Posłuszeństwo

(221 - maj - czerwiec 2018)

Słowa Papieża

Jan Halbersztat

Bo przecież jak w dyskusji powołam się na słowa papieża, to zamknę usta każdemu. Bo nikt nie będzie się kłócił z papieżem, prawda?

Różne są Autorytety, ale dla ludzi (mniej lub bardziej) wierzących na pewno Autorytetem jest osoba biskupa Rzymu. Skoro papież coś powiedział, to przecież ma swoją wagę. A jeśli w dodatku powiedział coś, co wydaje się potwierdzać moje poglądy – o, to jestem w domu. Bo przecież jak w dyskusji powołam się na słowa papieża, to zamknę usta każdemu. Bo nikt nie będzie się kłócił z papieżem, prawda? I nieistotne, czy dyskusja dotyczy spraw wiary i moralności, czy polityki, kultury, muzyki, literatury albo przepisu na spaghetti. Skoro sam papież tak mówi, to…

A jeśli słowa papieża są dla mnie tylko wygodnym wsparciem moich własnych poglądów, to trudno się dziwić, że będę cytował tylko te, które akurat potwierdzają moje tezy. A tych, które świadczą o czymś przeciwnym – nie zauważę. A jeśli przytoczy je mój ideowy przeciwnik – powiem, że przecież papież jest nieomylny tylko w sprawach wiary i moralności!

Wydaje Wam się, że przesadzam? To sięgnijcie do archiwów prasowych (w epoce internetowej to stosunkowo proste) i zobaczcie, jak w ciągu ostatnich 25 lat zmieniał się stosunek do tego, co mówili kolejni papieże – w zależności od tego, co mówili. Poczytajcie wypowiedzi polityków i publicystów i zwróćcie uwagę, w jakich sytuacjach i w jaki sposób powoływali się na słowa kolejnych papieży.

Kiedy w latach osiemdziesiątych Jan Paweł II mówił „do nas i za nas”, ogromna większość ludzi w Polsce – nawet osób niewierzących czy niezwiązanych z Kościołem – traktowała Jego słowa bardzo poważnie. Papieskie kazania wygłaszane w czasie kolejnych pielgrzymek do Polski były roztrząsane, analizowane, a ich kluczowe treści – powtarzane nie tylko w kazaniach czy konferencjach, ale w tysiącach prywatnych rozmów i dyskusji.

Po raz pierwszy zmieniło się to w czasie pielgrzymki w 1991 r. Polska była już wolna, upadł komunizm, rzeczywistość zmieniła się diametralnie. Zmienił się też ton, nastrój papieskich kazań i przemówień. Wielu z nas stwierdziło z pewnym zdziwieniem, że nagle „nasz papież” przestał być „miły”, przestał na wspierać i pocieszać – a zaczął od nas wymagać. Tematem przewodnim tej pielgrzymki były Przykazania. Papież żądał (tak, żądał!) abyśmy od siebie wymagali. Pamiętam Jego kazanie poświęcone piątemu przykazaniu Dekalogu, kiedy podnosił głos, niemal krzyczał mówiąc o zabijaniu dzieci nienarodzonych. Nagle – w optyce wielu ludzi – przestał być „kochanym tatusiem”, a stał się potężnym prorokiem, grzmiącym i przypominającym o prawie Bożym i o tym, czego robić nie wolno!

Efekt? Nagle okazało się, że Jan Paweł II jest „konserwatystą”, że „cofa Kościół do średniowiecza” i tak dalej. Nagle ci sami ludzie, którzy wcześniej zachwycali się Jego słowami (kiedy pasowały do ich wizji świata), zaczęli mówić i pisać o Nim w zupełnie innym tonie. Dowodzić, że papież „nie może narzucać wszystkim katolickich poglądów”, że „przecież nie jest specjalistą” w tej czy w tamtej dziedzinie…

Byli też oczywiście inni, którzy wtedy właśnie szczególnie słowa Jana Pawła II podkreślali, przypominając, że katolicy winni słów Ojca Świętego słuchać i że sprzeciwianie się im to nieposłuszeństwo wobec Kościoła i Boga samego, że jednym z zasadniczych elementów „katolickości” jest posłuszeństwo następcy świętego Piotra (…i oczywiście mieli rację, choć czasami miałem wrażenie, że słowa te wykorzystywali – jak napisał jakiś publicysta – jako pałkę do walenia po głowie każdego, kto się z nimi choć trochę nie zgadza).

Ale jak wiadomo Pan Bóg ma ogromne poczucie humoru – więc minął jakiś czas i mieliśmy okazję przyglądać się kompletnemu odwróceniu ról. 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".