli rozeznani w sytuacji wierzą­cych, że byli w stanie dotrzeć z pomocą do najbardziej po­trzebujących. Dzisiaj, w obliczu przywrócenia stałego diakonatu w Polsce, można ufać, że diakoni pozostaną wierni swemu przeznaczeniu do posługi miłosierdzia. Część składki, jak to można też przeczytać u św. Justyna, przeznaczona była na utrzymanie głoszących słowo Boże. Ciekawostką jest, że Justyn mówi tylko o obcych głosicielach. W pierwszych wiekach normalną rzeczą było, że ówcześni kapłani (biskupi, prezbiterzy, diakoni) utrzymywali się z pracy wzawodzie (jak to wielokrotnie podkreśla św. Paweł). Wraz z wykształce­niem się po­stawy, że kapłani poświęcają się zupełnie służbie Bożej, ciężar utrzymania du­chownych spoczął na wiernych. Budowanie kościołów w późniejszych czasach spowodo­wało, że i o stan kościoła musieli zatroszczyć się wierni. I taka sytuacja trwa do dziś wś­ciele pol­skim.

W takim świetle należy widzieć wszystkie dary składane na mszy, w tym również tak zwaną tacę. Taca ta ma niezbyt dobrą sławę wśród wiernych. Traktowana jest jako ko­nieczna zbiórka pieniędzy dla księdza proboszcza podczas mszy. Zwłaszcza, gdy widzą, że tacę zbierają księża, co budzi powszechne poruszenie, bo trzeba dać więcej, bo prze­cież proboszcz widzi. A tymczasem, w świetle powyższych rozważań złożenie ofiary na tacę należałoby traktować, i tu uwaga na słowo, jako przywilej. Tak, to nie pomyłka. Czy kiedykolwiek przyszło komuś do głowy, że to właściwie wielki dar, że jest to realiza­cja da­wania siebie, tak mocno obecnego w Ruchu Światło-Życie? I nieważne jest w tej chwili, co ksiądz zrobi z tymi pieniędzmi, czy rozda je biednym, czy dołoży do zakupu no­wego samochodu. Nieważne też jest, ile złotych damy, każdy, jak pisze św. Justyn, daje tyle ile może. Dla jednego będzie to 50 groszy, dla innego 50 złotych (przypomina się przypo­wieść o wdowim groszu).

Aby taca - dar z siebie, miała ten wymiar przemieniania, o którym wspominaliśmy, muszą być spełnione pewne liturgiczne warunki. Przede wszystkim, wierni uczestniczący w Eucharystii powinni być pouczeni o teologicznym wymiarze tacy. Bez tego jakiekol­wiek zmiany, jakie proponujemy niżej nie odniosą sensu i zostaną niezrozumiałe. Taca powinna być zbierana w odpowiednim momencie. Jakim? Po modlitwie wiernych, nie wcześniej, jak to się często zdarza. Jeżeli jest procesja z darami, to taca powinna iść jako pierwszy dar. Należałoby więc poczekać z procesją, aż kolekta będzie zebrana. Do tego powinna być określona liczba ludzi, którzy będą ją zbierać, tak by czynność ta była prze­prowadzona jak najsprawniej. A kto powinien ją zbierać? W mojej wizji parafii marzeń, te osoby, które w parafii odpowiadają za finanse (Rada Ekonomiczna), ci, którzy na co dzień wykonują zawody kasjera, księgowej. I taca powinna być podawana z rąk do rąk (często spotykana forma na Za­chodzie), ale w polskiej kulturze, a może jej braku, ten sposób jest raczej trudny do zrealizowania. Groźba kradzieży jest bardzo prawdopodob­na. Taca powinna być postawiona, zarówno, gdy uczestniczy w procesji czy też nie, pod ołtarzem, aby była widocznym znakiem, że jest darem ołtarza, wyrazem naszego otwarcia na przemianę naszego serca i na drugiego człowieka. Niedopuszczalne wręcz jest jej chowanie gdzieś do ambo-ny czy od razu do zakrystii. Zbie-ranie tacy też nie może trwać całą mszę. Czasami zdarza się, że zak-rystianin (bo to on najczęściej zbie-ra tacę) zbiera aż do komu-nii. Tymczasem czynność ta wrazie powinna się skończyć przed modlitwą nad darami (bo taca to przecież dar).

Finanse Kościoła są drażliwym tematem. Z regu­ły każdy z nas najlepiej wie, na co idą pieniądze ztacy, a przypadki przesadnego okazywania bogac­twa wśród księży dostarczają nie­zbitych dowodów. I­żemy się zżymać na ten stan rzeczy, ale wliturgii nie oto chodzi, nie jest najważ­niejsze co będzie z ty­mi pieniędzmi. Oczywiście, przejrzystość finansowa parafii w tej kwestii powin­na być znana, na tabli­cach ogłoszeń należałoby oczekiwać umiesz­czenia bilansu dochodów i wydat­ków. Ale w tacy, wgeście rzucania czegoś ze swo­jego, najważ­niej­sza jest nasza gotowość do przemie­nienia się, do bycia dla, do rezygnacji z czegoś co moje.

Literatura:
Z. Kiernikowski, Eucharystia i jedność.
B. Nadolski, Ukochać Mszę świętą.
Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego.