Słuchać Pana w Kościele

(180 - lipiec - sierpień 2011)

Słowa Boga

Krzysztof Jankowiak

Co w ostatnim czasie Bóg mówił przez wydarzenia, które miały miejsce we wspólnocie Kościoła i poprzez wypowiedzi członków Kościoła

Temat roku „Słuchać Pana w Kościele" warto rozważać nie tylko w sposób teoretyczny. Sens tego tematu przecież na tym właśnie polega, że od zobaczenia samego faktu, iż Bóg mówi przez swój Kościół, przejdziemy do rzeczywistego słuchania Pana.
Chciałbym więc spróbować zobaczyć, co konkretnie Bóg mówił w Kościele w ostatnim czasie. Jako granicę przyjmuję okres mniej więcej roku - a więc chciałbym spojrzeć na czas od lipca 2010 r.

Jeszcze jedna uwaga wstępna. Bóg mówi w rozmaity sposób - to oczywiste. Również do samego Kościoła Bóg mówi w rozmaity sposób. Mówi na przykład przez znaki czasu, przez wydarzenia zewnętrzne. Ja chciałbym zająć się wyłącznie tym, co Bóg mówił w Kościele. W Kościele a więc w jego wnętrzu - poprzez wydarzenia, które miały miejsce we wspólnocie Kościoła i poprzez wypowiedzi członków Kościoła.

Wydarzenie, które mamy wszyscy na świeżo w pamięci - i chyba najważniejsze wydarzenie na przestrzeni nie tylko ostatniego roku - to oczywiście beatyfikacja Jana Pawła II. Omówiono je na wszelkie możliwe sposoby. Ja chciałbym - idąc śladem rozważań ks. Grzegorza Rysia z Kongregacji Odpowiedzialnych - wyłowić jeden wątek. Wątkiem tym jest Sobór. Było to - na co zwrócił uwagę ks. Grzegorz Ryś - jedyne wezwanie zawarte w testamencie Jana Pawła II. „Jako Biskup, który uczestniczył w soborowym wydarzeniu od pierwszego do ostatniego dnia, pragnę powierzyć to wielkie dziedzictwo wszystkim, którzy do jego realizacji są i będą w przyszłości powołani" - pisał Jan Paweł II.

Na pewno więc przez tę beatyfikację Bóg wezwał Kościół do podjęcia na nowo z jeszcze większym entuzjazmem odnowy soborowej. To bardzo ważne wezwanie, ciągle bowiem pojawiają się głosy obwiniające Sobór za kryzys w Kościele. Rozmaici publicyści, również publikujący w diecezjalnych pisma katolickich w Polsce, powtarzają takie głosy, wieszczą koniec epoki posoborowej, papieżowi Benedyktowi XVI przystawiają (całkowicie błędną!) etykietkę wroga Soboru. Przesłanie beatyfikacji Jana Pawła II jest w tym zakresie jednoznaczne.

Druga sprawa, o której chciałem napisać jest z zupełnie przeciwnego bieguna. Asia Bibi. To nazwisko katoliczki od wielu miesięcy przebywającej w pakistańskim więzieniu - pierwszej osoby skazane na karę śmierci na podstawie obowiązującej w Pakistanie ustawy o bluźnierstwie. Właściwie co chwilę słyszymy o prześladowaniach różnych osób, w tym o samosądach dokonywanych w Pakistanie na podstawie tej ustawy. W związku z sprawą Asi Bibi w zamachach terrorystycznych zginęły już co najmniej dwie osoby, której jej broniły - Salman Taseer, gubernator prowincji Pendżab (muzułmanin) oraz Shahbaz Bhatti minister ds. mniejszości w rządzie Pakistanu (katolik).

Dlaczego jednak piszę o tym w kontekście Pana, który mówi w Kościele? Pan nie jest przecież sprawcą prześladowań.
Nie same prześladowania są jednak tym, na co tutaj chcę zwrócić uwagę. W moim odczuciu mało mówi się o tym, dlaczego właściwie Asia Bibi została oskarżona o bluźnierstwo. A dla mnie to jej słowa są właśnie głosem Pana, który przemówił w tym momencie przez szeregowego katolika. „Jezus Chrystus umarł za wszystkich ludzi" - odpowiedziała Asia Bibi kobietom, która namawiały ją do przejścia na islam. „A co dla innych uczynił Mahomet?" - dodała. „Jezus Chrystus umarł za wszystkich ludzi". Czy ja potrafię tak jasno i jednoznacznie dawać świadectwo wobec innych o Jezusie? Czy we mnie samym jest głęboka wdzięczność do Jezusa za to, co uczynił dla mnie i za to, że będąc katolikiem mogę w pełni czerpać z owoców Jego męki?

Przez Asię Bibi Pan Bóg wezwał wszystkich katolików do jednoznacznego i mocnego dawania  świadectwa wobec innych.

O konieczności głoszenia innym Jezusa mówił też w ostatnim roku bardzo mocno Kościół hierarchiczny. Było to kilka powiązanych ze sobą wydarzeń: oficjalne ustanowienia Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji (13 października 2010 r.), ogłoszenie że najbliższy Synod Biskupów, który zbierze się w październiku 2012 r. podejmie właśnie temat Nowej Ewangelizacji (24 października 2010 r.), opublikowanie Lineamentów czyli dokumentu przygotowawczego przed tymże Synodem Biskupów (4 marca 2011 r.)
Wezwanie do ewangelizacji nie jest niczym nowym dla członków Ruchu. Ewangelizacja należy do istoty naszego charyzmatu, w ostatnich latach słyszeliśmy to wezwanie wielokrotnie, przez trzy lata temat roku był związany z ewangelizacją. Trzeba jednak sobie uświadomić, że jeśli chodzi o życie całego Kościoła, ostatni rok jest pod tym względem wyjątkowy i już w tym momencie wiadomo, że podobnie będzie w następnych latach - bo Synod Biskupów będzie w roku przyszłym a potem będzie posynodalna adhortacja.

Ale nie tylko o wezwaniu do ewangelizacji chcę w tym momencie powiedzieć. Wielce pouczające było posiedzenie Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji, które odbyło się 9 i 10 marca 2011 r. czyli parę dni po ogłoszeniu Lineamentów. Linneamenta sporządza się na podstawie głosów episkopatów. Przewodniczący Rady abp Rino Fisichella zauważył, że w Linneamentach "wyszczególniono aż 21 różnych definicji nowej ewangelizacji. W tak szerokim ujęciu obejmuje ona niemal całe życie Kościoła, co może służyć refleksji nad różnymi sektorami duszpasterstwa, odwodzi nas jednak od tego konkretnego tematu, jakim jest nowa ewangelizacja".

Jest takie podejście w życiu kościelnym (pewnie nie tylko kościelnym), że jak się pojawia szczególne wezwanie do czegoś, to wszyscy na gwałt usiłują wykazać, że już to robią. I podciągają swoje rozmaite działania pod to, do czego są wezwani. Kiedy swego czasu Jan Paweł II jako pierwszy wezwał do nowej ewangelizacji, nagle okazało się, że wszyscy nową ewangelizacją od dawna się zajmują. I że tą nową ewangelizacją są rozmaite działania, których osobom mającym o ewangelizacji jakie takie pojęcie, nie przyszłoby do głowy nazwać ewangelizacją. Teraz jak widać to się powtórzyło.

Łatwo sobie wyobrazić skutki takiej postawy. Przede wszystkim wezwanie nie zostaje podjęte, życie kościelne toczy się utartym torem i nic się nie zmienia - a jak Papież do czegoś wzywa, to właśnie dlatego, by jakaś zmiana nastąpiła. No i samo pojęcie ulega rozmyciu.

Bardzo dobrze więc, że abp Fisichella zwrócił na to uwagę. Można więc stwierdzić, iż Pan Bóg nie tylko powiedział, że mamy ewangelizować, ale powiedział: „Nie ściemniajcie, tylko ewangelizujcie naprawdę".

Temat synodu prowadzi nas ku kolejnemu wezwaniu ostatniego roku - adhortacji Verbum Domini wydanej jako pokłosie poprzedniego Synodu Biskupów. Wezwanie do jeszcze głębszego zanurzenia się w Słowie Bożym, do życia tym słowem. Wezwanie od lat doskonale znane, wiele nowego tu się nie da powiedzieć. Natomiast wiele da się zrobić. Bo autentycznego wsłuchania się w Słowo Boże jest ciągle za mało - zarówno w całym Kościele, jak i w samym Ruchu.

Innym dokumentem wydanym przez Kościół w tym roku jest Youcat - katechizm dla młodych, opracowany na Światowe Dni Młodzieży w Madrycie. Promocja katechizmu odbyła się w Watykanie 13 kwietnia 2011 r. Nie chcę w tym momencie szczegółowo analizować katechizmu, chciałbym natomiast zwrócić uwagę na to, z jaką spotkał się reakcją wśród publicystów zwykle co najmniej z dystansem oceniających kościelne działania. Przyjęcie katechizmu było wręcz entuzjastyczne. Publicyści podkreślali świeżość języka, znakomite opracowanie, świetny styl, bardzo dobre ujęcia.

Czytając te dość zaskakujące reakcje na Youcat pomyślałem sobie, że Pan Bóg powiedział przez to wydarzenie, iż w głoszeniu Ewangelii warto działać profesjonalnie, nie obrażać się na świat, tylko starać się wychodzić mu naprzeciw.
Wydarzeniem, które nie miało wcześniej miejsca, była modlitwa za życie poczęte. Papież Benedykt XVI wezwał cały Kościół, aby wigilię pierwszej niedzieli Adwentu modlił się w tej intencji. I rzeczywiście był to czas modlitwy zanoszonej we wszystkich miejscach na świecie.

Co Pan Bóg powiedział przez to wydarzenie? Przede wszystkim, że troska o życie poczęte jest sprawą całego Kościoła. To nie jest zadanie jakiejś większej czy mniejszej grupy hobbystów. Wszyscy - w dzisiejszym świecie, który tak bardzo zagraża poczętemu życiu - powinni traktować to zadanie jako swoje.

Druga sprawa, którą odczytuję z tego wydarzenia jest na pewno mniejszej rangi - niemniej też jest istotna. Ja sam osobiście przeżywałem tę modlitwę na Oazie Rekolekcyjnej Diakonii Jedności. I spotkałem się tam ze zdziwieniem, że będziemy modlić się w tej intencji podczas odrębnego nabożeństwa, a nie w czasie nieszporów - było wiadomo, że Papież podejmie tę modlitwę w ramach nieszporów. Osoba, która się dziwiła, uważała że wszyscy powinni robić tak samo, najlepiej według tego samego schematu. Kongregacji Kultu Bożego, owszem przygotowała propozycję modlitwy - ale były to dwie propozycje. Tymczasem odrębną propozycję przygotował Krajowy Ośrodek Duszpasterstwa Rodzin, były też propozycje diecezjalne. Co więcej - jak się okazało, papież modlił się bynajmniej nie według schematu opracowanego przez Kongregację Kultu Bożego, a jeszcze inaczej (modlitwę papieską opublikowano w przeddzień). Uważam więc, iż Pan Bóg powiedział, że choć wszyscy powinniśmy odpowiadać na wezwania Kościoła, niekoniecznie musimy robić to identycznie.

Ostatnie wydarzenie, o którym chcę powiedzieć, miało miejsce w Kościele polskim. Śmierć arcybiskupa Józefa Życińskiego. Nie zdziwiło mnie, że śmierć ta wywołała powszechne poruszenie - nagła śmierć człowieka, zwłaszcza będącego w pełni sił, zawsze wywołuje poruszenie. Nie zdziwiło mnie, że arcybiskupa ciepło wspominali ludzie będący na obrzeżach Kościoła czy ludzie mediów - abp Życiński miał szczególny charyzmat docierania do ludzi będących na obrzeżach, był też zawsze otwarty na media.
Poruszyło mnie co innego. Wiadomość o śmierci abpa Józefa Życińskiego dotarła do mnie za pośrednictwem esemesa. W tym dniu odebrałem kolejne telefony z informacją o tej śmierci. To nie jest normalne, że ludzie przekazują sobie wiadomość o śmierci biskupa i to biskupa innej diecezji. Nie jest to normalne mimo całego dramatyzmu tej właśnie śmierci. I co było istotne - akurat w tym przypadku nie przekazywali tej wiadomości ludzie z obrzeży Kościoła czy związani z mediami ale głęboko wierzący katolicy, traktujący Kościół jako swój dom.

Mnie osobiście śmierć abpa Życińskiego pokazała, że przyjęty przezeń model posługi - biskupa aktywnie obecnego w świecie, reagującego na bieżące wydarzenia, nieuciekającego od wypowiedzi, zarazem niebojącego się kontaktu z ludźmi myślącymi inaczej - jest modelem potrzebnym w dzisiejszym świecie, modelem, który staje się świadectwem. Czy w takim odczytaniu głosu Boga jestem odosobniony?

„Słuchać Pana w Kościele". Przed nami cały rok pracy poświęcony temu tematowi. Na pewno w tym roku Pan będzie również mówił. Zapraszam więc do wsłuchiwania się w Jego głos.