Biblia

(132 - wrzesień - październik 2004)

Stary (dobry) Testament

ks. Artur Andrzejewski

czyli jak traktować poważnie Pismo Święte, aby nie zgorszyć się nim

Od dłuższego czasu czytam Stary Testament. Im lepiej go jednak poznaję tym bardziej mieszane uczucia rodzą się w moim sercu. Odkrywam tyle scen okrucieństwa, tyle złorzeczenia, tyle… i to wszystko w imię Najwyższego lub na Jego wyraźne polecenie. Boję się zniszczyć w sobie obraz Boga miłości, «Boga Nowego Testamentu». Zastanawiam się, czy te teksty — święte teksty — mogą być dla mnie słowem życia?”

Księgi pełne problemów
Ilu z nas podpisałoby się pod tymi zastrzeżeniami? To prawda, że lektura tekstów Starego Testamentu może rodzić w sercu czytelnika wiele wątpliwości, a ukształtowany obraz Boga miłości może ulec poważnemu zafałszowaniu. Czy ktoś czytając fragmenty na temat obłożenia klątwą poszczególnych ludzi czy miast (Lb 21,1–3; Pwt 2,33–34; 3,6; 7,1–6 (!); 13,13–18; 20,17–18; Joz 6,17–21; 8,26; 10,28.35–40; Sdz 21,8–11; 1 Sm 15,1–35 itd.) nie będzie czuć się zadziwiony brutalnością Bożych wymagań, zwłaszcza gdy przypomni sobie, co powiedział Jezus: miłujcie waszych nieprzyjaciół (Mt 5,43; Łk 6,27.35)? Czy ktoś modląc się tekstami Biblii nie będzie zgorszony słowami Psalmu 137:
Córo Babilonu, niszczycielko,
szczęśliwy, kto ci odpłaci za zło, jakie nam wyrządziłaś!
Szczęśliwy, kto schwyci i rozbije o skałę twoje dzieci (8–9),
nie mówiąc już o Psalmie 109:
Pobudź przeciwko niemu grzesznika, niech stanie po prawicy jego oskarżyciel! (…)
Niechaj jego synowie będą sierotami, a jego żona niech zostanie wdową!
Niech jego dzieci wciąż się tułają i żebrzą, i niech zostaną wygnane z rumowisk!
Niechaj lichwiarz czyha na całą jego posiadłość, a obcy niech rozdrapią owoc jego pracy!
Niech nikt nie okaże mu życzliwości, niech nikt się nie zlituje nad jego dziećmi!
Niech jego potomstwo ulegnie zatracie; niech w drugim pokoleniu zaginie ich imię!
Niech Pan zapamięta winę jego ojców, niech grzech jego matki nie będzie zgładzony! (w. 6.9–14),
zwłaszcza, jeżeli uświadomi sobie, że Nowy Testament zachęca:
Nie oddawajcie złem za zło ani złorzeczeniem za złorzeczenie! Przeciwnie zaś, błogosławcie! Do tego bowiem jesteście powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo (1 P 3,9).
Jak nie gorszyć się morderstwami, oszustwami, kłamstwami, kazirodztwem, gwałtem, prostytucją sakralną, itp. Dlaczego nie są one wyraźnie potępione tak, jak tego byśmy oczekiwali?

Przypowiastka o zwalonym drzewie
Zanim zaczniemy szukać odpowiedzi na te pytana, warto zwrócić uwagę na inne zagrożenia, które czyhają na nas, gdy natykamy się na bulwersujące nas fragmenty. Uważam, że lekturę Pisma Świętego należy porównać do górskiej drogi, która wiedzie na wspaniały szczyt. Te „gorszące” teksty są jak zwalone drzewa leżące w poprzek tej drogi. Są tacy, którzy ma początku swojego wędrowania napotykając się na przeszkodę zawracają. Mówią bowiem sobie: ta droga jest za trudna. Odkładają Stary Testament na półkę i pozwalają osadzać się na nim coraz grubszej warstwie kurzu. Nauka Kościoła wyraźnie jednak wskazuje, że odrzucanie Starego Testamentu jest błędem1. Stary Testament, cały Stary Testament, jest wręcz niezbędny w rozumieniu Nowego Testamentu. Na Soborze Watykańskim II zostało to ujęte bardzo dobitnie w konstytucji Dei Verbum:
Bóg sprawca natchnienia i autor ksiąg obydwu Testamentów mądrze postanowił, by Nowy Testament był ukryty w Starym, a Stary w nowym znalazł wyjaśnienie. Bo choć Chrystus ustanowił Nowe Przymierze we krwi swojej, wszakże księgi Starego Testamentu, przyjęte w całości do nauki ewangelicznej, w Nowym Testamencie uzyskują i ujawniają swój pełny sens (Mt 5,17; Łk 24,27; Rz 16,25–26; 2 Kor 3,14–16) i nawzajem oświetlają i wyjaśniają Nowy Testament (n. 16).
Całe szczęście więc, że większość nie załamuje się i pragnie iść dalej. Część spośród nich spotykając to zwalone drzewo próbuje po prostu ominąć je z jednej lub drugiej strony. Wydaje się to jak najbardziej naturalne. Schodzą wówczas na pobocze i na ogół nie zdają sobie sprawy jakie są tego niebezpieczne konsekwencje. Po jednej stronie pod opadłymi liśćmi znajduje się maziste błoto, na którym przejechało się już wielu. Po tej stronie idą ci, którzy broniąc świętości Boga uważają, że poszczególne fragmenty Starego Testamentu nie są wcale święte, nie pochodzą od Boga, lecz stanowią jedynie dzieło ludzi, którzy z różnych powodów chcieli Bogu coś przypisać, ewentualnie Bożym nakazem usprawiedliwić swoje postępowanie. Niosąc ze sobą olbrzymi plecak swojego racjonalnego myślenia nietrudno o upadek.
Są inni, którzy nie zamierzają schodzić na to niebezpieczne bezdroże. Próbują ominąć zwalone drzewo od drugiej strony. Tam jednak las jest bardzo gęsty. Odstępy między drzewami prowadzą wędrowców w taki sposób, że choć ciągle idą nie zmierzają do celu. Idą, aby iść. Tych wędrowców można przyrównać do ludzi, którzy wytrwale czytają Pismo Święte, gdyż wierzą w jego świętość. Nie radzą sobie jednak z jego przesłaniem. Zatrzymują się na warstwie poznawczej: kto?, co?, kiedy?, gdzie?, dlaczego?, po co?, jak?, ale nie potrafią przełożyć tego co się stało na swoje życie. Słowo jest święte, ale dla nich „martwe”, a przynajmniej miejscami obumarłe. Trudno jest im więc na tej drodze osiągnąć wyznaczony cel. Dochodzą do połowy drogi. To do nich w pierwszym rzędzie zwraca się św. Jakub:
Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był. Kto zaś pilnie rozważa doskonałe Prawo, Prawo wolności, i wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła; wypełniając je, otrzyma błogosławieństwo (1,22–25).
Tu jednak nasuwa się w sposób oczywisty pytanie: czy można czytając o klątwach i złorzeczeniach wprowadzać słowo w czyn? To znaczy, czy istnieje możliwość poradzenia sobie z trudnościami na jakie napotykamy przy lekturze Starego Testamentu, nie negując z jednej strony świętości Bożego Słowa, ani też z drugiej strony nie traktując go w taki sposób, że przestaje dotykać moich bieżących problemów? Zamiast długich wywodów oddajmy głos temu, który podpisuje się pod największą ilością świętych ksiąg:
Ty trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci powierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie. Wszelkie Pismo od Boga natchnione jest i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości — aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu (2 Tm 3,14–17)
Św. Paweł trafia w samo sedno naszych rozważań. Bóg włożył nam w ręce wszelkie Pismo i każdy z nas powinien je wykorzystać dla swojego dobra. Dotyczy to także tych gorszących fragmentów, bo przecież mieszczą się one w kategorii wszelkie Pismo. Mądrością jest nie sama znajomość świętych Pism. Ta znajomość umożliwia dopiero zdobycie mądrości — tej mądrości co wiedzie ku najpiękniejszemu z celów — ku zbawieniu.
Nie chodzi więc o to, aby mechanicznie przenosić starotestamentalne wzorce zachowań i sposób myślenia w naszą rzeczywistość. Wszyscy wspomniani powyżej wędrowcy traktowali leżące drzewo jako zawalidrogę. W sercu myśleli sobie, że lepiej, aby tego problemu tam nie było, aby droga była gładka i ubita. Ale cóż to za przygoda chodzić po wyasfaltowanych górach?! Jakże uboga była Biblia, gdyby na jej kartach można znaleźć tylko proste nakazy i zakazy typu: to rób, a tego unikaj. Kiedy więc przychodzi nam stanąć przed biblijną trudnością, niech obudzi się w nas instynkt wędrowca, który gdy dojdzie do zwalonego drzewa przyjrzy mu się uważnie i zmagając się z zagradzającymi drogę gałęziami znajdzie przejście. Ten, tylko komu udało się pokonać przeszkodę, wie ile to sprawia radości i jak potrafi uskrzydlić do dalszej drogi.
Biblia ma nas nauczyć mądrości. Dobry nauczyciel nie unika trudnych problemów, lecz pomaga swoim uczniom w ich przezwyciężaniu i wskazuje sposoby jak to uczynić. Bóg bez wątpienia jest najlepszym pedagogiem i daje nam cały szereg możliwości poradzenia sobie z tą, czy tamtą trudnością jaka powstaje przy lekturze Biblii.

Sposób 1: Interpretacja alegoryczna
Ta interpretacja Pisma Świętego polega na odsłonięciu ukrytego znaczenia tekstu i to w taki sposób, aby dostosować jego przesłanie do odmiennych warunków życiowych czytelników. W przeciwieństwie do symbolu, alegoria wykorzystuje obraz do przekazania pewnych idei. Musimy zdać sobie sprawę, że semici „myślą obrazami” i to właśnie obraz odmalowany słowem wydaje się najbardziej podstawowym środkiem wyrazu, z jakim spotykamy się przy lekturze Biblii. Każdy obraz pozwala natomiast dopatrywać się jednego lub wielu sensów.
W świecie żydowskim interpretacja alegoryczna znana od II w. przed Chr. Jej rozkwit związany jest z interpretacją Księgi Pieśni nad Pieśniami. Gdybyśmy chcieli zatrzymać się na dosłownym traktowaniu słów tej księgi, nie znajdziemy tam nic poza poetyckim zachwytem nad miłością mężczyzny i kobiety. To właśnie alegoria każe widzieć w Pieśni nad Pieśniami cudowność miłości Boga do swojego ludu. Barwny język obrazów pozwala na nieustającą aktualizację. Nowe sytuacje całego narodu czy pojedynczego człowieka mogą być śmiało zidentyfikowane z sytuacją kobiety, która nie chce wpuścić do siebie ukochanego, która go szuka lub też w końcu jest szczęśliwa z jego bliskości.
Nie wszyscy zdają sobie sprawę, ale często tą metodą posługiwał się święty Paweł. W liście do Galatów (4,24) pisze: wydarzenia te mają jeszcze sens alegoryczny. Dla Pawła przykład z życia Hagar i Sary pozwala odkryć zasady związane z działaniem Boga. Wydarzenia dotyczące obu kobiet stanowią punkt wyjścia do lepszego zrozumienia bieżących problemów.
Metoda alegorycznego traktowania Pisma Świętego została rozwinięta przez Ojców Kościoła, zwłaszcza związanych ze szkołą aleksandryjską (Klemens, Orygenes). Dzięki tej metodzie mogli oni rozumieć lepiej posłanie Jezusa Chrystusa, znajdować potwierdzenie na ponadczasowość Jego nauki oraz odnajdywać to wszystko co służyło umocnieniu wiary współczesnych im chrześcijan.
Jeżeli uświadomimy sobie prawdę, że to my jesteśmy Nowym Izraelem (nie według ciała, ale według ducha) utworzonemu dzięki Nowemu Przymierzu (zawartemu nie na Górze Synaj, lecz w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa) i to nam Bóg obiecuje nowy Kanaan (nie ziemski, ale niebieski), mamy prawo oczekiwać, że nasze pielgrzymowanie, bitwy, trudy, zagrożenia będą miały nowe znamiona. Egipcjanie, Madianici, Filisytni, Jebuzyci itd., jak również wszyscy nasi wrogowie, czy też moi wrogowie (tak często spotykani w Psalmach) wymagają „uwspółcześnienia”. Kiedy więc czytamy starotestamentalne fragmenty i my możemy odnaleźć w nich samych siebie, z tym że … obecnie:
nie toczymy walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich (Ef 6,12).
Mamy innego wroga, z którym trzeba nam się zmierzyć. Dlatego Paweł zachęca chrześcijan:
weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc do walki… (Ef 6,13–14a)
Wojny, klątwy i złorzeczenia były częścią codzienności Starego Izraela, który musiał bronić się przed wrogami z zewnątrz, którzy chcieli odebrać im co dla nich najcenniejsze — kraj, wolność, dobra materialne — lub też przed wrogami wewnątrz, którzy sprzeniewierzając się Bożym przykazaniom narażali cały naród na nieszczęścia. Nasza obrona tego co cenne dla nas musi być równie konkretna. Stosując interpretację alegoryczną fragmenty biblijne mogą być więc dla nas nie tyle zgorszeniem, które odbiera nam siłę, lecz zachętą do pokonywania różnych trudów, która napełnia nas entuzjazmem.
Bóg wybrał nas, abyśmy poznawali Go w konkretnym słowie, tak jak wybrał Izraelitów, aby spotykali Go w konkretnych wydarzeniach swojej historii. W tym Słowie Bóg chce nas wychować aż dojdziemy do miary wielkości według Pełni Chrystusa (Ef 4,13), tak jak w opisanych w Biblii epizodach wychowywał Izraelitów do posłuszeństwa swej woli. Umiejętność zrozumienia tej Bożej pedagogii stanowi klucz do zrozumienia innych trudnych fragmentów Starego Testamentu. Ale o tym już następnym razem.