Narodzić się na nowo

(194 - lipiec - sierpień 2013)

z cyklu "Ze wszystkich narodów"

Silni wiarą

rozmowa z siostrą Marią i siostrą Teresą

Wieczernik: Od ponad dwóch lat przebywają Siostry w Polsce. Jak to się stało, że trafiły Siostry właśnie do naszego kraju?

 

s. Teresa: W czerwcu miną trzy lata od dnia, w którym przyjechałyśmy do Polski. Gdy byłyśmy w Chinach, nasz klasztor odwiedził o. Antoni Koszorz SVD i pan Stanisław Tworzydło. Pan Stanisław ponad 50 lat temu studiował sztukę w Chinach i zna język chiński. Teraz prowadzi w Warszawie Pracownię Sztuki Dekoracyjnej i Użytkowej. Powiedział, że któreś siostry mogą przyjechać do jego szkoły uczyć się sztuki. Nasze siostry przełożone zaproponowały, abyśmy to były my. I tak przyjechałyśmy do Polski.

 

W.: Co się Siostrom w Polsce podoba, a do czego może trudno się przyzwyczaić?

 

s. Maria: Lubię w Polsce dużo rzeczy: świeże powietrze i zdrowe środowisko; to, że jest dużo kościołów i miejsc związanych ze sztuką, np. piękne muzea. Podoba mi się, że ludzie są uprzejmi i życzliwi. Trudno przyzwyczaić się do tego, że latem jest mnóstwo komarów, które strasznie gryzą! Poza tym, nawet, gdy jest bardzo zimno, trzeba chodzić w spódnicy! Siostry zakonne w Chinach zwykle noszą prosty strój: bluzkę z kołnierzykiem i spodnie; siostry naszego zgromadzenia w Chinach wcale nie chodzą w spódnicy, a habit zakładamy tylko kilka razy w roku na wielkie uroczystości, gdyż w naszym kraju nie możemy nosić habitu. Nie umiemy też przyzwyczaić się do jedzenia niektórych potraw, np. żółtego i białego sera. 

 

W.: Czy wiara chrześcijańska została Siostrom przekazana w rodzinach?

 

s. Maria: Tak, nasi rodzice są katolikami, obie byłyśmy ochrzczone jako niemowlęta. Wtedy był taki zwyczaj, że dzieci chrzczono ósmego dnia po narodzeniu. S. Teresę ochrzciła babcia, a mnie pradziadek.

 

W.: Czy mogą Siostry zdradzić, w jaki sposób Pan Bóg zapukał do serc z głosem powołania?

 

s. Maria: Moja historia powołania jest bardzo długa. Moja ciocia jest siostrą w Zgromadzeniu Sióstr Najświętszej Maryi Panny. Gdy miałam 4-5 lat mama zabrała mnie w odwiedziny do cioci. Przełożona tamtej wspólnoty zapytała mnie: „co chciałabyś robić, gdy będziesz duża?” I sama odpowiedziała na to pytanie: „gdy dorośniesz, zostań siostrą zakonną, tak jak twoja ciocia”. Od tamtej pory tamta odpowiedź była już w moim sercu: chcę zostać siostrą zakonną! I tak, gdy skończyłam szkołę, poprosiłam o przyjęcie do zgromadzenia św. Józefa.

 

s. Teresa: Gdy byłam mała, w domu mojej babci spotkałam jednego świeckiego misjonarza. Był on bardzo dobrym człowiekiem. I, podobnie jak siostra przełożona siostrę Marię, ten pan spytał mnie, co chcę robić, gdy dorosnę. „Nie wiem” – odpowiedziałam. Na co on zwyczajnie i zdecydowanie poradził: „Zostań siostrą zakonną”. „Dobrze, gdy dorosnę, zostanę siostrą zakonną” – powiedziałam, choć teraz uśmiecham się na to wspomnienie, ponieważ wtedy, mając 5-6 lat, wcale nie wiedziałam co to znaczy być siostrą zakonną. Prawdę mówiąc, gdy skończyłam szkołę średnią, już wcale nie chciałam zostać zakonnicą. Wydawało mi się, że bycie siostrą jest bardzo trudne. Pojechałam do innego miasta do pracy. Ilekroć modliłam się w kościele, czułam w sercu, że praca, którą wykonuję to, jak żyję, nie ma sensu. Zaczęło do mnie docierać:  jeśli nie jestem z Jezusem, to życie jest bez sensu. Pytałam więc: „Jezu, chcesz mnie jeszcze?” W sercu odczuwałam powołanie, zaproszenie Pana Jezusa. Po dwóch latach pracy zdecydowałam: wstępuję do zgromadzenia.

 

W.: Uczestniczyły Siostry już w dwóch stopniach rekolekcji oazowych. Jakie to było doświadczenie dla Sióstr?

 

s. Maria: Pierwsze spostrzeżenie to to, że rekolekcje oazowe są pewną dobrą metodą, by pomóc, zwłaszcza młodym ludziom, poznać Jezusa tak, by później oni sami stali się misjonarzami. Rekolekcje te pomagają też odkrywać liturgię, uczą jak świadomie się w nią włączać. Myślę, że w Ruchu Światło-Życie dobre jest też to, że podczas rekolekcji łączy się czas na modlitwę i inne pożyteczne zajęcia – wydaje mi się, że to bardzo dobra metoda dla ludzi młodych.

 

W.: Czy myślą Siostry, że charyzmat Ruchu Światło-Życie znajdzie podatny grunt do wzrostu w Chinach?

 

s. Teresa: Myślę, że tak. Wiem, że grupy zarówno ludzi młodych, jak i całe rodziny miały już okazję uczestniczyć w rekolekcjach oazowych. Słyszałam, że są bardzo zadowoleni; było to dla nich dobre doświadczenie, umacniające wiarę.

 

W.: Czy mają Siostry przekonanie, że Kościół chiński jest Kościołem cierpiącym? 

 

s. Teresa: Nie, nie nazwałabym Kościoła katolickiego w Chinach kościołem cierpiącym. Napotykamy na trudności, ale nasi katolicy, podobnie jak pierwsi chrześcijanie, są silni wiarą. Przeżywają bolesne sytuacje razem z Jezusem. Wiedzą, że cierpienia dzielone z Nim mają wielką wartość. Wiedzą też, że Kościół na całym świecie modli się za Kościół w Chinach. Nie jesteśmy sami, nie jesteśmy opuszczeni. Dlatego mamy dużo siły i ufności.

 

W.: Jakie mają Siostry plany na przyszłość?

 

s. Maria: Nasze bliższe plany? W Polsce zostały nam jeszcze trzy miesiące: powoli przygotowujemy się do powrotu do Chin. Na czas wakacji mamy jeszcze sporo planów: nauka pisania ikon, udział w rekolekcjach oazowych III stopnia, krótka pielgrzymka do Lourdes, a we wrześniu będziemy uczestniczyć w seminarium dla sióstr różnych zgromadzeń zakonnych, które przyjadą do Polski. W połowie października wracamy do Chin. Tam będziemy pracować w naszym klasztorze, pewno będziemy rozwijać to, czego nauczyłyśmy się tu w Polsce, wykonując obrazy, witraże, ikony, estampaże.

 

W.: Życzymy powodzenia i błogosławieństwa Bożego!