Ojcostwo

(190 - styczeń - luty 2013)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Rok Wiary w rodzinie

Krzysztof Jankowski

Istnieje wiele wydarzeń i spraw, które pojawiają się na scenie naszego życia, by potem przeminąć – właściwie nie pozostawiając większego śladu. Machina codzienności jest zbyt ciężka, by ją zatrzymać czy odpowiednio ukierunkować. Sprawy dnia codziennego angażują na tyle, że inne – nawet te najważniejsze -  stają się drugoplanowe. Co więcej, częściej jesteśmy tymi, którzy biegną, by „dogonić” teraźniejszość zamiast nadawać kierunek zdarzeniem. Jednak Rok Wiary jest tym wydarzeniem, które ma wpłynąć przede wszystkim na naszą codzienność i w niej pozostawić trwały ślad. 

Sierpniowy numer Wieczernika był bogaty w treści dotyczące Roku Wiary. Natomiast październik obfitował w różnego rodzaju uroczystości i wydarzenia związane z inauguracją tego roku. To trochę jak wyjęcie drogocennej perły z zakurzonej skrzyni oraz postawienie jej w widocznym miejscu. Dało się zauważyć zintensyfikowanie działań duszpasterskich. W księgarniach pojawiają się dobre publikacje, odbywają się sympozja, na nowo w dyskusjach podejmuje się temat istoty wiary wyławia mocne słowa z Ewangelii. Areopag Słowa zabrzmiał na nowo. Pomyślałem sobie, że skoro tak bogaty był październik to zapewne ten rok przyniesie wiele owoców. Udzielił mi się ów entuzjazm. Lecz tu zatrzymałem się. To wszystko jest piękne, ale jednocześnie dokonuje się gdzieś ponad nami. Przecież trzeba nam przejść z poziomu rozumu na poziom serca, gdzie faktycznie dokona się ucieleśnienie. Wszak w pierwszej kolejności przestrzenią przeżywania Roku Wiary dla małżonków jest wspólnota rodzinna. Odnowa, której tak bardzo dziś pragniemy może przyjść przez rodzinę. Ukazanie blasku wiary a z nią tego, co najcenniejsze w naszym życiu to nasze aggiornamento.

W 2007 r. podczas Światowego Kongresu Rodzin E. G. Serrano – członek Papieskiej Rady ds. Rodziny zauważył, że budowa lepszego świata, zaczyna się od zakładania lepszych rodzin w każdej bez wyjątku społeczności. Na próżno będziemy walczyć z pojedynczymi symptomami poważnych problemów świata, jeśli nie zwrócimy się przede wszystkim w kierunku naszych domów.  Dziś możemy dopowiedzieć, że nie będzie lepszych rodzin bez oparcia ich na osobie Chrystusa a więc również solidnego przekazu wiary. W zasadzie napór świata jest tak duży, że bez owego fundamentu nie można ostać się i trwać. W Nim jest nadzieja.

Jedna z bardziej wymownych diagnoz naszej sytuacji zawiera się w słowach prawosławnego teologa P. Evdokimova: Religia stała się nieszkodliwa, spłaszczona, grzeczna i rozsądna – i przez to niestrawna. Wspierające tę religię założenie: „Bóg nie wymaga aż tyle” pozbawia smaku sól Ewangelii: straszną zazdrość Boga i Jego żądanie tego, co niemożliwe. Nie można nawet powiedzieć, że Ewangelia napotyka mur. Twardy mur to reakcja. Ale Ewangelia spotyka się z całkowitą obojętnością; rozbrzmiewa w pustce, przechodzi przez pustkę i nic jej nie zatrzymuje (GN 44/2010 Marcin Jakimowicz). Niekiedy zastanawiający i szokujący dla wielu może być fakt, że z naszych chrześcijańskich rodzin idą w świat dzieci zobojętniałe na prawdy Ewangelii lub wiodą życie obce dla ducha wiary. Co zatem uczynić, by taką „pustką” dla Ewangelii nie stała się nasza rodzina?

            Przeżywając Rok Wiary nie można nie zauważyć owej zdumiewającej prawdy, którą nazywa się Dobrą Nowiną o małżeństwie a dopiero w tym kontekście o rodzinie (por. FC 51). Wszak to Chrystus związek mężczyzny i kobiety uczynił świętym i uświęcającym. Patrząc na swojego współmałżonka oczami wiary budzi się w nas świadomość, że uczestniczymy w czymś nie ręką ludzką uczynionym. Rzeczywistość, która zaistniała w sakramencie małżeństwa jest nieustanną okazją, by dotykać nie tylko tego, co ludzkie ale również tego, co boskie. Jedynie w blasku Słowa jesteśmy zdolni przyłożyć odpowiednią miarę, do naszego małżeństwa. Tajemnica to wielka... (Ef 5,32). Małżeństwo będące znakiem i miejscem przymierza miłości między Bogiem i ludźmi (FC 51) oraz przestrzenią, gdzie jedność cielesna staje się zaczynem nowego istnienia. Środowisko wiary i miłości tworzące się wokół małżonków staje się pierwszym miejscem ewangelizacji. Jeśli Rok Wiary ma być sposobnością, by wyznawać wiarę w zmartwychwstałego Pana (...) w naszych domach i rodzinach, aby każdy silnie odczuł potrzebę lepszego zrozumienia i przekazywania przyszłym pokoleniom odwiecznej wiary (PF p. 8) to winniśmy przemyśleć również zamysł Boży wobec małżeństwa. Małżonkowie razem powinni odkrywać i wiernie wypełniać ów zamysł. Dokonuje się to  przez ludzkie doświadczenie miłości między małżonkami oraz rodzicami i dziećmi (por. FC 51).   Skoro uczestniczymy w rzeczywistości nadprzyrodzonej zgodnie z naszą wiarą możemy wyznać:

Wierzę, że małżeństwo jest wspólnotą życia i miłości ustanowioną przez Stwórcę

a przez Chrystusa  podniesione do rangi sakramentu.

Wierzę, że jest ono przez Boga chciane i w nim Bóg udziela się człowiekowi.

Wierzę, że małżeństwo jest znakiem związku Chrystusa i Kościoła.

Wierzę, że do jego istoty należy jedność, świętość, nierozerwalność, wierność

i otwartość na nowe życie.

Wierzę, że jedynie małżeństwo oparte na żywej relacji z Bogiem może

wypełnić wszystkie nadzieje w nim pokładane…

To małżeńskie credo należy do Wielkiego Credo całego Kościoła, w którym wyznajemy, że Bóg jest Stworzycielem rzeczy widzialnych i niewidzialnych. W takiej perspektywie możemy mówić o żywym doświadczeniu wiary w naszym małżeństwie i rodzinie.

Benedykt XVI wspominając swoje dzieciństwo powiedział: Zasadniczą sprawą dla nas jako rodziny zawsze była niedziela. Niedziela zaczynała się już jednak w sobotę po południu. Ojciec czytał nam niedzielne teksty liturgiczne... były one także wyjaśniane. … Następnego dnia szliśmy na Mszę św. … i kiedy rozpoczynało się "Kyrie" - jakby otwierało się niebo. A potem w domu ważny był oczywiście wielki wspólny obiad. Następnie razem wiele śpiewaliśmy. … Mój tato grał na cytrze i śpiewał. Są to niezapomniane chwile. Potem, oczywiście, wspólnie podróżowaliśmy… byliśmy jednego serca i jednej myśli… Dorastaliśmy tak w przekonaniu, że warto być człowiekiem, bo widzieliśmy, że dobroć Boga znajdowała odzwierciedlenie w rodzicach i rodzeństwie… Tak więc w tej atmosferze zaufania, radości i miłości byliśmy szczęśliwi i myślę, że w niebie powinno być podobnie, jak za czasów mojej młodości. W tym sensie mam nadzieję, że pójdę "do domu" przechodząc na "drugą stronę świata”. (Mediolan, 2012). 

Istnieje potrzeba, by wyruszyć w drogę, aby wyprowadzić ludzi z pustyni ku przestrzeni życia, ku przyjaźni z Synem Bożym, ku Temu, który daje nam życie – pełnię życia (PF 2).Może istnieją w naszym małżeństwie i rodzinie miejsca pustynne i niegościnne, a na ich gruncie nie wyrasta nic poza bólem i rozczarowaniem. Spękana ziemia naszego życia boli i potrzebuje życiodajnej wody. Skoro weszliśmy na drogę sakramentalnego małżeństwa mamy prawo, by oczekiwać od Boga, że zaprosi nas do pięknej przygody, być może do wyjścia w nieznane. Wejście na drogę żywej wiary jest w jakimś stopniu porankiem wielkanocnym, który wszystko czyni nowym a prawdy paschalnej nie pozwala zatrzymać dla siebie. Blask rodzący się z wiary oświetla mroki dzisiejszych czasów. Pozwala wyjść z labiryntu uwikłań, niepewności, pośpiechu, lęku, pozwala wejść w przestrzeń nadziei. Do dzisiaj noszę w sobie doświadczenie całonocnych adoracji poprzedzających Zmartwychwstanie Pana, po których rodziła się radość wówczas jeszcze nienazwana ale rodząca potrzebę dzielenia się nią z najbliższymi.

            W tak bardzo subtelnej rzeczywistości jaką jest wiara, znajomość jej prawd i treści Słowa Bożego nie wystarczy. Słowo urzeczywistnia się w naszym życiu w postawie pokory, gdyż uobecnienie Słowa dokonuje się za sprawą Ducha Świętego. Bez owego ucieleśnienia istnieje realna obawa, że pozostaniemy na poziomie intelektualnych dywagacji. Pan Bóg jest Bogiem żywym a zatem działającym tu i teraz, nie gdzieś i później. To on wyzwala z lęku, pozwala chodzić po wodzie, On dokonuje w naszym małżeństwie cudu przemiany, utwierdza fundamenty naszego domu, rozmnaża chleb, daje znaki, przeprowadza ze śmierci do życia, ucisza burze i leczy z paraliżu.

            Bądźmy odważni wobec swoich dzieci i wymagajmy od nich w pierwszej kolejności tego, co jest najważniejsze. Domowe ołtarzyki niech staną się centrum tętniącej życiem wspólnoty, gdzie Bóg nasyca życie rodzinne swoją obecnością. Można nauczyć swoje dzieci słów modlitwy ale musimy pójść dalej i usposobić je do osobistego spotkania z Bogiem. Pochylenie nad Ewangelią, dzielenie się Słowem Bożym winno stać się tym pokarmem, który obok Eucharystii daje siłę, by nie popłynąć z prądem tego świata. Nie brakuje nam przykładów rodzin, które w trudnych czasach weszły na wyżyny życia duchowego. Przykładem jest rodzina św. Maksymiliana: Kolbowie stworzyli rodzinę, w której przestrzegano zasad. Nie było pobłażania, ale wypełnianie obowiązków. Nie było kar cielesnych, ale miłość i wzajemny szacunek. Marianna często mówiła swoim synom: <Najpierw wypełnianie obowiązków, nauka, a dopiero potem zabawa>. Zasadą była także codzienna obecność w kościele rano – jeszcze przed pracą – choćby i o piątej. (O. Ignacy Kosmana OFMConv, Rodzina Maksymiliana Kolbego, Niedziela, 12.08.2007).Jan Paweł II postawił wysoką poprzeczkę: Rodzina musi być na tyle silna Bogiem – czyli miłością wzajemną wszystkich, którzy ją tworzą – że potrafi pozostać ostoją dla człowieka podczas wszystkich niszczycielskich prądów i bolesnych doświadczeń (Muchowiec, 1983 r.)

Trwa Rok Wiary. Niech zabłysną w rodzinach wszystkie światła nadziei, niech żadne nie będzie ukryte, by na nowo entuzjazm wiary zapalał nas do dawania świadectwa wobec współmałżonka, naszych dzieci i wspólnot, do których należymy. Dotknijmy bijącego serca Kościoła, które bije również w naszym małżeństwie. Bądźmy zwiastunami Dobrej Nowiny o małżeństwie i rodzinie. Tym razem mamy prawo do pobożnych życzeń, gdyż Pięćdziesiątnica Kościoła trwa.