Oaza III stopnia

(157 - kwiecień 2008)

Spotkania

ks. Aleksander Suchocki

Nasze wileńskie pielgrzymowanie drogami Kościoła

Rekolekcje oazowe III stopnia są organizowane w Wilnie przez diecezję łomżyńską od 1996 roku. To wystarczająco długi okres, by zebrać doświadczenia i odpowiedzieć na pytanie co nam daje Wilno w odniesieniu do misterium Kościoła oraz czym oryginalnym, niespotykanym gdzie indziej, jesteśmy ubogaceni przeżywając rekolekcje w tym mieście. Spośród pięciu dróg odkrywania Kościoła, właściwych rekolekcjom III stopnia chcę skoncentrować się na dwu, charakterystycznych co do treści tylko w Wilnie: droga świątyni - znaku i droga żywego Kościoła.

Droga świątyni

Codzienne pielgrzymowanie po Wilnie odkrywa niespotykane bogactwo kościołów. Na wileńskiej starówce, jednej z największych w Europie, spotykamy ponad trzydzieści świątyń katolickich (nie wszystkie jeszcze są czynne po okresie sowieckim), nie licząc prawosławnych i ewangelickich, a także żydowskich synagog, i tak egzotycznych jak karaimska kienesa i tatarski meczet. Każda z tych budowli dostarcza innego rodzaju doznań i wzruszeń, i przekazuje inne, sobie tylko właściwe treści.

     Pierwsze spotkanie: katedra, a w niej podziemia, do których schodzimy, dotykamy coraz głębiej położonych warstw murów. To pozostałości po poprzednich świątyniach. Kto wie, może te ciemne, jakby zwęglone warstwy to ślady pierwszej Jagiełłowej katedry, którą, jeszcze drewnianą, ufundował po swoim chrzcie mąż św. królowej Jadwigi? Kolejne świątynie, już murowane, aż po tę wspaniałą, dzisiejszą, klasycystyczne dzieło Wawrzyńca Gucewicza z końca XVIII wieku, wznosiły się na tym samym miejscu, jakby wyrastając z tego samego korzenia, którym jest wiara.

Innego rodzaju wzruszenie przeżywamy patrząc na wspaniałe barokowe dzieło - kościół świętych apostołów Piotra i Pawła na Antokolu. We wnętrzu czysta biel ścian i sklepienia, z których wyziera około dwa tysiące figur i płaskorzeźb, nie robiąc wrażenia natłoku - to pierwsze doznanie. Bogactwo, w którym nie ma zbytku, przepychu czy pretensjonalnej maniery rodzi pytanie o to kim był fundator tego arcydzieła. Hetman Michał Pac, który kazał pochować się w progu tej świątyni z krótkim napisem objaśniającym „hic jacet peccator” (tu leży grzesznik) tym słowem wiele o sobie powiedział.

Franciszkański kościół Wniebowzięcia NMP (na Piasku), bernardyński św. Franciszka i Bernardyna, potrynitarski św. Zbawiciela (na Antokolu) to z kolei źródło nowych doświadczeń. Każdy z nich, chociaż w różnym stopniu, zniszczony. Dewastacja czy to planowa, czy wynikająca „tylko” z ateistycznej pogardy dla tego co chrześcijańskie odcisnęła swoje piętno. Dziś w tych wnętrzach, „przyozdobionych” pisanymi cyrylicą chuligańskimi napisami, tętni życie, postępują prace restauratorskie, sprawuje się liturgię i gromadzą się na adorację eucharystyczną wierni. Jakże nie usłyszeć wówczas słów „Franciszku, odbuduj mój kościół”?

Sakrament pojednania sprawowany dziesiątego dnia oazy w kościele bernardyńskim nabiera nowej głębi, gdy wśród jeszcze zniszczonego otoczenia pięknieje odnowiona kaplica i ołtarz, a my patrzymy w głąb naszego serca i odnajdujemy je oczyszczone Bożym działaniem.

A ile treści przekazuje Ostra Brama? Nad bramą w murach miejskich, przez którą codziennie wędrują ludzie, jest niewielka kaplica. Jedni przechodząc zatrzymują się, zwracają ku kaplicy, w oknie której z daleka jest widoczny obraz Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia, inni zamyśleni czy zagonieni nie zwracają uwagi na to, że tu właśnie bije serce miasta.

Tu można spotkać wszystkich, zarówno młodzi jak i sterani życiem, proste, wiejskie kobiety i wytworne panie, młody chłopak i poważny biznesmen, wielu trzyma w ręku różaniec, spoglądają w oblicze Matki. Znikają różnice narodowe i wyznaniowe, słychać szept modlitwy po polsku i po litewsku, żegnają się trzema palcami, po prawosławnemu, i dłonią po katolicku. To miejsce niezwykłe, w gwarze miejskiego życia mała oaza kontemplacji i modlitwy. Maryja w obrazie Ostrobramskim tak bliska, jakby schodzi do ludzi, wkracza w ich życie i wskazuje na Tego, którego nosi pod Swym Sercem, aby dać Go wszystkim.

Droga żywego Kościoła

Jeżeli świątynie mówią tak wiele to nie tylko dlatego, że ich architektura i historia do nas przemawiają. One mówią dlatego, że w nich spotykamy ludzi - „żywy Kościół”. I te spotkania są niezwykłe, niepowtarzalne. Z pewnością każdy, kto w innych miejscach przeżywał III stopień, powie podobnie.

Ludzie to nie tylko ci żyjący dziś, ale i ci, którzy w minionych wiekach kształtowali ma tej ziemi życie Kościoła: św. Kazimierz, królewicz z rodu Jagiellonów, św. Jozafat Kuncewicz, z klasztoru bazylianów św. Trójcy, późniejszy biskup i męczennik jedności Kościoła. To także legendarni męczennicy franciszkanie - w XIV wieku jeszcze w przedchrześcijańskiej Litwie oddali życie za Chrystusa, a pamiątką ich męczeństwa są trzy krzyże na górze nad miastem. To ksiądz Piotr Skarga, pierwszy rektor Akademii Wileńskiej, Adam Mickiewicz, z tym miastem związał swoje szczególne uczucia: studia, konspiracja, uwięzienie u bazylianów (przypomina o tym tablica w celi Konrada), Antoni Wiwulski, mistyczny architekt i rzeźbiarz (jego dziełem pomnik Trzech Krzyży wznoszący się nad Wilnem), oddał życie w Samoobronie Wileńskiej w 1919 roku.

Wilno jest szczególne tym, że żyją tu jeszcze ludzie, którzy w nie tak odległych czasach cierpieli za wiarę, jak siostra Nijole Sadunajte. W latach siedemdziesiątych XX stulecia spędziła łącznie 6 lat w ponad 20 łagrach i więzieniach. Jej „winą” było umiłowanie prawdy i przekazywanie światu informacji o prześladowaniach ludzi wierzących w ZSRR. 6 lat za 6 stronnic maszynopisu... . W rozmowie z Nią, z tej prostej kobiety bije taka wielka siła, gdy mówi o swych prześladowcach z serdecznością, bez nienawiści „bracia kagebiści”, a o łagrach opowiada bez lęku jak o wyjeździe na „darmowe wczasy”. Patrząc na jej rozpromienione oczy i słuchając tych słów, zaczynamy rozumieć co jest źródłem jej siły. Miłość do prześladowców i wolność od lęku. Jak nam to przypomina Ojca Założyciela!

     A ileż gościnności i pomocy doznaliśmy od kapłanów: życzliwy i zawsze uśmiechnięty proboszcz katedry, zarówno obecny ks. Ryszard i jego poprzednik Gintaras. Trzeba też wspomnieć z wdzięcznością polskich księży: z diecezji radomskiej ks. Wojciech - proboszcz w Nowej Wilejce, ks. Zdzisław w Małych Solecznikach, franciszkanów: o. Jarosław (potężnej postury) i o. Marek, dominikanów i wielu, wielu innych.

Spotkania z Braćmi z Kongregacji Świętego Jana: pełne radości i humoru z bratem Jerzym „cześć, Jurek jestem, ja z Białegostoku, też z oazy”, z bratem Michaelem - nie wywierał wrażenia dopóki, odpowiadając na pytanie, co robił przed wstąpieniem do Kongregacji, nie wyznał: „na Broadwayu tańczyłem”. Inne spotkanie: naszej moderatorki Oli, która rozmawiając z siostrą Różą, pochodzącą z Alaski siostrą Jezusa Miłosiernego, niespodzianie odkryła, że ta Róża to znana z opowiadań przyjaciółki, zaprzyjaźniona siostra. Trzeba było z Polski i Alaski przyjechać do Wilna by mogły poznać się osoby, znane sobie tylko z opowieści. A przecież są jeszcze polskie siostry dominikanki, z którymi każdorazowe spotkanie przynosi tyle ciepła, eucharystki, pierwsze zgromadzenie, które przed nami w Wilnie otworzyło gościnne progi swego domu. Są ludzie ruchów i wspólnot kościelnych: Neokatechumenatu, Odnowy w Duchu Świętym, fokolarini. Są Polacy z Wileńszczyzny, jakże wspaniali w swej patriotycznej postawie.

To tylko okruchy doświadczeń wydobyte z pamięci tych, już dwunastu, oaz. Pan Bóg poprzez te znaki, zarówno małe jak wielkie, dostępne wszystkim i rozpoznawane tylko przez niektórych ukazuje drogę Kościoła, „pielgrzymu-jącej wspólnoty Ludu Bożego”, objawia Siebie jako Bóg mocny, mocniejszy od totalitaryzmów, nienawiści, wojen. Chwała Mu w dziele Oazy Nowego Życia III stopnia w Wilnie!