Europa

(158 - maj - czerwiec 2008)

Rodzina żyjąca nadzieją

Wiola i Michał Szepietowscy

XI Pielgrzymka Domowego Kościoła do Kalisza

Domowy Kościół przyjechał do domu. Te słowa chyba najlepiej oddają nasze odczucia. Byliśmy u siebie. Trochę znanego (schemat spotkań jest już ustalony i jest to przede wszystkim czas modlitwy w dużym zgromadzeniu), trochę nowego. Kiedy rodzina gromadzi się w jednym miejscu, to jest to doświadczenie o dużej wartości. W tym roku tematem przewodnim była nadzieja. Padło dużo słów, przypomniano to, co najważniejsze. Ale nadzieja wymykała się słowom. Nadzieja związana była z wydarzeniem: tylu ludzi podjęło wysiłek przyjazdu, niekiedy naprawdę z daleka, choć wiedzieli, że być może nie wejdą do samej bazyliki, tylu ludzi modliło się wspólnie także w imieniu tych, którzy chcieli być, a nie mogli, że nadzieja musiała wśród nas przysiąść.

W Kaliszu jak zwykle zostaliśmy przywitani przez Parę Krajową, Jolantę i Mirosława Słobodów, moderatora krajowego, ks. Andrzeja Wachowicza. Z radością przywitano Moderatora Generalnego Ruchu Światło-Życie, ks. Adama Wodarczyka. Nie było siostry Jadwigi Skudro. Choroba zatrzymała ją jednak w Warszawie fizycznie, ale nie duchowo. Przesłała życzenia, aby Pan Jezus wszystkie doświadczenia zamienił nam na łaskę i żebyśmy się trzymali.

Sprawne oko kustosza oceniło, że przybyło od 3 500 do 4 000 osób. Czyli więcej niż ostatnio. I chyba gościnny gospodarz, ks. Jacek Plota, będzie musiał rozważyć przygotowanie spotkania na terenach wokół bazyliki, do czego został zresztą został zobligowany przez ks. biskupa Stanisława Napierałę. Radość i nadzieję rodzi fakt, że chcemy być razem, że łączy nas pragnienie doświadczenia Żywego Kościoła. To umacnia. Może to i taka mała spontaniczna nadzieja, ale od czegoś trzeba zacząć. A zaczyna się zawsze od obecności - bo jak inaczej mamy być dla siebie znakiem Zmartwychwstałego?

Pierwsza część spotkania należała do Moderatora Generalnego Ruchu Światło-Życie. Przypomniał to, co o nadziei wiedzieć powinniśmy. W świecie rozdartym niepokojem, lękiem, w doświadczeniu cierpienia, osamotnienia, szukamy nadziei, aby pomogła przetrwać próby. Nie zawsze szuka się jej w Bogu i wtedy niekoniecznie przychodzi. Ale nadzieja płynąca ze świadomości, że Zmartwychwstały Chrystus jest obecny w naszym życiu, zawieść nie może, bo jej źródłem jest Jezus Chrystus. Kiedy słyszymy, że Bóg zwycięża w życiu innych, ta nadzieja się ożywia. Dlatego trzeba się dzielić każdym doświadczeniem Bożego działania przemieniającego życie. Podejmować pielgrzymkę bez zmiany miejsca zamieszkania i porzucenia obowiązków, aby patrzeć na życie przez Boży pryzmat. I jak Abraham uwierzyć czasem wbrew nadziei, że to życie może się zmienić.

 Potrzebujemy małych i większych nadziei, które dzień po dniu podtrzymują nas w drodze. Jednak bez wielkiej nadziei, która musi przewyższać pozostałe, są one niewystarczające. Tą wielką nadzieją może być jedynie Bóg, który ogarnia wszechświat, i który może nam zaproponować i dać to, czego sami nie możemy osiągnąć (Spes salvi, p.31).

Umieramy za siebie nawzajem. Mąż i żona nie żyją ze sobą troszcząc się tylko o własne cele. Uczą się, że najwięcej szczęścia jest w dawaniu. Dla świata stają się znakiem jedności i nadziei wtedy, kiedy są ikoną żyjącego między nimi Boga. Znakiem staje się ich życie - świadectwo: że można kochać w cierpieniu, że można przebaczyć ewidentną krzywdę, przyjąć każde życie, nawet jeśli przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, uczciwie pracować, że modlitwa pogłębia wzajemne więzi, że darem jest celebrowanie liturgii, pochylanie się nad Słowem Bożym, że służba jest radością. Że człowiek może być szczęśliwy. Codzienność jest najbardziej potrzebnym świadectwem we współczesnym świecie.

Spotkania na pielgrzymce. Były różne. Najpierw z samym Bogiem obecnym w Kościele, który się zgromadził w Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu. Spotkania z ludźmi - na wielu płaszczyznach. Fizycznej bliskości (w czym pomagał fakt, że było ciasno), ale przede wszystkim tej duchowej. Spotkania ze Zmartwychwstałym na poszczególnych stacjach Via Lucis. Spotkania z gospodarzami i tymi, którzy w różny sposób służyli. Spotkania z moderatorami i odpowiedzialnymi. Nie sposób wymienić.

Podziękowania należą się organizatorom nie tylko z tytułu (naszego) dobrego wychowania. Umożliwili nam hojne obdarowywanie się sobą. Długie były te końcowe podziękowania i zakończyły się refleksją księdza biskupa. Zaczęło się od gromkich braw dla kapłanów, których na Pielgrzymkę przybyło około siedemdziesięciu. Faktycznie nie było to kurtuazyjne poklaskiwanie. Z czego wynika, że choć świeccy i duchowni nie zawsze umieją żyć ze sobą, to żywe jest pragnienie właśnie takiego Kościoła, gdzie jesteśmy jedni dla drugich i przyjmujemy siebie z otwartością. Kiedy się zdarza taka wzajemna życzliwość, zaczyna się misterium, którego to częstego doświadczania sobie i wam życzymy. Oklaski pozostaną w tym miejscu razem z wotum wdzięczności za dziesięć lat pielgrzymowania Domowego Kościoła do św. Józefa. I niech Pan Jezus wszystko zamieni nam na łaskę!