Biblia

(132 - wrzesień - październik 2004)

z cyklu "Z Kopiej Górki"

Sekretariat

Anna Broda

W tym roku, podobnie jak w ubiegłym, pracowałam podczas wakacji w sekretariacie na Kopiej Górce. Był to dobry czas. Praca w tym miejscu to sporo kontaktów z różnymi osobami. To czas rozmów, dzielenia się wiarą, doświadczeniem Pana Boga. To radość bycia z innymi, tworzenia wspólnoty, to wieczorne spotkania, wspólna modlitwa i dzielenie się tym, co wydarzyło się w ciągu dnia.
Na Kopiej Górce w ciągu wakacji pracują trzy sekretarki. Sekretariat to takie „gorące” miejsce: tysiące spraw, telefony, przekazywanie informacji, zapisywanie grup, które chcą przyjechać do Krościenka, pragną modlić się przy grobie ojca Franciszka Blachnickiego. Przez nasze ręce przechodzą też listy jedności pisane do Ojca Świętego, księży biskupów. Przychodzą również informacje o rekolekcjach, które odbywają się poza granicami Polski.
Wśród listów, jakie otrzymaliśmy, szczególnie cenny i wzruszający był list to od osób, które przeżywały swoje rekolekcje w Wittemberdze. Była to pierwsza oaza ewangelicka. Ten list budził ogromną radość, bo oto charyzmat Ruchu jest przekładany na doświadczenie ewangelickie. Ksiądz Mirek Kiedzik, moderator oazy wielkiej, odczytał go na Dniu Wspólnoty.
W sekretariacie trzeba też wykonywać prace bardzo prozaiczne, np. sprzątać dom, ścierać kurze, myć podłogi. Ale ta praca też daje radość. Powodów do radości jest zresztą na Kopiej Górce sporo. Często słychać śmiech.
W ciągu dnia parę godzin spędzam w sekretariacie, przychodzę tu także wtedy, gdy czas mojego dyżuru już się skończył. Lubię tu być, lubię gwar, rozmowy, picie kawy w „zielonym pokoju”. Mam też czas, by każdego dnia być na Eucharystii. Biegnę do dolnego kościoła, tam gdzie jest grób ojca Franciszka lub zostaję tu i jestem na mszy świętej w kaplicy Chrystusa Sługi.
Tym, co dla mnie w tym czasie było szczególnie cenne, to możliwość codziennej adoracji. To ważne, że od 15.00 do 18.00 można iść do kaplicy i spotkać się z Jezusem. Myślę, że te spotkania były ważne nie tylko dla mnie, wciąż bowiem ktoś pojawiał się w kaplicy, przychodził, by po prostu być.
Czas biegnie szybko. Kończy się trzeci turnus i kończy się mój wakacyjny czas pracy na Kopiej Górce. Mam nadzieję, że za rok znów tu wrócę, by pracą w sekretariacie wielbić Pana.