Pytania o ekologię

(226 - marzec - maj 2019)

Sługa przyrody

Maksymilian Kuźmicz

Rolą opiekuna jest przede wszystkim troska o powierzone mu dobro i zachowanie go w stanie nie pogorszonym. Dobry zarządca ponadto rozwinie, ulepszy powierzoną mu rzecz

Niezależnie od odpowiedzi na pytania o skalę odpowiedzialności człowieka za zmiany pewne jest, iż odpowiedzialni jesteśmy za podjęcie działań, które przyczynią się do zneutralizowania skutków zmian w środowisku. Ten obowiązek ma charakter moralny, wynika z powinności troski o godność i los każdej osoby, której zmiany klimatyczne dotykają i mogą dotknąć w przyszłości. Co więcej, z judeochrześcijańskiej tradycji pochodzi powinność troski o pozostałe składniki przyrody, co postaram się pokazać na przykładzie tekstów biblijnych.

W Księdze Rodzaju znajdują się znane słowa, w których Bóg błogosławi ludzi mówiąc: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1,28b). Użyte w hebrajskim oryginale słowo כִבְשֻׁ֑הָ (kibsha), związane jest z królowaniem i wzięciem w niewolę, ale też troską o bydło. Starotestamentalna teologia króla wskazywała, iż sprawuje on władzę jako pomazaniec Boga, który ostatecznie pozostaje jedynym Panem nad Izraelem. Król jest swoistym zarządcą, odpowiedzialnym przed Bogiem (co wyraźnie pokazują losy Saula i Dawida). Także w przypadku niewolników prawo nadane na Synaju zawierało przepisy wskazujące na to, że ostatecznie nikt nie jest absolutnym posiadaczem drugiego – istniał np. nakaz uwalniania niewolników w przypadającym co siedem lat roku szabatowym. 

Wydaje się, że w tym duchu należy interpretować zapis z Rdz 1,28: oto Bóg przekazuje człowiekowi w zarząd ziemię, czyni go opiekunem. Rolą opiekuna jest przede wszystkim troska o powierzone mu dobro i zachowanie go w stanie nie pogorszonym. Dobry zarządca ponadto rozwinie, ulepszy powierzoną mu rzecz: tak pojmuje to Jezus w przypowieści o sługach, którym powierzono talenty/miny – właściciel oczekiwał od ich nie tylko przechowania dobra, ale i pomnożenia go (por. Mt 25, 14-30, Łk 19, 11-28). Tak więc „czynienie sobie ziemi poddaną” stanowi biblijne powołanie człowieka względem środowiska, które ma dwa stopnie. 

Po pierwsze chodzi o zwyczajne nie niszczenie, korzystanie ze świata w sposób odpowiedzialny. Wyrazem tego jest m.in. powstrzymanie się od nadmiernej eksploatacji, tj. wykorzystywanie tylko tych zasobów, które są nam rzeczywiście potrzebne. Rozgraniczenie to nie jest oczywiście łatwe. Przyzwyczajamy się do coraz wyższego standardu życia, co pociąga większą konsumpcję zasobów. Nie mówię tu tylko o paliwach kopalnianych, jak węgiel, gaz czy ropa. Chodzi także o wodę czy żywność Wzrost konsumpcji żywności prowadzi bowiem do znaczących zmian w środowisku. W pierwszej kolejności przekształcony zostaje krajobraz, gdzie lasy, łąki i tereny dzikie zastępują obszary rolnicze. Ponadto wzrost hodowli zwierząt przekłada się na zwiększoną emisję gazów cieplarnianych, zwłaszcza metanu. Według danych Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) rolnictwo, eksploatacja gruntów i wylesianie odpowiadają w sumie za 24% emisji gazów cieplarnianych. Czy zatem moralnym obowiązkiem chrześcijanina jest weganizm? Osobiście nie stawiałbym tak dalekich tez. W mojej ocenie w pierwszym kroku należałoby zadbać o niemarnowanie kupowanego mięsa, następnie przeanalizować, czy potrzebuje się w diecie takiej jego ilości i podjąć odpowiednie działania. Analogiczna sytuacja dotyczy wody, której zasoby Polska posiada bardzo niewielkie: na jednego  mieszkańca przypada ok 1600 m3/rok wody, a w okresach suszy wskaźnik ten spada nawet poniżej 1000 m3/rok/osobę, podczas gdy na jednego mieszkańca Europy przypada średnio w ciągu roku  ok 4500 m3, a na Ziemi ok 7300 m3 (zob. Elżbieta Bajkiewicz-Grabowska, Zdzisław Mikulski „Hydrologia ogólna”).

Drugim stopniem odpowiedzialności człowieka jako zarządcy jest ulepszanie otrzymanego dobra, co w odniesieniu do przyrody będzie oznaczać przede wszystkim neutralizację zagrożeń i naprawę szkód. Tutaj istotne są wyniki ekologii rozumianej jako nauki, gdyż pozwala ona przewidzieć pewne niekorzystne zmiany i wskazać sposoby zapobiegania im, które dla swojej skuteczności wymagają implementacji przez poszczególne rządy i firmy, ale też poszczególnych ludzi. Przykładem takich posunięć są działania Unii Europejskiej, np. zakaz stosowania tworzyw sztucznych jednorazowego użytku, prowadzące do zmniejszenia produkcji odpadów plastikowych, które mają długi okres rozkładu, przyczyniają się do degradacji kolejnych terenów, przeznaczanych pod wysypiska, czy też śmierci zwierząt, zwłaszcza morskich. Wymaga to poważnych zmian nawyków każdego z nas, gdyż oznacza rezygnację m. in. z jednorazowych naczyń, słomek do napojów czy patyczków higienicznych. Choć z wyliczeń Komisji Europejskiej wynika, iż nie obciąży to naszych kieszeni (KE szacuje nawet oszczędności w wydatkach konsumenckich rzędu 6,5 mld euro rocznie oraz szkody dla środowiska mniejsze o 22 mld euro rocznie), niewątpliwie zakaz taki oznacza rezygnację z niektórych wygodnych zachowań. Wydaje się jednak, że chrześcijanin odpowiedzialny za dany mu w zarząd świat powinien być gotowy do takich specyficznych nakładów. 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym Wieczerniku.