Ojcostwo

(190 - styczeń - luty 2013)

z cyklu "To lubię"

Słowo

Aspan

 

Lubię to. Nawet bardzo. Chyba mogę nawet powiedzieć, że jest to moja pasja. Jedna z pierwszych i ta, której pozostałem najwierniejszy w różnych okolicznościach i okresach mego życia. Być może nie tylko z tego powodu, że jest to piękne i fascynujące, ale pewnie także dlatego, że jest proste, znane od wieków i naprawdę łatwo dostępne. Tak bardzo, że cywilizacja XXI w.  zaczyna czasami sprawiać wrażenie jakby była tym przepięknym procesem nieco znudzona.

O co chodzi? O umiejętność, której uczymy się w podstawówce i która towarzyszy nam już do końca naszego życia – o czytanie. O zachwyt nad słowem napisanym. O rozszyfrowywanie ciągu znaków, które mają swój sens i swoją treść, a ułożone w odpowiednie sekwencje przenosić mogą całe tony znaczeń. Może chodzi też trochę o pisanie – o zamykanie swoich myśli w zgrabne pudełeczka zdań, o układanie z nich całych konstrukcji, o swoiste rzeźbienie w materiale najbardziej plastycznym. Sądzę, że drewno, farby czy dźwięki instrumentów mają dużo uboższe możliwości (choć otwarty jestem na inne zdania i dyskusje na ten temat) .

Wydaje się, że opisywanie piękna tej pasji jest nieco bezsensowne. Czytelnictwo ma wielu entuzjastów i nietrudno usłyszeć, że otwiera przed nami nowe horyzonty, przedstawia nowe światy czy nowe idee. Umożliwia nawet w jakiś przeżywanie alternatywnego życia. To wiemy. Takich zdań jest dużo. Jednak równie dużo jest sformułowań o tym, że książka przeżywa kryzys, że młodzież książek nie czyta, że żyjemy w kulturze obrazka. Bez wątpienia w tych słowach także jest jakaś prawda...

Doskonałą cechą książek jest to, że możemy wśród nich dowolnie wybierać. Termin „książka” jest naprawdę zbiorczy i mieści w sobie ogromne mnóstwo stylów, gatunków i rodzajów. A wszystko na wyciągnięcie ręki. Pisząc ten tekst, zachęcający do czytelnictwa samego nie mam zamiaru nikogo nawracać na swoje ulubione gatunki słowa pisanego, wśród których na pierwszym miejscu umieściłbym chyba poezję. Nie oznacza to, że jestem jej znawcą, ani nawet nie oznacza, że najwięcej czasu spędzanego z książką w ręku poświęcam na tomiki poezji. Jeśli brać pod uwagę tylko ten czas, to najwięcej chyba czytam książek teologicznych i historycznych (przebrnięcie przez „Archipelag Gułag” jednak wymaga czasu). Z innej strony – sporo czasu zajmuje mi czytanie i studiowanie Pisma Świętego – czy można jednak nazwać je „książką”? Choć zewnętrznie spełnia normy książki, to wg mnie Objawienie zawarte w słowie pisanym trochę wyłamuje się z tego wszystkiego, co zostało tu napisane o czytelnictwie.

Dlaczego więc poezja? (a wśród niej – najpierwszy Herbert?) Chyba dlatego, że w niej objawia się najdoskonalej ów kunszt operacji słowem. Wiersze są formą stosunkowo krótką, ale bardzo „zagęszczoną”; w kilku słowach, w kilku frazach, w związkach międzywyrazowych, nawet w przecinku czy przeniesieniu wersu kryją się wielorakie znaczenia, ukryte sensy, wielkie treści i przekazy. Wydaje mi się, że dobrze napisany wiersz (oczywiście banalne rymowanki zostawiamy na boku) jest w stanie dużo lepiej oddać stan duszy człowieka niż wiele, wiele pustych nieraz, źle dobranych słów.

Pisanie tego, co umownie nazywamy „wierszem”, a co jest jakiegoś rodzaju przekazem, jakimś listem do ludzi, wymaga umiejętności, ale i czytanie tych listów do ludzkości stawia pewne wymagania – autor zaprasza swego czytelnika do pewnej gry znaczeń. Trzeba poznać jej zasady i trzeba ją lubić – wtedy poezję się ceni, wtedy można ją pokochać, wtedy dopiero można w niej wszystko wyrazić – miłość, lęk, nadzieje, wiarę, swoje uczucia, drugą osobę czy wreszcie to co niewyrażalne – Boga.

 

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy się ze mną zgodzi, że wielu ludzi nie bardzo lubi poezję i nie jest to żadna tragedia. Nawet pewien wiersz („O racjonalistce”) mówi o takiej racjonalistycznej postawie:

 „Nie lubi poezji bo mało praktyczna

 

rzadko tłumaczy się wprost

słowa jej zamglone

a pojęcia ruchliwe zanadto

(...)

ciężko poezji zaufać

wierszom tak nikłym

i wciąż nie dowierza

życiu w słowie ukrytym”

I myślę, że tak powinno być. Źle by było, gdyby wszyscy zajmowali się poezją i gdybyśmy wierszami mówili na ulicach i w handlu. To pewna działka słowa, na którą wchodzi się czasami i wtedy gdy odczuwamy taką potrzebę. Więcej czasu spędzamy na innych działkach, na innych poletkach słów – konkretniejszych, jaśniejszych, bardziej informacyjnych czy rozrywkowych. I wszystkie są ważne, nie należy tu wprowadzać żadnej hierarchii, ani oceniać ludzi na podstawie książek jakie czytają.