Sakramenty

(196 - listopad - grudzień 2013)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Sara i Hagar

Karol Madaj

Złożona przez Boga obietnica narodzin potomka zapowiadała, że w życiu Abrahama i Sary zdarzy się coś nadnaturalnego (15,4). Tymczasem mijały kolejne bezdzietne lata (w. 3). W opisywanej scenie Sara straciła cierpliwość i przejęła inicjatywę w tej bolesnej dla siebie kwestii. Natchniony tekst w niewielu słowach oddaje pełną emocji scenę, której interpretacje są często  zupełnie różne.

Pierwszy werset przedstawia bohaterów sceny: małżeństwo Abrahama i Sary (wciąż jeszcze  przed zmianą imion – 17,5.15) oraz niewolnicę Hagar. Egipcjanka Hagar była prawdopodobnie podarunkiem od faraona (12,16). Według żydowskiej legendy Hagar była nawet królewską córką. Ponieważ Hagar stanowiła „własność” Sary, ta mogła rozkazać, by „dla niej” urodziła dziecko. Próbując zrozumieć motywację Sary i przesłanie tekstu, trzeba pamiętać, że w tamtych czasach niewolnictwo nie było niczym niezwykłym. Co więcej, akceptowana była adopcja dzieci z drugorzędnego małżeństwa. Było to sposób „obrony” przed bezdzietnością. Brak potomstwa postrzegano bowiem dawniej jako jedną z największych życiowych porażek. W tym świetle zachowanie Sary, zarówno rabini, jak i Ojcowie Kościoła, często uznawali za uzasadnione, a czasem nawet szlachetne. Broniąc pozamałżeńskich relacji Abrahama, usprawiedliwiali je szczerą chęcią spłodzenia potomka lub społecznym obowiązkiem. Powoływali się też na brak ogłoszonego wówczas jeszcze Prawa. W swoich interpretacjach często też uciekali przed problemem na poziom sensu alegorycznego (Ga 4,24).

Zdaniem współczesnych komentatorów z narracji biblijnej wynika jednak, że Bóg miał ponadprzeciętne oczekiwania wobec Abrahama i Sary. Sara zbłądziła, starając się przyspieszyć wypełnienie się Bożej obietnicy i próbując po swojemu rozwiązać problem, zamiast czekać na interwencję Boga. Ocenę jej czynu demaskuje użyte w omawianym fragmencie słownictwo, które nawiązuje do dobrze znanej sceny z raju. Sara, niczym Ewa, „wzięła” Hagar i „dała” mężowi, a Abraham, podobnie jak Adam, skuszony „posłuchał głosu” Sary i „wziął” za żonę Hagar (w patriarchalnym społeczeństwie zdanie: „Posłuchał swojej żony” było już samo w sobie oskarżeniem). Plan Sary wydał się Abrahamowi korzystny i uległ jej namowom. Nie zasięgnął Bożej opinii i, oddając jej inicjatywę, popełnił błąd. Tora pokazuje nam tu, jak czasem możemy być kuszeni za pośrednictwem najbliższych nam osób.

Konsekwencje błędnej decyzji można było odczuć już po kilku tygodniach. Hagar, widząc, że jest w ciąży, zaczęła lekceważyć swoją panią. Zdaniem rabinów Hagar mówiła tak: „Skoro tyle lat minęło, a ona nie ma dziecka, nie może być tak sprawiedliwa, na jaką wygląda. A ja poczęłam od razu”. I choć konsumując małżeństwo, Abraham i Hagar realizowali plan Sary, to Sara obwiniała Abrahama za całkiem przewidywalny efekt swojej własnej intrygi. Hagar jako drugorzędna żona Abrahama nabrała śmiałości. Sara, zapewne bojąc się przegrania rywalizacji o serce męża z młodszą i płodną rywalką, zarzuca Hagar zniewagę, a dosłownie oskarża ją wręcz o „przemoc” (chamas). Współcześnie nie praktykujemy poligamii, więc trudno dzisiejszemu człowiekowi wczuć się w emocje Sary. Widzimy, jak – nie chcąc wziąć na siebie odpowiedzialności – mówi do Abrahama: „to twoja wina”, (w. 5) zamiast powiedzieć: „ależ byłam głupia”. Powołuje się przy tym na Boga, co pokazuje nam, że nie zawsze rację mają Ci, którzy głośno do Niego wołają (Mt 7,21).

Abraham, który miał być głową rodziny, oddał władzę w ręce Sary. Unikał konfliktu i odpowiadał wymijająco na ciężkie oskarżenia (w. 6). Wolał, żeby żony załatwiły sprawę między sobą. Próbując uspokoić Sarę, że nadal jest dla niego najważniejsza, potwierdził jej władzę nad Hagar. To jednak nie pomogło pokonać jej zazdrości i Sara upokorzyła Hagar (w. 6). Tora używa tu słowa „ucisk”, tego samego, które potem będzie się odnosić do uciskanych fizycznie w Egipcie Izraelitów. Zdaniem rabinów jednak Sara traktowała Hagar tak jak zwykle, ale w świetle dumy ze swojej przyszłej pozycji, jako matki obiecanego potomka, a Hagar odbierała to jako prześladowania. Czasem i my wpadamy w pułapkę patrzenia na siebie w teraźniejszości przez pryzmat przyszłych wyobrażonych zasług. Ponadto, doświadczając wywyższenia, czy to przez Boga, czy przez ludzi, lubimy zapominać o tym, skąd wyszliśmy.

Hagar nie godziła się na upokorzenie, choć prawdopodobnie sama je sprowokowała. Pychę ciężko związać więzami służby. Badając motywację Hagar, możemy się domyślać, że tylko bardzo silna mieszanka urażonej dumy i poczucia krzywdy, ale może także niepokój o życie dziecka i własne, mogły zmusić brzemienną kobietę do ucieczki na pustynię. Pierwsza scena kończy się totalną katastrofą. Hagar traci dom, Sara służącą, a Abraham swoją drugą żonę i dziecko. Gdyby nie Boża interwencja, nie byłoby happy endu.