Jedność

(116 - maj - czerwiec 2002)

Pycha przeciwnikiem jedności

ks. Ryszard Nowak

Pycha albo nie pozwala dostrzec w sobie dobra, którym można posłużyć bliźniemu, albo nie pozwala usłużyć drugiemu, gdyż to mogłoby strącić z piedestału

No cóż, „pycha” (gdy się jej bliżej przyjrzeć) to wbrew pozorom nie jest najbardziej apetyczne słowo! Można nawet powiedzieć, że najczęściej staje się ono przyczyną ostrej niestrawności zarówno dla tego, kto się nią „posługuje” jak i dla tych, co się o niego „ocierają”…
Tadeusz Sikorski w „Słowniku Teologicznym” zdefiniował pychę jako „bezkrytyczne, wysokie mniemanie o sobie, dumne wynoszenie się ponad innych”, a rozwijając temat dodał, że „człowiek pyszny, który chełpi się swoimi złudnymi czy nawet rzeczywistymi wartościami, niekiedy wręcz uniemożliwia budowanie więzi międzyludzkich, dezorganizuje życie społeczne. Wszystko bowiem, co przedsiębierze, czyni przede wszystkim ze względu na siebie, dla własnej chwały i dlatego do innych odnosi się zawsze z lekceważeniem i pogardą, zwłaszcza gdy ich racje przeważają nad jego osobistymi racjami. Nie zna on bezinteresownego poświęcenia się dla bliźnich, obca jest mu tolerancja i nie potrafi z niezbędnym krytycyzmem spojrzeć na siebie, choć nie ma miary w krytycznym ocenianiu intencji i poczynań współbraci”.
Pismo św. często odnosi do pychy, nazywając ją kłamstwem i iluzją, gdyż człowiek pyszny przypisuje sobie to, czego nie posiada albo czego nie zdobył własnymi siłami (por. Iz 10,13–14; 14,10–15; Ga 6,3; 1 Kor 4,6n; 2 Kor 10,7n). Pycha to brak prawdy w człowieku. Zarówno brak prawdy o Bogu, jak i o sobie samym, i o drugim człowieku. Ona to sprawia, że człowiek pyszny widzi w innych zagrożenie. Sam w sobie nieuporządkowany ocenia drugiego jako przeciwstawnego sobie. Czując się zagrożony, sam staje się zagrożeniem dla otoczenia…
W życiu religijnym pycha może się objawić w szczególnie ostrej postaci niepodporządkowania się Bogu i Jego prawom, w chęci bycia ponad Bogiem, w uznawaniu własnych ideałów życiowych i ocen spraw ludzkich za rozumniejsze, za bliższe prawdy. Ten bunt przeciw pozycji Boga przybiera nieraz bardzo radykalne postawy. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Przeciw miłości Bożej można grzeszyć w różny sposób… obojętność … niewdzięczność … oziębłość … znużenie lub lenistwo duchowe … (2303). Nienawiść do Boga rodzi się z pychy. Sprzeciwia się ona miłości Boga, zaprzecza Jego dobroci i usiłuje Mu złorzeczyć jako Temu, który potępia grzech i wymierza kary” (2094). Tak dzieje się w osobistej relacji konkretnego człowieka do Boga, ale i tak dzieje się wśród ludzi, w społeczności, która sama chce ustanawiać zasady życia z pominięciem Stwórcy. Iluzoryczność takich wysiłków ukazuje chociażby zamysł upadłej ludzkości zbudowania jedności w oparciu o własne pomysły i siły, co znajdujemy w opisie budowy wieży Babel (Rdz 11,1n). Tak to odrzucając raj przez Boga nam dany w jakimś dziwnym zadufaniu człowiek próbuje budować go według własnego pomysłu. Szybko jednak przekonuje się o tym, że — jak mówi polskie porzekadło — „pycha i z nieba spycha” i że boleśnie doświadcza skutków swego złudnego szczęścia.
Nie przyjmowanie do wiadomości prawdy o własnej zależności w istnieniu od Stwórcy rodzi w konsekwencji błędne spojrzenie na siebie samego. Człowiek pyszny albo pełen kompleksów czuje się zagubiony i sfrustrowany w świecie spraw, które go przerastają albo z nieokiełznanym tupetem stawia się w miejsce Pana Boga i sam sobie jest „sterem, żeglarzem, okrętem”… Stąd albo przeżywa swoje życie jako niekończące się pasmo porażek i „niemożliwości”, co wiedzie do rozpaczy, bądź nie bacząc na konsekwencje swoich zachowań zmierza miotany wichrem namiętności do bliżej nieokreślonego celu, co z kolei prowadzi do bezdusznego tryumfalizmu i przekonania o swej nadzwyczajnej roli w tym świecie.
Zainteresowany jedynie sobą, pyszałek ulega narcystycznej skłonności do samouwielbienia. Inni ludzie stają się dla niego jedynie środkiem do utwierdzenia w tym sposobie myślenia. Takiemu nie zależy na dobru wspólnym, tym bardziej nie jest zainteresowany dobrem innych. Pycha więc albo nie pozwala dostrzec w sobie dobra, którym można posłużyć bliźniemu, albo nie pozwala usłużyć drugiemu, gdyż to mogłoby strącić z piedestału, na którym człowiek sam się stawia. Ta postawa uniemożliwia w praktyce stawanie przy drugim człowieku, solidarną pomoc, pozbawia zdolności empatii. Niewyobrażalnym staje się sytuacja, w której odczuwa się radość z „posia- dania siebie w dawaniu siebie”…
Jeżeli człowiek pyszny natrafia na opór wobec takiego swojego sposobu myślenia i stylu życia, odczuwa zagrożenie. Nie widzi w tym szansy do zweryfikowania swych poglądów, ale zazwyczaj jedynie zagrożenie „swej pozycji”. Gotów jest wtedy „broniąc się” ranić wszystkich dookoła. I nic na tym nie zyskuje. Rodzi się w nim osamotnienie, lęk przed drugą osobą, a w miejsce przewidywanego zadowolenia - poczucie straty i frustracji. Niemieckie przysłowie mówi, „gdy wschodzi pycha, to zachodzi szczęście”. I jest wiele w tym prawdy, że dla tego, kto koncentruje się na swoim małostkowym wyobrażeniu szczęścia, prawdziwe szczęście przechodzi obok.
Pycha jest pierwszą wśród wad głównych człowieka. To z niej zazwyczaj wypływa i chciwość, i zazdrość, i wszelki grzech, i każda forma odrzucenia miłości. Zaciemnienie rozumu sprawia chorobę naszej woli. To zazwyczaj jest tak, jak w ostatnio lansowanej piosence „Budki suflera” śpiewa Krzysztof Cugowski, że „kiedy nasz rozum śpi to budzą się demony…”. Pycha jest jak uśpienie rozumu, to brak rzeczywistego odniesienia do obiektywnego stanu rzeczy. To fałsz myślenia, że „muszę jakoś zrekompensować sobie własny brak i to najlepiej kosztem bliźniego”.
„Do Mahometa przyszedł wczesnym rankiem jeden z jego gorliwych uczniów uskarżał się na kolegów:
— Popatrz, mistrzu, wszyscy jeszcze leżą w łóżkach i śpią jak bobry. Tylko ja jeden wstałem tak rychło, aby wielbić Allacha.
Prorok miał mu odpowiedzieć:
— Jeżeli myślisz, że oskarżaniem swych braci uczcisz Allacha, to lepiej byś zrobił, gdybyś spał dalej!”
Może i lepiej spać niż siać zło i czynić krzywdę. Można jednak pokornie obudzić się, aby kochać, aby być darem dla drugich. Chrystus Pan przyszedł po to, aby oddać życie za swoich braci i rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno (por. J 11,51–52). Dlatego dla chrześcijanina wciąż aktualnie brzmi pełne nadziei wezwanie „zbudź się o śpiący i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus” (Ef 5,14).