Sługa Niepokalanej

(216 - lipiec - sierpień 2017)

Różaniec

Dorota Czyżewska-Misztal

Dopowiedzenia niejednokrotnie krążyły w mojej głowie lub stawały się punktem wyjścia do osobistej modlitwy

Wśród licznych praktyk duchowych podejmowanych i wprowadzanych przez ojca Franciszka jest różaniec odmawiany na sposób oazowy. Choć w Ruchu przyjęło się mówić o tym, że jest to oazowa forma odmawiania tejże modlitwy, to jednak należy zaznaczyć, że nie została ona wymyślona w oazie, lecz we francuskim ośrodku różańcowym prowadzonym przez dominikanów, którzy odkryli tę formę podczas badań historycznych nad modlitwą różańcową. 

Otóż okazuje się, że różaniec powstał w czasach, gdy modlitwa Zdrowaś Maryjo składała się jedynie ze słów biblijnych pozdrowienia anielskiego i słów świętej Elżbiety i kończyła się na słowie „Jezus”. Dopiero z czasem utarł się zwyczaj dodawania do tych słów modlitwy wstawienniczej „Święta Maryjo, Matko Boża módl się za nami grzesznymi…” Różaniec powstał zatem w ten sposób, iż osoba modląca zatrzymywała się w medytacji nad słowem Jezus, a następnie w nawiązaniu do rozważanej tajemnicy dodawała tzw. dopowiedzenia, czyli w jednym zdaniu formułowała myśli związane z osobą Jezusa np. „Jezus, który umarł na krzyżu za nasze grzechy itp.”. Ta forma odmawiania różańca polega więc na tym, iż odmawiamy 10 razy Zdrowaś Maryjo aż do słowa „Jezus”, następnie następują tzw. dopowiedzenia związane z konkretną rozważaną tajemnica, a na koniec odmawiana dziesiątki jest modlitwa wstawiennicza „Święta Maryjo, Matko Boża…” oraz „Chwała Ojcu”.

Propagowanie tego sposobu odmawiania różańca zawdzięcza się właśnie ojcu Franciszkowi Blachnickiemu i jego zachęcie, aby tę formę modlitwy praktykować codziennie podczas spotkań w grupie na rekolekcjach oazowych, a także aby została ona włączona do modlitwy osobistej w trakcie roku formacyjnego. Odmawianie różańca tą metodą pozwala na potencjalne uniknięcie ryzyka tzw. klepania różańca, to znaczy odmawiania kolejnych „Zdrowaś Mario” bez dostatecznej refleksji nad ich treścią. 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".