Radość

(225 - styczeń - luty 2019)

Radość uwielbienia

Magdalena Roszak

Radość, która ma źródło w Panu Bogu, jest na wyciągnięcie ręki i Pan Bóg naprawdę chce ją dzielić z nami

Nasze uczucia są ważne i nie jest bez znaczenia to, w jakim stanie emocjonalnym przychodzimy na modlitwę. Jednak ich proporcja wobec „uczuć”, jakie są w Bogu, jest mniej więcej taka, jaka zachodzi między kropelką wody a oceanem. Nawet gdy taka kropelka zanieczyszczona jest smutkiem, depresją, rozpaczą, to nadal cóż to znaczy wobec czystości i bezmiaru wód oceanicznych?

W Bogu istnieją tylko jasne i dobre uczucia. Czy Pan Bóg chce, aby w nas obecne były te z drugiej strony palety uczuciowych barw? Dopóki trwamy w ciele, obowiązuje nas prawo falowania. Nie możemy przeżywać nieustannie duchowego „haju”. Mistycy, których potężniejąca miłość do Boga wciągała coraz bardziej w Jego obecność już tu na ziemi, tak że niekiedy przebywali jakby poza ciałem, pogrążając się w Bogu, otrzymywali taką łaskę najczęściej na krótką chwilę, wracając następnie do cielesno-duchowej zwyczajności. Droga duchowego rozwoju prowadzi, o ile mi wiadomo, w ogóle do uspokojenia władz osoby, tak aby żadne gwałtowne poruszenia, czy to pozytywne, czy negatywne, nie mogły naruszyć harmonii zjednoczenia z Panem. 

Kiedy ktoś jest jeszcze u początku drogi i nie ma zbyt uporządkowanego świata własnych uczuć, wówczas często kontakt z Panem Bogiem powoduje całkiem ciekawe efekty. Tak jak nie radzimy sobie z przeżywaniem trudnych uczuć, przychodzimy na modlitwę totalnie „rozwaleni”, tak następnie po wstrzyknięciu przez Bożego Ducha w nas dużej dawki radości i miłości, mamy gwarantowany stan upojenia i często tzw. głupawki. No ale cóż, nawet na Apostołów w Dzień Pięćdziesiątnicy tak to zadziałało, że brano ich za pijanych – „upili się młodym winem” (Dz 2, 13). A może Pan Bóg chce poprzez swoiste „upojenie” Duchem Świętym nas, otwartych na Jego nieprzewidywalne działanie, zrobić nieco rabanu w świecie, pogrążającym się w ponurej obojętności lub taniej wesołkowatości?

Nie należy się bać tego, co Pan chce w nas czynić. Jeśli Jego przepełnienie nas radością sprawi, że w oczach innych będziemy odebrani jako lekko rozchwiani emocjonalnie, to cóż z tego. Zobaczmy, jak zachowywał się uzdrowiony przez Piotra i Jana chromy w świątyni jerozolimskiej: „zerwał się i stanął na nogach, i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga” (Dz 3, 8). Po dotknięciu Bożą uzdrawiającą łaską człowiek ten nie poszedł uklęknąć lub leżeć krzyżem, by w ciszy swojego serca dziękować za nią Panu Bogu, ale pozwolił, by wybuchła w nim nieskrępowana RADOŚĆ.

 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym Wieczerniku.