Oaza I stopnia

(171 - kwiecień 2010)

z cyklu "W szkole animatora"

Słowa, słowa, słowa

Anna Lipska

Formacja w dużej mierze opiera się o umiejętność czynnego i biernego posługiwania się słowem. Rozważania, fragmenty Pisma Świętego, dokumenty Kościoła, udzielanie odpowiedzi na podstawie konkretnego wersetu, analiza tekstu, wypełnianie notatnika, dzielenie się a nawet słuchanie animatora wymagają pewnej swobody w posługiwaniu się słowem. Wydawałoby się, że ta umiejętność jest czymś naturalnym przy powszechnym obowiązku edukacyjnym, ale coraz częściej widać problemy (zwłaszcza ze słowem pisanym), z którymi boryka się już społeczeństwo, zauważają je pracodawcy, narzeka szkoła. Chodzi o brak umiejętności czytania i czytania ze zrozumieniem oraz o zjawisko analfabetyzmu funkcjonalnego. Okazuje się zbyt często, że gimnazjaliści ledwie dukają tekst, licealiści mając ustęp z Biblii przed nosem nie umieją powiedzieć co zawiera, studenci nie pamiętają, o czym słyszeli kwadrans wcześniej, a dorośli nie umieją wyciągać podstawowych wniosków z usłyszanych lub przeczytanych tekstów. Do tego nie ma kto przeczytać wprowadzeń na liturgii, bo nawet przy uprzednim przećwiczeniu brzmi to okropnie, a muzyczni nie mają cierpliwości, bo choć pół roku grają na spotkaniu jakąś piosenkę, to wspólnota bez śpiewników poza pierwsze dwa wersy nie wyjdzie, a nawet z tekstem nie za bardzo nadąży.

Jak bardzo dotkliwy jest to problem, wie osoba, której uczestnik pięć minut czyta dwuzdaniowy urywek z Pisma Świętego, nie jest w stanie opowiedzieć jego treści, a nawet po omówieniu przez animatora po pięciu minutach nie powiąże go z kolejnym fragmentem - bo już nie pamięta „o czym to było". Widzą to animatorzy, których grupy nie pamiętają nie tylko przesłania, ale i tematu poprzedniego spotkania formacyjnego. Osoby mówiące konferencje i po zadaniu wspólnocie prostego pytania słyszące... głuchą ciszę. Ci, którzy doświadczyli, że pytanie do tekstu, w stylu: „Jezus jest Panem" - kto jest Panem? - jest oczko za trudne dla tych dobrodusznych, acz niepojętnych oczu naprzeciwko. Jak mam wprowadzać w życie coś, czego nie pamiętam i nie rozumiem?

Owszem, pojawiają się nowe metody i formy przekazu. Ale żaden film, scenka, piktogram, muzyczka nie zastąpi słowa pisanego. Może pomóc w jego zapamiętaniu i zrozumieniu, ale pozostanie protezą właściwego przekazu treści. Na początku było Słowo, a nie Plik MP3. I jeśli w wirze ułatwiania życia uczestnikom amputujemy im kontakt ze słowem pisanym, równając w dół, to może się okazać, że wychowamy pokolenia nie umiejące zdobywać, przetwarzać i analizować informacji, nie mówiąc już o zdobywaniu wiedzy, ani o dojrzewaniu do mądrości. I wobec kolorowej, łatwo przyswajalnej, przemiędlonej i nie wymagającej wysiłku papki nie starczy już miejsca na trud słuchania i rozumienia słowa. Pismo Święte, praktyka Namiotu Spotkania, Słowa Życia - contra filmik ewangelizacyjny? Natura ludzka, przyzwyczajona do łatwizny, wybierze to, co prostsze.

Jak to zmienić? Jak pomóc uczestnikom umieć czytać, pamiętać, rozumieć i czynić użytek ze słowa? Wiadomo, że każda z tych umiejętności ćwiczy się przez powtarzalność. Pamięć rozwija się poprzez uczenie się na pamięć, powtarzanie i rozumne przywoływanie danej treści w zmiennych sytuacjach. By nabyć płynności czytania trzeba czytać, czytać, czytać. By rozumieć, trzeba być oczytanym i wciąż na­stawionym na odkrywanie przesłania, czyli pielęgnować własną cieka­wość poznawczą. By umieć zastosować poznane i zrozumiane treści, trzeba zdobyć się na wysiłek przemyślenia ich i dostosowania do konkretnej potrzeby, a później do przyjęcia efektów naszej próby. I naj­wyżej uczenia się na własnych błędach.

Ale jak to konkretnie wprowadzić we własnej grupie? Przede wszystkim przykładem. Animator, który nie zna konotacji słowa (co to jest „konotacja"?) z podawanego uczestnikom fragmentu, nie rozumie konspektu prowadzonego spotkania i dla którego polecona ku poznaniu wypowiedź Założyciela jest zbyt trudna i nudna by się nią przejmować, jest kiepskim wzorem. Jeśli sam nie czyta, niekoniecznie wybit­nych dzieł teologicznych, ale czegokolwiek drukowanego dłuższego niż gazeta codzienna i mniej kolorowego niż czasopismo dla pań, to nie przetrze szlaków grupie. Nie poleci ciekawej książki, nie pokaże piękna tekstu, bo sam nie będzie go widział.