Aniołowie

(154 - listopad - grudzień 2007)

z cyklu "Wnuki Soboru"

Radość powołania

Paweł Kozakiewicz

Ojcowie Soboru zdawali sobie sprawę, że kondycja duchowieństwa zależy w dużej mierze od sposobu formacji przyszłych księży. I dlatego poświęcili temu zagadnieniu osobny dekret. Głównym celem dokumentu jest podanie ogólnych zasad, które potwierdzają normy już wypróbowane w tradycji oraz uzupełniają je nowymi, dostosowanymi do współczesnego świata. Oczywiście, Sobór nie podaje gotowych recept i rozwiązań, ale wytycza tylko główne kierunki. Uszczegółowienie zasad powierza poszczególnym episkopatom.

Największą troską Ojców Soboru jest budzenie i pielęgnowanie powołań kapłańskich. Tym obowiązkiem obarczeni są wszyscy członkowie Kościoła. Na pierwszym miejscu są wymienione rodziny, które (uwaga!) jeśli ożywione są duchem wiary, miłości i pobożności, stają się jakby pierwszym seminarium. Nazwanie rodziny seminarium trochę mnie przeraża, wolałbym żeby w tym miejscu Ojcowie Soboru posłużyli się terminem domowy Kościół, w którym tworzy się odpowiednią atmosferę do budzenia i rozwijania powołań. Trochę też archaicznie brzmią (może to wina tłumaczenia) słowa o parafiach, w których bujnym życiu religijnym uczestniczą młodzieńcy. Swój szczególny wkład mają również wspólnoty i stowarzyszenia katolickie. I Ruch Światło-Życie pewnie może się poszczycić, że wielu księży i seminarzystów swoje powołanie rozpoznało poprzez jego działalność. Ze strony hierarchicznego Kościoła troską obarczeni są przede wszystkim biskupi. Jak budzić powołanie? Przede wszystkim własnym świadectwem życia chrześcijańskiego, modlitwą i postem (o tym słyszy się rzadko).

Formację kapłańską odpowiednio urobieni (znów piękne słowo) młodzieńcy odbywają w seminariach. Każdy biskup zapewne chce mieć w swojej diecezji własne seminarium. Jednak istnieje obawa zwłaszcza w krajach, gdzie diecezje nie są największe i jest ich w miarę dużo (tak jak np. w Polsce), że poziom nauczania nie będzie zbyt wysoki. Sobór oczywiście pozwala na tworzenie jednego seminarium dla kilku diecezji, niemniej biskup musi sobie zadać pytanie, czy takie rozwiązanie może zbudować silną więź z diecezją u swoich prezbiterów.

W seminarium alumni mają przede wszystkim przygotować się do posługi słowa: aby objawione słowo Boże coraz lepiej rozumieli, przez rozmyślanie posiedli, a mową i obyczajami wyrażali, do posługi kultowej oraz uświęcania: aby modląc się i spełniając święte czynności liturgiczne wykonywali dzieło zbawienia przez Ofiarę eucharystyczną i sakramenty, do posługi pasterskiej: aby umieli ukazywać ludziom Chrystusa, „który nie przyszedł, aby mu służono, ale żeby służyć i oddać duszę swoją na okup za wielu” (Mk 10,45, por. J 13,12-17), i aby stawszy się sługami wszystkich, wielu pozyskali (por. 1 Kor 9,19). Ojcowie Soboru zalecają też, by studia były nakierowane na ten właśnie cel. Temu ma służyć gruntowne przejrzenie całego programu studiów filozoficznych i teologicznych, właściwe przygotowanie odpowiednich wykładowców oraz praktyki duszpasterskie.

Myślę, że w obecnych czasach ważną kwestią, której Sobór wprost nie podejmuje, jest problem charakteru seminarium: zamkniętego czy otwartego. W obecnej sytuacji Kościoła istnieje wiele rozwiązań. Każde kiedyś w większości zamknięte seminarium musi stanąć przed wyborem dalszego funkcjonowania. Można pozostać przy tym układzie oddzielonego „od świata” azylu, gdzie przez sześć lat alumni rzadko mają styczność ze światem „świeckim”. Można pozwolić na studiowanie razem ze świeckimi na jednej uczelni, pozostając we wspólnocie seminaryjnej, w której czuwa się nad rozwojem duchowym. Można też wybrać drugie skrajne rozwiązanie pozwalając na samodzielne studiowanie i mieszkanie, troszcząc się jednakże o właściwą formację duchową.

Wybierając jakiekolwiek rozwiązanie, należy dbać o to, by wszystkie działania podtrzymywały wśród alumnów radość z własnego powołania. Sobór przestrzega również przed stawianiem na ilość, gdyż w całym zaś doborze i odpowiednim wypróbowaniu alumnów należy kierować się zawsze stanowczością, chociaż niepokoiłaby mała liczba kapłanów, gdyż Bóg nie dopuści, by Jego Kościół cierpiał na brak szafarzy, jeśli godni będą wyświęcani. A problem spadku powołań i malejącej liczby księży jest wyzwaniem przed którym stoi Kościół XXI wieku, zwłaszcza w Europie.