Pielgrzymowanie

(161 - listopad - grudzień 2008)

Sens pielgrzymowania

ks. Krzysztof Mierzejewski

Jakie warunki musi spełnić wspólna wyprawa, aby mogła zyskać rangę pielgrzymki?

Pielgrzymka... Moc skojarzeń. Dla wielu z nas pielgrzymka to przede wszystkim trud, droga, modlitwa, walka z prażącym słońcem lub uciążliwymi opadami. A wszystko to po to, aby... no właśnie.

U źródeł

Pielgrzymowanie jest formą pobożności przejętą przez chrześcijan od Żydów. W Izraelu pielgrzymowanie było nie tylko pobożną praktyką, ale często religijnym obowiązkiem. Pielgrzymowano przede wszystkim do sanktuariów, o których ustanowieniu często decydował sam Bóg. Sanktuaria powstawały zazwyczaj w miejscach, w których niegdyś Jahwe objawiał się ludziom. Szczególnie ważnym celem pielgrzymek pobożnych Żydów stała się jerozolimska świątynia Salomona, która szybko urosła do rangi najważniejszego, a z czasem jedynego miejsca kultu, a co za tym idzie, stała się celem pielgrzymek Izraelitów. Ciekawe, że nawet po podziale Izraela, Jerozolima, która pozostała stolicą znacznie mniejszego Królestwa Judy, nie straciła na znaczeniu, ale wciąż była centrum życia religijnego wszystkich wyznawców Jahwe.

Za czasów Jezusa każdy pobożny Żyd miał pielgrzymować do Świętego Miasta trzy razy w roku (w Święto Przaśników, Święto Tygodni, Święto Namiotów). I choć bezwzględny nakaz pielgrzymowania dotyczył tylko mieszkańców Judei, to także pobożni Żydzi z innych prowincji rzymskich przybywali do świątyni w oznaczonym czasie. Podczas drogi pielgrzymi śpiewali psalmy, rozmawiali, tworzyli wspólnotę ludzi wiary. To właśnie ta wspólnota była głównym celem pielgrzymowania.

Jezus, choć pozostał wierny idei pielgrzymowania wypracowanej przez tradycję żydowską, nadał pielgrzymowaniu nowy sens. Ewangelista Łukasz, opisując pobyt dwunastoletniego Jezusa w Jerozolimie ukazuje nowy cel pielgrzymowania: jest nim świątynia rozumiana jako dom Ojca, miejsce spotkania z Najwyższym. W Ewangelii według św. Jana Jezus mówi do Samarytanki, że prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie (J 4,24). Celem pielgrzymowania nie jest już jakieś miejsce, nawet najbardziej uświęcone przez tradycję, ale osoba - sam Jezus Chrystus, centrum wszelkiego pielgrzymowania.

Pielgrzymowanie Chrystusa po ziemskich szlakach nabiera głębokiego teologicznego znaczenia. Staje się ono realizacją Bożego planu zbawienia. Słowa Chrystusa, jakie kieruje On do swoich uczniów: Oto idziemy do Jerozolimy (Mt 20, 18) stanowią zapowiedź ważnych wydarzeń zbawczych. Święte Miasto jest nie tylko kresem Jego ziemskiego pielgrzymowania, ale miejscem wypełnienia zbawczej misji Jezusa. W Jerozolimie Jezus dopełni prawdziwej, nowej paschy - przejścia ze śmierci do życia.

Pielgrzymowanie w historii Kościoła

Pielgrzymki towarzyszyły chrześcijaństwu od jego zarania. Pierwszym, najważniejszym celem pielgrzymowania wyznawców Chrystusa była i nadal jest Ziemia Święta - miejsca związane z ziemską działalnością Syna Bożego, szczególne dla każdego chrześcijanina. Zmienił się charakter pielgrzymowania: pielgrzymki coraz częściej stawały się praktykami indywidualnymi, wspólnota straciła na znaczeniu, które zyskał cel pielgrzymki. Sama droga nie była już tak istotna. Liczył się cel: nawiedzenie świętych miejsc. W średniowieczu, z oczywistych względów, pielgrzymowanie stało się domeną ludzi bogatych, których stać było na wyruszenie w bardzo kosztowną i długą podróż.

Nową erę pielgrzymowania rozpoczęło przejęcie Ziemi Świętej przez wyznawców islamu, kiedy to pielgrzymowanie do miejsc najważniejszych dla chrześcijaństwa stało się niemożliwe. Wówczas pielgrzymki zaczęły zanikać. Jednak nie trwało to długo. Ożywienie ruchu pielgrzymkowego w średniowieczu wiązało się z nadaniem pielgrzymce charakteru pokutnego. W czasach, kiedy pokuty były bardzo ciężkie i długotrwałe, pielgrzymka stała się jedną z nich. I choć dzisiaj żaden spowiednik nie zadaje tak ciężkich pokut sakramentalnych, wymiar pokutny na dobre zrósł się z chrześcijańską ideą pielgrzymowania.

Nowy impuls do reinterpretacji tej idei dał Sobór Watykański II, który ukazał cały Kościół jako pielgrzymującą wspólnotę ludu Bożego. Można powiedzieć, że ta wizja wniosła najwięcej w teologię pielgrzymowania. Oto pielgrzymka stała się obrazem życia ludzkiego, które jest niczym innym jak właśnie codziennym pielgrzymowaniem do ostatecznego celu - spotkania z Bogiem. Sobór dowartościował również wspólnotowy wymiar pielgrzymowania. Człowiek nie idzie do Boga w pojedynkę, lecz we wspólnocie i nie inaczej, ale właśnie we wspólnocie będzie kiedyś dzielił radość przebywania z Bogiem.

Pielgrzymka czy wycieczka?

Ważnym pytaniem, jakie należy tutaj zadać, jest pytanie o konstytutywne elementy pielgrzymki. Aby je wyodrębnić, należy sięgnąć po znane definicje pielgrzymki:

Pielgrzymka jest wędrówką osoby czy grupy osób do pewnego miejsca, uważanego za święte, ze względu na szczególne działanie w nim Boga, celem spełnienia określonych aktów religijnych, pobożności i pokuty (J. Ablewicz: Pielgrzymka jako znak święty, Ateneum Kapłańskie, 66 (1974) nr 393, s. 58)

I druga definicja:

Odbywana pieszo podróż osoby lub grupy osób do miejsca słynącego z łask Bożych w celach religijnych, przy czym suponuje się religijną motywację odbycia tej praktyki i jej związek z życiem religijno-moralnym uczestników (W. Piwowarski Łosiery do Gietrzwałdu, Studia Warmińskie (1977) nr 14, s. 154).

Jakie warunki musi zatem spełnić wspólna wyprawa, aby mogła zyskać rangę pielgrzymki?

Podane wyżej definicje pielgrzymki wydają się rezerwować termin „pielgrzym-ka” do form pieszych. Jednak wysiłek fizyczny, związany z pieszym pielgrzymowaniem, choć jest ważny przez swój związek z osobistą ofiarą pielgrzyma, nie wydaje się być koniecznym warunkiem pielgrzymowania. Również pielgrzymki wykorzystujące przeróżne środki lokomocji wiążą się z jakąś ofiarą, choćby finansową, z jakimś fizycznym dyskomfortem. Pielgrzymka piesza, choć najbardziej pierwotna i najlepiej oddająca sens pielgrzymowania nie jest jedyną jego formą.

Pielgrzymka zawsze jest podejmowana z pobudek religijnych. Choć nie wyklucza się turystycznych walorów pielgrzymowania, to jednak turystyka jest ściśle podporządkowana celowi religijnemu. Dlatego nie można nazwać pielgrzymką wyjazdu, podczas którego w krótkim czasie „nawiedza się” albo raczej „zwiedza” wielką ilość sanktuariów czy innych miejsc szczególnie ważnych dla chrześcijaństwa. Pielgrzymi muszą mieć czas na wspólnotową i osobistą modlitwę czy refleksję. Podobnie celem pielgrzymki nie może być tylko wspólnota ludzi, atmosfera wzajemnego zrozumienia czy akceptacji. To wszystko jest dobre, o ile służy spotkaniu człowieka z Bogiem.

Praktyka pokazuje, że istnieje również tendencja odwrotna: człowiek wsiadając do autokaru z napisem „Pielgrzymka” jest zalewany wielością pobożnych form. Często brakuje czasu na zwyczajną rozmowę, ponieważ od pierwszego kilometra rozpoczyna się cykl litanii, koronek, różańców, godzinek, dróg krzyżowych i innych pobożnych praktyk. Myślę, że jak wszędzie, tak i tu należy zachować zdroworozsądkowy złoty środek. Dobrze byłoby dowartościować słowo Boże, choćby poprzez wspólne czytanie Pisma Świętego czy biblijne konferencje głoszone przez kapłana czy świeckich animatorów pielgrzymki. Ale to wymaga pewnego wkładu. Zdecydowanie łatwiej jest odśpiewać godzinki czy odmówić kolejną część różańca.

Krótko mówiąc - każda epoka coś wnosiła do definicji pielgrzymki. Pielgrzymka naszych czasów nie może rzecz jasna odrzucać tego, co wypracowano przez wieki, jednak pewne nowe elementy, odzwierciedlające dzisiejsze potrzeby i pragnienia pielgrzymów, są jak najbardziej na miejscu.

Pielgrzymka Ruchu Światło-Życie do Warszawy

W tym miejscu należy się odnieść do zapowiadanej na czerwiec Pielgrzymki Ruchu do Warszawy. Trzeba powiedzieć, że pielgrzymka ta nieco odstaje od podanych wyżej definicji. Co, rzecz jasna, nie znaczy, że wydarzenie to nie powinno nazywać się pielgrzymką. Pomysł czerwcowej pielgrzymki wnosi wiele światła w koncepcję pielgrzymowania XXI wieku. Przypatrzmy się temu wydarzeniu wiary.

U podstaw pielgrzymki stoją rocznice: powstania Ruchu Żywego Kościoła, Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, w końcu pierwszej wizyty Jana Pawła II w Ojczyźnie. Jednak rocznice są tylko okazją, nie celem pielgrzymki. Celem nie jest też żadne miejsce święte, bo trudno nazwać miejscem kultu Plac Piłsudskiego. Cel pielgrzymowania jest, nie boję się tego stwierdzenia, niezwykle nowatorski i głęboki. Jest nim nowe wylanie Ducha Świętego. W sformułowaniu tym wyrażono to, co w pielgrzymce najważniejsze, osobowe spotkanie człowieka z Bogiem, w formie jak najbardziej odpowiadającej naszym czasom. Odejście od tradycyjnego schematu pielgrzymowania działa tutaj niewątpliwie na korzyść całego dzieła. Tym bardziej, że pielgrzymka nie jest celem samym w sobie.

Widać wyraźnie, że pomysłodawcy chcieli odżegnać się od jakiejkolwiek akcyjności polegającej na bezmyślnym mnożeniu kolejnych imprez. Warszawska pielgrzymka ma być poprzedzona nowenną, sama w sobie ma być zwieńczeniem długiego czasu modlitwy i formacji. Takie założenia sprawiają, że tak naprawdę pielgrzymka zaczyna się na dziewięć miesięcy przed wyznaczoną datą i ma niewątpliwy związek z życiem religijno-moralnym jej uczestników.

Zrozumienie idei pielgrzymowania jest nieodzowne w owocnym przeżywaniu jakiejkolwiek pielgrzymki. Jednak samo w sobie nie wystarcza. Ruch pielgrzymkowy, aby pozostać żywym, musi być otwarty na działanie Ducha Świętego i odczytywać znaki czasów. Z całą pewnością można stwierdzić, że idea pielgrzymowania obecna w Kościele od jego zarania, nie umiera, ale staje się coraz bogatsza, zarówno w formie jak i w treści.