Słowo Boże

(155 - styczeń 2008)

Światło życia

Julia Gusiew

Chociaż dla nas podstawową metodą kontaktu ze Słowem Bożym ma być osobiste i wspólnotowe Jego studium, nie możemy wykluczyć też innych dróg i sposobów. Mamy być czujni na to, jak Bóg chce do nas docierać ze swoim słowem

Słowo Boże stanie się dla mnie światłem życia, jeżeli będę podejmował stały wysiłek zachowania go, pójścia za nim i czynienia go słowem życia; dlatego chcę karmić się nim jak najczęściej, szczególnie przez osobiste i wspólne z braćmi studiowanie Pisma świętego.

Oto treść piątego drogowskazu. Znamy go. Czytamy go. Powtarzamy. Może niejeden z nas zna go na pamięć. Kontakt ze Słowem Bożym jest sprawą podstawową, jest wręcz koniecznością dla rozwoju naszego życia duchowego. Dlatego wymaganie czytania Pisma Świętego po prostu przyjmujemy do wiadomości i staramy się je wypełniać. Drogowskaz o Słowie Bożym nawet wydaje się względnie prosty. Po czterech pierwszych, które mówią o rzeczywistościach trudnych do ogarnięcia zmysłami, zostajemy postawieni wobec konkretu: Księga Pisma Świętego. Księga, którą można wziąć do ręki, otworzyć, przeczytać. Praktyka Namiotu Spotkania - ponieważ jest to praktyka - też da się wyraźnie sprecyzować: Namiot Spotkania albo się odbył, albo nie. Czytanie Słowa Bożego albo miało miejsce, albo nie. I czasem wydaje się, że w ten sposób można weryfikować realizację wymagań piątego drogowskazu w życiu członków Ruchu Światło-Życie. Proponuję krótką medytację treści drogowskazu, rozważenie krok po kroku każdego jego słowa, po to aby przekonać się, czy takie myślenie nie jest pułapką.

Zacznijmy od początku. Słowo Boże nazwane jest światłem. Dla nas, członków Ruchu Światło-Życie to oczywiste. Światło rozjaśnia mroki grzechu, mroki niewiedzy. Rozświetla to, co jest ciemnością. Dociera do każdego miejsca, oświetla wszystkie zakamarki. Nie pozostawia nic ciemnego. Jest wszechobecne: ma moc pokonać ciemności całkowicie i w pełni.

Słowo Boże staje się światłem życia. Czyli nie świeci gdzieś tam, w oddali nie mając na nas wpływu. Przenikając życie wchodzi w bardzo bliski kontakt z człowiekiem. Nawiązuje osobistą relację. Oświetla drogę, pozwala dokonywać słusznych wyborów. Jego blask nie jest bezosobowy i bezduszny, tylko skierowany właśnie na mnie, konkretną, jedyną, niepowtarzalną osobę. Mogę liczyć na Jego blask, mogę mu zaufać i pozwolić się prowadzić.

Myślę, że warto zauważyć też drobne słowo, które niesie za sobą dużo treści. Słowo Boże stanie się dla mnie tym wszystkim. Stanie się. To się dokona, ale nie automatycznie. Zauważmy ten szczegół. To, że Słowo Boże jest światłem życia, nie jest ogólnie obowiązującą zasadą. Ono dopiero stanie się nim, jeżeli podejmiemy pewien wysiłek. Co więcej, stały wysiłek. Stały, czyli regularny, codzienny a do tego wyrwały. To bardzo wysoko postawiona poprzeczka. Tylko Bóg jest niezmienny, z natury swej stały. A my wciąż podlegamy różnym zachwianiom i zawirowaniom. Dlatego stałość przychodzi nam z trudem i już samo to, że w czymś mamy być stali, jest dla nas nie lada wyzwaniem.

Zatrzymajmy się nad tym, czego ów stały wysiłek ma dotyczyć. To po pierwsze zachowanie Słowa Bożego. Tu od razu przychodzi mi na myśl postawa Maryi, która zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu (Łk.2,19). Ona całym swym życiem daje przykład zachowywania Słowa Bożego. Dla mnie w Jej postawie najważniejsze jest milczenie. Ono pozwala najpierw dobrze usłyszeć Słowo. Potem je zapamiętać. Milczenie pozwala nie zakrzyczeć Słowa. Zachowywać coś to jak gromadzić pamiątki. Zostawiamy sobie czasem jakieś drobiazgi, przedmioty, które mają nam przypominać ważne dla nas wydarzenia. Przechowujemy te rzeczy latami, pielęgnujemy... Tak ma być ze słowem Bożym. Przyjmujemy je i zachowujemy w sobie, a nie wpuszczamy jednym uchem, a wypuszczamy drugim. Słowo w nas ma trwać, ma być obecne. Tylko wtedy może Ono zakiełkować, wzrastać i wydawać owoce.

     Drugim wymaganiem jest pójście za nim. I w przeciwieństwie do pierwszego, które ma charakter statyczny, to jest bardzo dynamiczne. Ma w sobie element pewnego zrywu. Syn marnotrawny w momencie podjęcia decyzji o powrocie do Ojca mówi wstanę i pójdę (Łk 15,18). Sam Jezus przed męką po modlitwie w Ogrodzie Oliwnym mobilizuje uczniów do ruszenia za Nim Wstańcie, chodźmy (Mk 14,42). Zatem pójście za Słowem wymaga najpierw powstania. Zmiany pozycji. Wręcz poderwania się. Przejścia ze stanu wygody do stanu gotowości, czujności i aktywności.

Pójście za kimś oznacza podążenie w jego kierunku. Pójście za Słowem Bożym, oznacza podążenie za Nim. Uczynienie go Słowem Życia. Tu nasuwa mi się proste porównanie. Podróżnik. Człowiek, który wyrusza w podróż, przyjmuje w życiu nową rolę, która w pewien sposób go określa, definiuje. Aby być prawdziwym podróżnikiem, trzeba przygotować się do podróży, znaleźć jej cel, pozostawić swoje dotychczasowe sprawy i wyruszyć na szlak. Podobnie dzieje się z człowiekiem, który swoje życie, całą swoją tożsamość postanowił poddać Słowu.

Dlatego chcę karmić się nim... Karmić się, to przyjmować pokarm po to, aby stał się on częścią mojego ciała, by mogło wzrastać, by następował rozwój, wreszcie, by dostarczyć ciału energii niezbędnej do życia. Czasem martwimy się o nasz rozwój duchowy widząc, że wzrost jest zbyt powolny, że sił czasem brakuje... Gdy to dzieje się z ciałem, od razu wiemy jak zaspokoić niedobory. Dlaczego z zaspokojeniem głodu duchowego idzie nam tak ciężko?

Karmić się nim jak najczęściej. Ile posiłków dziennie przyjmujemy? Trzy? Pięć? Ile razy dziennie mamy kontakt ze Słowem Bożym? Raz? Dwa? Trzy? Drogowskaz nie określa tej ilości. Ale jeżeli ktoś modli się brewiarzem to nawet i pięć razy. I wcale nie wydaje się to dziwne. A przecież Liturgia Godzin nie jest jedyną modlitwą w ciągu dnia...

Pochylmy się jeszcze nad tym, na jakie formy kontaktu ze Słowem wskazuje nam treść drogowskazu. Pierwsza z nich, to osobiste studiowanie Pisma świętego. W praktyce najczęściej jest to właśnie Namiot Spotkania. Choć może to być jakaś inna forma modlitwy. A druga to wspólne z braćmi studiowanie Pisma świętego. Czy to w ramach cotygodniowych spotkań w małej grupie, czy w osobistym dzieleniu się z kimś bliskim. I oczywiście, a może przede wszystkim w ramach liturgii Kościoła. Podczas Eucharystii, w trakcie liturgii Słowa, w Liturgii Godzin i wreszcie w celebracjach Słowa Bożego.

I na koniec jeszcze jeden drobiazg. Słowo szczególnie. Postawione przed osobistym i wspólnym z braćmi studiowaniem Pisma świętego, kładzie właśnie na nie nacisk. Ale jednocześnie otwiera drogę dla innych możliwości. Bo chociaż dla nas podstawową metodą kontaktu ze Słowem Bożym ma być osobiste i wspólnotowe Jego studium, nie możemy wykluczyć też innych dróg i sposobów. Mamy być czujni na to, jak Bóg chce do nas docierać ze swoim słowem. Świadectwem takiego Bożego działania jest moment nawrócenia Ojca Franciszka Blachnickiego - doświadczył on Bożego światła podczas jakiejś świeckiej lektury, w której zacytowany był tekst ośmiu błogosławieństw. I to właśnie jest istotą! Osobiste spotkanie z Osobą Słowa. Z Żywym Bogiem, który daje mi Siebie. Z Tym, który Jest Słowem i przez Słowo pragnie docierać do mnie, pragnie wylewać swoją łaskę i przemieniać moje życie.

Oto moja propozycja rozważenia treści piątego drogowskazu. Nie jest ona wyczerpująca. Kroki ku Dojrzałości Chrześcijańskiej zawierają dużo więcej treści niż da się pomieścić w jednym artykule. Nawet więcej niż da się pomieścić w życiu jednego człowieka. Bo w każdym z nas Duch Święty działa inaczej i dokonuje wielkich i wspaniałych dzieł. Dlatego zachęcam do osobistej medytacji treści tego drogowskazu. Tak, by odkryć do czego on wzywa mnie osobiście, czego oczekuje ode mnie...