Biblia

(224 - listopad - grudzień 2018)

Słuchaj

świadectwo

Oboje rodzice byli wierni praktyce codziennego Namiotu Spotkania i to było oczywiste, że na kartach Pisma Świętego szukają „słowa życia”

Małego formatu ilustrowana „Biblia dla dzieci” obecna była w niejednym domu i posłużyła kształtowaniu wyobraźni religijnej niejednego dziecka. Moi rodzice poszli o krok dalej: odwieczny problem „usypiania dzieci” (tych już nieco starszych) realizowali przy pomocy kasety magnetofonowej z nagraniem opowieści biblijnych dla dzieci na podstawie Starego Testamentu. Wiele lat później wygrałem dzięki temu „z marszu” pewien konkursik z Księgi Rodzaju, ale o wiele cenniejsze było oswojenie z historią zbawienia: dzieje patriarchów stały się dla mnie powietrzem, podobnym do opowieści dziadka czy taty, czymś, co się na zawsze nosi w sobie. I one stwarzały przestrzeń dla kolejnych słów Bożych, by mogły się we mnie „przyczepić” i zatrzymać. Pewnie dzięki temu, gdy jako ośmiolatek towarzyszyłem rodzicom w Oazie II stopnia, wręcz ciągnęło mnie do psalmów (wbrew zachętom, by się wyspać, wstawałem i biegłem na śpiewaną jutrznię), a Pieśni Zachariasza nauczyłem się na pamięć. Potem sam chwytałem się za Biblię, zaczytując się zwłaszcza w Księdze Estery i w Apokalipsie – bo w nich „dużo się działo”, a jako chłopak zdecydowanie dawałem pierwszeństwo książkom przygodowym.

Oczywiście, rzecz nie polegała tylko na kupieniu książki czy kasety, „żeby dzieci się zajęły”. Jedno z najsilniejszych wspomnień, jakie noszę w pamięci, to obraz taty siedzącego rano w fotelu z niebieską Biblią Tysiąclecia na kolanach. Oboje rodzice byli wierni praktyce codziennego Namiotu Spotkania i to było oczywiste, że na kartach Pisma Świętego szukają „słowa życia”. Szukaliśmy go zresztą wszyscy – w sobotę wieczorem modliliśmy się nieszporami, a przy okazji czytaliśmy niedzielną ewangelię i rozmawialiśmy o niej, szukając jednego zdania, które potem było wydrukowane i powieszone nad komputerem – czyli w miejscu, gdzie każdy codziennie zaglądał. I choć może ekran komputera przyciągał bardziej, to jednak to słowo Boże tam było, „mieszkając między nami.”

 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym Wieczerniku.