Służba

(208 - styczeń - luty 2016)

Pułapki na drodze

Anna Pełka

Jeśli służba jest traktowana instrumentalnie i służy dowartościowaniu się osoby, to można w uproszczeniu powiedzieć, że nie jest służbą

Dzisiaj pisanie o zagrożeniach, niebezpieczeństwach, o tym, czego unikać w takim kontekście, jak np. służba, nie jest popularne. Pedagogika, psychologia i inne nauki wspierające człowieka doradzają raczej pozytywne formułowanie nakazów, kamuflowania ich pod inną formą stylistyczną. Przypomnijmy sobie jednak dekalog. „Nie będziesz”, „Nie będziesz”, „Nie…”.  W tej formie znajdujemy wielką miłość Pana Boga do człowieka, troskę, wręcz walkę o niego, aby żył. Nie przekreślajmy treści ze względu na formę… Czasem pod formą kryją się ważne treści.  

Jestem ale nie służę

Czy to w ogóle możliwe? Zdarza się i tak. Przychodzą mi tu na myśl  przypadki, gdy ktoś kończy formację podstawową, dotarł do III stopnia i… no właśnie, NIC.  Może jeszcze przychodzenie na spotkanie wspólnoty czy kręgu, może nawet wierność modlitwie i częste Eucharystie w parafii. Ale nie ma służby. Tak, jakby film zatrzymać na chwilę jednym kliknięciem, a bohaterowie na ekranie zastygają w połowie drogi w nienaturalnych pozycjach, czekając na kolejny klik. 

Przecież ten III stopień to nie koniec, to nie laurki i fanfary za to, że dotarło się do mety. To może być początek wielkiego szczęścia (czasem wykuwanego w trudach czy łzach), szczęścia z dawania, z dzielenia się sobą, ze służby drugiemu człowiekowi, ze znalezienia konkretnego miejsca w Kościele, z podjęcia diakonii. Trzy etapy, jakie przechodzimy to: ewangelizacja, deuterokatechumenat i diakonia.  Prawidłowo przeżyta formacja zawsze prowadzi do podjęcia diakonii. 

Bez celu

Znajomość wizji celu i wizji drogi, to ważne elementy, jeśli prowadzimy innych. Trzeba je znać, aby nie błądzić.  Częsty „grzech” animatorów, zwłaszcza tych początkujących, może polegać na tym, że patrzą krótkodystansowo i widzą tylko najbliższe spotkanie, ale nie potrafią go osadzić w jakiejś całości. Zdarza się to  i na oazach wakacyjnych i w pracy formacyjnej w ciągu roku. 

Można włożyć wiele czasu i dobrych chęci w przygotowanie wspaniałego spotkania z fajerwerkami, ale jeśli nie wiadomo, do czego cały cykl prowadzi, jaki jest cel tego etapu, to nie przygotujemy ani nie przeprowadzimy spotkania owocnie. W innym wariancie brak wizji celu przy dużej kreatywności i wiary we własne możliwości może doprowadzić w ogóle do zmiany programu, bo łatwo wyrugować coś, czego nie rozumiemy, co nam się nie podoba z takich czy innych względów.  Warto zatem zaczynać od wprowadzenia w konspekt, warto pytać (i słuchać), aby zrozumieć, do czego, do jakiego celu mamy prowadzić innych.

Zachwianie proporcji „czyny-życie duchowe”

Czy byłby dla Was przekonujący animator albo jakiś członek diakonii, który tylko coś robi, ale wiadomo byłoby o nim, że nie praktykuje np. Namiotu Spotkania? Dla mnie nie bardzo. Przekonują mnie ci, o których wiem, że się modlą i którzy służą.

Czyny, nawet te najlepsze, najwspanialsze i najdonioślejsze nie mogą przesłaniać ani Pana Boga, ani drugiej osoby, ani mnie. Czasem oceniamy swoją lub cudzą wartość przez ilość dokonań. Im więcej ktoś może, tym jest cenniejszy. To nie tak. Można tu zastanowić się, jak Pan Bóg patrzy na osobę…  Jest tyle fragmentów w Piśmie świętym…

Równowaga polega też na tym, aby w nawale zadań znajdować czas na modlitwę. Chyba każdy z nas stanął przynajmniej raz w życiu przed dylematem: coś tam zrobić czy się pomodlić?  A czasem przychodzą myśli: „przecież tyle mogę zrobić w tym czasie, modlitwa nie zając..”.   To jest wielka tajemnica służby, jeśli wykonuję ją z Panem, to On jakoś tak ten czas rozmnaża, że wystarcza go i na życie duchowe i na czyny. Jeśli trwam w Panu, to nawet znika to napięcie i przestaję już odczuwać, że dwie sfery życia konkurują ze sobą. One zaczynają się wspierać.

Maryjo, Niepokalana Jutrzenko Wolności, Jasnogórska Pani, przy której my, Polacy zawsze byliśmy wolni. Ty jesteś Źródłem Światła i Życia dla nas - ponieważ jako pierwsza z ludzi przyjęłaś Światłość Świata – Jezusa i poszłaś za Nim, oddając Mu w posłuszeństwie i miłości całe swoje życie, aż po krzyż. 

Dowartościowywanie się przez służbę

Jeśli służba jest traktowana instrumentalnie i służy dowartościowaniu się osoby, to można oczywiście w uproszczeniu powiedzieć, że nie jest służbą, bo ta zakłada bezinteresowność i miłość. Mam nadzieję, że niechlubne wyjątki są naprawdę wyjątkami, ale z drugiej strony trzeba przyznać, że pycha jest czymś, od czego trudno się uwolnić, do tego dochodzi jedna z podstawowych potrzeb, jaką jest uznanie, może dodamy jakieś osobowe uwarunkowania z poszczególnych ludzkich historii no i wyjdzie ostatecznie, że te wyjątki w wersji light już takie rzadkie nie są. 

Co robić? Przyglądać się sobie (zwierciadłem niech będzie rozum i sumienie), badać swoje motywacje, modlić się o czystość intencji i motywacji, o bezinteresowną służbę i miłość do tych, którym służę. Prosić innych o ocenę swoich postaw, swojej służby. Wybierać te obszary, gdzie mam przekonanie, co do właściwych pobudek. Nie popadać z drugiej strony w skrajność, jaką byłoby np. wyrzucanie sobie jakiegokolwiek poczucia satysfakcji czy dumy z dobrze wykonanej roboty. Wręcz przeciwnie, chwalmy siebie nawzajem.  Kłania się – jak zwykle – rozum i kierownictwo duchowe .

Ty widzisz moją niewolę, która polega na tym, że często panuje we mnie ciemność błędu, niewiedzy, ułudy własnej wyobraźni i że żyję jeszcze dla siebie, opanowany pychą i miłością własną. 

Wyzwól mnie, upraszając mi łaskę zanurzenia się wraz Tobą w jedynym świetle, jakim jest Jezus, który wie kim jestem, czego chce ode mnie Ojciec i co jest dla mnie dobre. 

Sknerstwo czy hojność?

Kojarzą nam się przede wszystkim z dawaniem pieniędzy. Ale tu mam na myśli szersze spojrzenie. Przede wszystkim hojność serca, przejawiającą się w dyspozycji dla drugiej osoby, dla dzieła, dla miłości, w dzieleniu się czasem, talentami, dobrym słowem. 

Chyba najbardziej deficytowy jest ten czas. Ktoś kto służy musi się nauczyć dobrze gospodarować czasem, aby starczyło go dla innych. Zagrożeniem może być koncentracja na sobie, wieczne tłumaczenie „nie mam czasu”, „nie mogę”.  Nie chodzi tu o jednostkowe sytuacje, kiedy rozum mówi, aby nie brać szóstej rzeczy na siebie albo kiedy nasze dziecko akurat ciężko choruje i trzeba nim się zająć, ale o stałą, wewnętrzną dyspozycję do szukania tego czasu dla innych. Zatem korzystajmy z rozumu, zarządzajmy wielkodusznie naszym czasem, a obowiązków przy okazji nie zaniedbujmy .  

Nie zawsze jest różowo

Trzeba to sobie jasno powiedzieć. Służba jest piękna, jak róża. Taka, którą można się też pokłuć.  Służba ma swoje blaski i cienie, bo przychodzi czasem jakiś kryzys, zniechęcenie, osamotnienie, poczucie, że mam już dość, dalej się nie da.  Może się wydawać, że ten punkt z listy jest tak jakby mniej zależny od nas, od naszych czynów czy ich zaniechań. Czasami przykre doświadczenie spływa znienacka, napełnia serce goryczą, zniechęca nas do dalszej aktywności, podszeptuje wycofanie się. 

Ważne, aby nie bać się takich doświadczeń, być gotowym na to, że mogą nadejść.  Warto przyjmować je jako nasz krzyż wpisany w codzienność i przeżywany z Chrystusem, warto polecać trudne doświadczenia w modlitwie Panu Bogu. Ważne też, aby nie zamykać się na innych, aby dać szansę na wsparcie (np. w postaci rozmowy) z kimś bliskim, przed kim można się wygadać, uzyskać dobrą radę, ludzkie wsparcie. Bywa i tak, że jest to sygnał do opuszczenia czegoś starego i bezpiecznego i podjęcia nowego, ale tę kwestię warto omówić z innymi…

Jeszcze apel na koniec: wybaczajmy sobie nawzajem, rozmawiajmy ze sobą jak najwięcej. Niech nas nie załamują własne lub cudze słabości lub słabości „instytucjonalne”, np. w parafii czy w diecezji. Jak mawia mój znajomy ksiądz: „gorszy się tylko najgorszy”.  

Wyzwól mnie, upraszając moc do zwyciężania egoizmu w przyjmowaniu krzyża i do życia dla Światła, dla Boga i braci przez bezinteresowną służbę i miłość. Spraw, aby w moim wnętrzu zajaśniało światło i wytrysnęło źródło życia. Pomóż Mi poznać Prawdę, która mnie wyzwoli i pójść za Jezusem, abym nie chodził w ciemności, ale miał Światło Życia. Amen.

Anna Pełka