Dary Ducha Świętego

(201 - wrzesień - październik 2014)

Rozpakować dary

świadectwo

Kiedy przyjmowałam Sakrament Bierzmowania, witałam Gościa z siedmioma obiecującymi walizkami Darów

Duch Święty w moim życiu jest obecny od początku, od zaistnienia. Przecież to On jest Duchem Życia. On też istnieje wiecznie, poza czasem, więc właściwie to ja pojawiłam się w Jego życiu, nie On w moim. Pojawiłam się, bo On tego zapragnął…

Duch Miłości dał fundament mojemu istnieniu. Kiedy pojawiają się pytania, czy właściwie jestem na świecie potrzebna, czy mam prawo istnieć, odpowiedź jest jedna: mam prawo, bo nie ja sobie to prawo dałam. Życia sobie nie wybierałam, nie pchałam się też do niego ani o nie nie prosiłam… Rzeczywistość jest o wiele piękniejsza: do życia zostałam powołana!

Powołanie do życia zawiera w sobie dar zaistnienia i dar powołania do konkretnej drogi, na której to życie może najpiękniej się rozwinąć i wypełnić. W tym „podwójnym” powołaniu jest Tchnienie Ducha i jest też Jego moc, uzdalniająca do przyjęcia daru. To odkrycie trzyma mnie na nogach w trudnych chwilach, a nawet więcej: unosi mi ręce w modlitwie wdzięczności i uwielbienia J. Niezależnie od tego, co w moim życiu wydarzyło się bolesnego czy „łamiącego” (a dotkliwe skutki, które noszę teraz, przypominają skutecznie o tym, co było kiedyś), ta prawda pozostaje niezmienna: Duch daje życie. Do tego Źródła zawsze mogę się zwrócić. Gdy pojawiają się pragnienia tego, czego w życiu nie otrzymałam dawniej, oraz tego, czego pragnę w przyszłości, zwłaszcza te pragnienia tak nienasycone jak tęsknota sięgająca Wieczności – wtedy sam Jezus umiłowany mówi: „Jeśli kto jest spragniony, a wierzy we Mnie, niech przyjdzie do mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego” [J 7,37-39]. Słucham z przejęciem tych słów, na których Jezusowi zależało, które wołał „donośnym głosem”, z ogromnym zaangażowaniem: żeby usłyszeli! Żebym ja usłyszała i nie przegapiła w życiu Ducha!

Duch Święty jest odpowiedzią na moje pragnienia.

Dlaczego? Bo sam mi je dał – i sam jest zdolny je wypełnić!

Jaką odpowiedzią? Myślę: interaktywną! J Jestem zaproszona, żeby zareagować na każdy dar, natchnienie Ducha Świętego; muszę je zaakceptować i czynnie przyjąć, żeby „zainstalowało się” w moim życiu. A na każdy mój krok przychodzi Jego reakcja: kolejna podpowiedź, dar, natchnienie adekwatne do sytuacji. To było kiedyś moje wielkie odkrycie: Duch Święty reaguje na „moje” sytuacje, na moje decyzje, na moje działania! Trochę tak, jakby On sam swoim postępowaniem uczył mnie, jakiej reakcji zwrotnej pragnie ode mnie – na Jego poruszenia i dotknięcia… Jako nauczyciel doświadczyłam, że najlepiej uczymy się na przykładach. Chciałoby się powiedzieć: Duch Święty to wie ;).

Kiedy przyjmowałam Sakrament Bierzmowania, witałam Gościa z siedmioma obiecującymi walizkami Darów, nie wyobrażając sobie zupełnie, jak wygląda ich wnętrze. Miałam sporo teoretycznej wiedzy, jak to powinno wyglądać, a także: co powinien robić dobry chrześcijanin i jak powinien się zachowywać prawdziwy wierzący, podobnie jak i o tym, jak żyje dobry oazowicz i czym powinien się wykazać wzorowy animator… Ale głowa to nie wszystko! Duch Święty przyjęty wtedy, przez lata prowadził mnie do przyjrzenia się prawdzie o tym, jakie jest moje serce naprawdę, co próbuję zakryć „metodami na wzorowe życie”, czego uniknąć, z czym się nie zmierzyć. Prawdą w moim życiu stają się nieustannie słowa: „Duch wszystkiego was nauczy” i „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (J 16,13). To niezwykła przygoda, która dokonuje się tam, gdzie Duch Święty czuje się najlepiej: w sercu człowieka, w moim sercu. 

Poznanie Prawdy wiąże się z darem mądrości. Nazwanie poznanej rzeczywistości i określenie jaj warstw mieści się w darze rozumu. Decyzja, co zrobić w takiej sytuacji, to dar rady. Pragnienie, by ta rzeczywistość (zarówno moja wewnętrzna jak i zewnętrzna) była oddana Bogu naprawdę, chwila po chwili, jest rozbudzane przez dar pobożności. Możliwości, aby to pragnienie zrealizować, ukryte są w darze umiejętności, a siły potrzebne do realizacji oraz do przezwyciężenia przeszkód przychodzą w darze męstwa. A dar bojaźni Bożej? Porywa do wdzięczności Bogu, który jest Dawcą wszystkiego, zarówno pragnień jak ich realizacji; porywa do stanięcia przed Tym, od którego mam wszystko, z radością dziecka, które np. nie przywłaszcza sobie osiągnięcia całej budowy, jeśli pomagało tylko ojcu nosić piasek wiaderkiem, tylko cieszy się: „pomagałam Tatusiowi!”. 

To taka moja definicja „praktyczna” odczytana z życia i ze świadectw ludzi żyjących Duchem, jakich dane mi było spotkać. Szukałam jej długo, próbując „rozpakować” Dary Ducha, które otrzymałam, i korzystać z nich w życiu, a bardziej: dać im miejsce do działania w sobie. To naprawdę była dla mnie zagadka: jak żyć korzystając z „narzędzi” podobno wspaniałych, a tak bardzo niewidocznych i nieuchwytnych? Teraz jednak już z doświadczenia także mogę powiedzieć: jeśli szukać Ducha Świętego, to całym sercem i tam, gdzie On jest obecny. W Słowie Bożym, z którym Duch stanowi jedno – tam On jest, na pewno i realnie. Natomiast szukanie Ducha w swoich odczuciach, emocjach bywa zwodnicze: doświadczyłam, że łatwo mi podszyć się samej pod Jego Osobę…

Z tą „łatwością podszycia się” związana jest jeszcze jedna cecha Ducha Świętego, która zachwyca mnie: Jego ukrycie. Mam wrażenie czasem, że On ukochał taki niewidoczny sposób działania (wcale przez to nie mniej mocny!). Mimo np. rosnącej liczby modlitw i spotkań charyzmatycznych, darów specjalnych i wyraźnie widocznych, wydaje się, że to tylko maleńka cząstka Jego działania i to wcale nie najważniejsza… Zachwyca mnie ta obecność Ducha codzienna, cicha, niemal niesłyszalna, „zwyczajny” sposób Jego bycia wśród nas. Ta obecność jest też przecież oczyszczająca, otwierająca, uzdrawiająca nie w minutę, ale w procesach, które trwają wiele lat – za to są do głębi interaktywne!  I skuteczne. 

Dzięki Ci Duchu Ojca i Syna!