W chorobie

(168 - listopad - grudzień 2009)

Służba Chrystusowi

świadectwa

Pierwsi chrześcijanie zanosili swoim chorym Komunię Świętą

Kiedy Pan Bóg przez osobę księdza proboszcza powołał mnie do pełnienia posługi nadzwyczajnego szafarza Komunii Świętej, długo zastanawiałem się, czy odpowiedzieć na to wezwanie. Mogłem sobie wyobrazić służenie przy ołtarzu i rozdawanie Komunii św. w czasie Mszy, ale nie roznoszenie jej chorym do domu.

Gdy odpowiedziałem na głos Pana Boga, na studium przygotowawczym dla nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej, dowiedziałem się, że nadrzędnym zadaniem szafarza jest właśnie roznoszenie Eucharystii chorym do domu, a rozdawanie Komunii na Mszy może być okazjonalne.

Przez pierwsze miesiące, moja posługa ograniczała się do służenia w czasie Mszy. Nie ubolewałem nad tym, że nie miałem „przydzielonej” żadnej osoby, której trzeba zanosić Komunię św. do domu (nie za wielu parafian, którzy nie mogą wychodzić z domu korzysta z posługi szafarzy).

Od trzech lat, w każdą niedziele i większe święta, zanoszę Pana Jezusa starszej osobie do domu. Jest to 87-letnia kobieta. Jak sama mówi, całe jej życie jest naznaczone cierpieniem. Także teraz, na starość, oprócz bólu spowodowanego chorobami, cierpi z powodu syna, który żyje w związku niesakramentalnym i nadużywa alkoholu. Mieszka z nim w tym samym mieszkaniu, jednak praktycznie się nie widują. W praktyce ja jestem jedyną osobą, z którą – raz w tygodniu – może porozmawiać. Właściwie wygląda to tak, że ona mówi, a ja słucham. Często wyraża swoją tęsknotę za chodzeniem do kościoła, na Mszę, na nabożeństwa. Mówi, że i tak wielką łaską jest Msza w telewizji lub radiu. Największą radością jest to, że może przyjmować Jezusa w Eucharystii, a wtedy nawet ból jest mniejszy. Nie raz powtarza że nie ma znaczenia, kto i kiedy przynosi jej Jezusa, ona jest zawsze gotowa, zawsze czeka.

Oprócz Komunii, przynoszę jej gazetkę parafialną i „List do chorych”, mówię o wydarzeniach z życia parafii.

Można ubolewać, że tak niewielka ilość chorych korzysta z łaski przyjmowania Komunii św. w każdą niedziele.

Krzysztof

 

W mojej parafii jest nas siedmiu nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej. Do chorych z Najświętszym Sakramentem chodzimy w drugą i czwartą niedzielę miesiąca. Jednorazowo w taką niedzielę posługę pełni dwóch szafarzy. Uczestniczymy we mszy św. o godz. 9.30. Komunia, którą mamy zabrać do chorych jest konsekrowana podczas tej Eucharystii, przygotowana już w odpowiednich naczyniach. W czasie ogłoszeń parafialnych idziemy do zakrystii zdjąć alby, po czym już w „cywilu” wracamy do prezbiterium. Po błogosławieństwie, w obecności zgromadzonych wiernych, kapłan wręcza nam przygotowane bursy i przekazuje pozdrowienia dla chorych. Wyruszamy uroczyście główną nawą, jako pierwsi opuszczając kościół. Mamy wytyczone dwie trasy, każdy z nasz dociera do około 7-8 chorych. Biorąc pod uwagę ilość szafarzy w parafii oraz częstotliwość wizyt, przychodzę do chorych mniej więcej raz na dwa miesiące.

Są to bardzo różne spotkania. Część osób przyjmuje mnie w samotności, rodzina schodzi z oczu i jednym śladem ich obecności są pootwierane drzwi i furtki. U takich chorych najczęściej zatrzymuję się dłużej, po zakończeniu obrzędu rozmawiamy jeszcze przez chwilę. Są też osoby, których cierpienie zamyka w sobie i właściwie nie ma z nimi kontaktu. Ktoś z rodziny otwiera drzwi, przyłącza się do wspólnej modlitwy, chwilę ze mną rozmawia.

Jest jednak w tych spotkaniach również wiele wspólnych cech. Przy każdej wizycie odczuwam, że Chrystus, którego przynoszę w postaci eucharystycznej, jest bardzo wyczekiwany. Nie spotkałem się z sytuacją, żeby moje przyjście kogoś zaskoczyło, każdy jest starannie przygotowany. Jeżeli zdarzy mi się gdzieś zasiedzieć, to kolejne osoby mówią, że dzisiaj przyszedłem później.

Wszystkie osoby, do których docieram, są przez swoją chorobę zatrzymane w domu, niektóre nie ruszają się wręcz z łóżka. Odwiedzanie ich zmusza mnie do stanięcia wobec tajemnicy cierpienia. Ich wdzięczność wobec mojej posługi jest dla mnie krępująca, bo czymże jest ta niewielka ofiara własnego czasu, wobec trudu ich choroby, bólu i bezsilności. Część chorych, z którymi mogę rozmawiać, znosi swoje cierpienie z pogodą ducha. Jednocześnie spotykam osoby, które mówią, że w swoich modlitwach proszą Boga, aby zabrał je już do siebie, że nie mają siły już znosić swego bólu.

Cieszę się, że mogę posługiwać wobec chorych, że mogę się razem z nimi modlić, że mogę przez chwilę z nimi być. Jednocześnie mam pewność, że kiedy zapewniają mnie o modlitwie za mnie i za moją rodzinę, to nie są to słowa rzucane na wiatr.  

Andrzej

 

Pierwszym odczuciem, jakie dotarło do mnie po zwróceniu się księdza proboszcza z prośbą o pełnienie posługi szafarza nadzwyczajnego Komunii Świętej,  było poczucie braku godności. Jednakże po rozmowach z żoną oraz znajomymi rozpocząłem brać udział w kursie przygotowującym. W czasie kolejnych spotkań wiele wątpliwości pozostawało i pozostaje nadal aktualne. Ale szczególną moją uwagę zwróciło opowiadanie o odpowiedzialności pierwszych wspólnot chrześcijańskich za ich członków. Pierwsi chrześcijanie zanosili swoim chorym Komunię Świętą.

Modląc się i rozważając decyzję pełnienia posługi nadzwyczajnego szafarza zyskiwałem przekonanie, że właśnie w tym miejscu stawia mnie Chrystus.

Od paru lat bardzo systematycznie w niedzielę noszę Chleb Pański do mojego brata w wierze i mam okazję być świadkiem jego spotkania z Chrystusem. Widzę, jak wiele nadziei wnosi do  domu chorego i jego rodziny Chrystus, nadziei  niezwiązanej z oczekiwaniem uzdrowienia, lecz zbawienia. Postawa tej rodziny, jej trwanie przy Bogu jest dla mnie samego i naszej rodziny świadectwem i umocnieniem.

Okazjonalnie jestem narzędziem Chrystusa umożliwiającym spotkania w domach innych parafian, którzy ze względu na stan zdrowia nie mogą uczestniczyć w niedzielnej Eucharystii.

Szczególne są to spotkania – widać w nich wielką tęsknotę i radość z możliwości spotkania Chrystusa.

Bardzo ważne dla mnie jest wsparcie mojej żony i dzieci w pełnieniu tej posługi, gdyż niekiedy wymaga to rezygnacji z wspólnie spędzanego czasu. Jednakże wszyscy odczuwamy, że to my czerpiemy wiele łask z mojego posługiwania chorym.

Rozważając i modląc się w intencji wypełniania posługi szafarza, ciągle zastanawiam się na zadaniami wspólnoty parafialnej. Myślę, że jedną z tych ról jest zadbanie o możliwość spotkania Chrystusa Eucharystycznego z tymi naszymi braćmi, którzy sami nie mogą przyjść na Mszę Świętą.

Mariusz