Miłosierdzie

(192 - kwiecień 2013)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Świętość łoża małżeńskiego

Mieczysław Guzewicz

Razem czy osobno?

Używanie w odniesieniu do sakramentalnego związku małżeńskiego określenia „świętość łoża”, nie jest nadużyciem, ani sztucznym tworzeniem problemu. W jednym z najważniejszych tekstów biblijnych, odnoszących się do małżeństwa, czytamy: „We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg” (Hbr 13,4).

Natchnione Słowo Boże na temat małżeństwa i rodziny mówi nam wszystko, a przedstawiony wyżej fragment jest syntezą, streszczeniem i podsumowaniem całej nauki na temat małżeństwa i rodziny, zawartym w tekstach natchnionych. Ilekroć chcemy powiedzieć coś istotnego o małżeństwie nie możemy tego fragmentu pominąć. I właśnie tu znajdujemy słowa dotyczące łoża. Aspekt ten w naszym cytacie poruszony jest dwukrotnie. Jeśli w pierwszej części zdania jego autor pisze: „We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem”, to tu także jest mowa o łożu. Małżeństwo ma być święte, doskonałe, godne najwyższej czci we wszystkich jego aspektach, na każdej płaszczyźnie. „Pod każdym względem”, to pod każdym, niczego nie wyłączając. Jest więc tu także płaszczyzna intymności, bliskości cielesnej, seksualności. I nagle w drugiej części tej krótkiej wypowiedzi „…i łoże nieskalane”. Jest to wielce zastanawiające i intrygujące. Dlaczego na temat łoża natchniony autor pisze dwa razy? Cokolwiek próbować by mówić, spekulować, domniemywać, jedno jest pewne: jest to płaszczyzna bardzo, bardzo ważna i mówiąc o świętości małżeństwa, jego doskonałości i takim poziomie, aby było „we czci”, nie można pominąć, zlekceważyć łoża. Jeszcze inaczej: nie jest możliwe osiągnięcie doskonałości w relacjach między żoną i mężem bez dążenia do idealnego poziomu w zakresie relacji intymnych.

Na ten temat można usłyszeć i przeczytać bardzo wiele. W naszej Ojczyźnie mamy wielu kompetentnych specjalistów, mamy też bardzo bogate, kilkudziesięcioletnie tradycje dobrego, profesjonalnego zajmowania się tą dziedziną. W czasie nauk dla małżonków, wychodząc od przywoływanego fragmentu, zadaję często pytanie: w jaki sposób dopuszczamy się kalania łoża, niszczenia jego świętości, zanieczyszczania? Nikt nie ma wątpliwości, że wprowadzenie antykoncepcji w zakres relacji intymnych jest „najskuteczniejszym” sposobem kalania tej płaszczyzny życia dwojga. Ale niewielu z nas zwraca uwagę na kilka jeszcze innych sposobów degradowania, naruszania piękna sypialni. Trzeba tu wskazać dwa inne: częsta sytuacja chodzenia spać o różnych godzinach i nie spanie razem. Zgódźmy się, że często lekceważymy to, jakoś nie przywiązujemy szczególnej wagi do tych „technicznych”, ale podstawowych, elementarnych sposobów utrzymywania wysokiego poziomu piękna łoża?

Moje podpowiedzi z tego zakresu wynikają z jednej strony z próby przenikania istoty małżeństwa, a z drugiej z doświadczenia. Jeżeli w wielu miejscach w odniesieniu do małżeństwa w Słowie Bożym czytamy „jedno ciało”, to dlaczego wieczorem, kiedy powinniśmy udać się na spoczynek i zasypiać przytuleni do siebie, rozdzielamy się, osłabiamy jedność w znaku, w elemencie widocznym, konkretnie odczuwanym? Wiem, że czynimy tak również w wielu innych sytuacjach w ciągu dnia, tygodnia, na przykład nie spożywając razem posiłków, nie rozmawiając ze sobą, nie chodząc na spacery, nie modląc się razem, nie chodząc razem na mszę i nie robiąc jeszcze mnóstwa innych rzeczy, nie podejmując innych działań mających na celu wzmacnianie naszej zadeklarowanej i zadanej jedności. Ale ten moment, kiedy już po całym dniu zajęć mamy możliwość naszą duchową jedność potwierdzić i wzmacniać jednością fizyczną, jest szczególnie ważny. Bardzo mocno przemawia do mnie przykład z „Księgi Tobiasza”. Jej bohater, Tobiasz junior, wspierany w swoich działaniach przez Archanioła Rafaela, dochodzi do momentu, kiedy z ukochaną Sarą ma dokonać skonsumowania, potwierdzania swojego związku małżeńskiego. Zanim się to stanie Tobiasz najpierw sam dokonuje obrzędu egzorcyzmowania miejsca. Następnie zaprasza współmałżonkę do wspólnej modlitwy. Dopiero po tych niebagatelnych działaniach wskakują do łóżeczka i w pełni stają się małżeństwem. Zachęcam mężów do częstego „oczyszczania” sypialni i innych pomieszczeń w domu przez spryskanie ich wodą święconą, rozsypanie soli egzorcyzmowanej, zadbanie o obecność poświęconych przedmiotów, odmawianie modlitwy do świętego Michała Archanioła. Podkreślam tu mocno, że jest to zadanie mężczyzn, ponieważ takie działania to pojedynek z szatanem, walka, a od walki z wrogiem, chcącym zniszczyć świętość naszych domów jest zobowiązany ten, który nosi spodnie. Tu chciałbym mocno podkreślić, że „wprowadzanie” złego ducha do sypialni bardzo konkretnie dokonuje się poprzez otwartość na antykoncepcję, dlatego to właśnie mężczyzna w małżeństwie powinien być tym, który jednoznacznie i skutecznie doprowadzi do wyeliminowania z relacji intymnych takiego sposobu na bycie we dwoje. Ale zaraz dalej mamy: „Tobiasz podniósł się z łóżka i powiedział do niej: Wstań, siostro, módlmy się i błagajmy Pana naszego, aby okazał nam miłosierdzie i ocalił nas. Wstała i ona i zaczęli się modlić i błagać, aby dostąpić ocalenia” (Tb 8, 4-5).Tak, panowie, to my mamy pilnować realizacji modlitwy małżeńskiej! Kiedy rozmawia się z małżonkami o spełnianiu tej bardzo ważnej praktyki „jednego ciała”, jakim jesteśmy i uczciwie wskazywane są różne trudności, ujawnia się, że najczęstszą przyczyną nie modlenia się razem, jest fakt nie spania razem, nie chodzenia spać o jednej godzinie. Techniczne przeszkody utrudniające nam realizację działań prowadzących do świętości związku!

Spanie razem związane jest również nierozerwalnie z Pawłowym nakazem powinności małżeńskiej i ostrzeżeniem przed unikaniem siebie nawzajem: „Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby - wskutek niewstrzemięźliwości waszej - nie kusił was szatan. To, co mówię, pochodzi z wyrozumiałości, a nie z nakazu” (1 Kor 7, 3-6). Powinność, nie unikanie jedno drugiego, trochę to obco brzmi, ale myślę, że jeszcze kilka pokoleń wcześniej nikt się nie dziwił takim wyrażeniom, gdyż one odwołują się do istoty małżeństwa. Bóg stwarzając małżeństwo (por. Rdz 1, 27) od razu nakreśla przed małżonkami główne zadanie, które muszą we dwoje podjąć: „«Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi»”( Rdz 1, 28). Skuteczność wszelkich działań człowieka w kierunku pozytywnych przemian, warunkowana jest otwartością na potomstwo, dlatego święty z Tarsu kieruje takie podpowiedzi do małżonków. Oczywiście spanie razem, nie unikanie jedno drugiego nie ma tylko na celu doprowadzenie do kolejnych poczęć, kreowanie nowego życia. Jest jednak ważnym sposobem potwierdzania przez małżonków Bogu i sobie gotowości na podjęcie tego wyzwania, elementu powołania małżeństwa, posłuszeństwa wobec Stwórcy.

Innym ważnym celem spania razem jest dawanie sobie możliwości bycia ze sobą. Jak dziecko potrzebuje naszej bliskości i jest to jego naturalna potrzeba, podobnie jest także w przypadku osób dorosłych. Wielokrotnie w ciągu dnia małżonkowie nie maja za dużo czasu dla siebie, nie mają możliwości porozmawiania, przytulania się, odczucia bliskości fizycznej i uczuciowej. Bardzo ważnym sposobem wpływania na rozwój dziecka jest poświęcanie mu wymiernej ilości czasu. Prowadzi się nawet badania, potwierdzające smutną prawdę, że rodzice znikomą ilość czasu poświęcają pociechom. Natomiast niewiele się mówi o jeszcze ważniejszym problemie, jakim jest nie poświęcanie sobie czasu przez małżonków. Prowadzi to do poważnych zakłóceń w rozwoju małżeństwa, a w konsekwencji do zniszczenia rodziny. Być może jedynym momentem, umożliwiającym danie sobie tego „pokarmu” jest wieczór spędzony razem w sypialni. Elementem znacznie to utrudniającym jest także telewizja. Na pewno warto zrezygnować z wieczornych programów i filmów na rzecz wspólnego przebywania w swoim małżeńskim pokoju, dając sobie możliwość porozmawiania o doświadczeniach minionego dnia, o problemach dzieci, pomodlenia się razem, poczytania. I wówczas realizuje się wspólne położenie się do łóżka razem we dwoje. Chodzi właśnie o odczucie tej fizycznej bliskości, o przytulenie się, które często może działać jak najskuteczniejszy balsam po nerwowym i stresującym dniu.

Owa bezpośrednia bliskość jest też ważnym sposobem odczucia posiadania kogoś, na kim można się oprzeć, komu można oddać się pod opiekę, dzięki czemu moje problemy nie są już tylko moje i łatwiej je dźwigać. Często w ciągu dnia różne problemy zawodowe poważnie osłabiają nasz potencjał emocjonalny, naszą psychikę. Nie uświadamiamy sobie jak ważnym antidotum i sposobem wzmocnienia jest fizyczna bliskość współmałżonka. Nie mówię o współżyciu, lecz o przytuleniu się, o spokojnym zasypianiu w objęciach żony, męża, z odczuciem, że jest nas dwoje, dzięki czemu jest lżej.

Konieczne jest więc świadomie ułożenie sobie rozkładu zajęć wieczornych, aby o konkretnej określonej porze, pewną część czasu wieczornego spędzać już tylko ze sobą. Nierzadką przeszkodą jest oglądanie telewizji lub korzystanie z komputera przez jednego ze współmałżonków. Jest to często straszne niszczenie małżeństwa, które przegrywa z obrazem, często wyniszczającym z powodu konkretnych destrukcyjnych treści. Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że małżeństwo jest ważniejsze nawet od najciekawszego filmu i programu. Ono jest najważniejsze. Nie znaczy to, że czasami nie można spędzić trochę czasu, wspólnie lub pojedynczo, przed telewizorem, ale po dogadaniu się, ustaleniu takiego wyboru. Powinna być to jednak sytuacja rzadka.

 

Chyba dużym problemem związanym z tym zagadnieniem jest nie rozmawianie małżonków o tych sprawach, lecz narzucanie takiego sposobu postępowania, jaki odpowiada jednej stronie, nie licząc się ze zdaniem drugiej. Często przy okazji spotkań małżeńskich małżonkowie po wielu latach, przy obcych ludziach, pobudzeni do refleksji, otwierają się i czynią sobie wyrzuty z powodu zaniedbywania tego aspektu życia małżeńskiego. Na jednym z takich spotkań żona z wielkim bólem, ze łzami w oczach, powiedziała jak jest jej strasznie przykro, że od wielu lat mąż do późnych godzin nocnych siedzi w innym pokoju przy komputerze, a ona musi w łóżku sama zasypiać nie mając się do kogo przytulić, nie mogąc wieczorem chwilę z mężem porozmawiać. On wykonywał konkretne obowiązki zawodowe i uważał, że jest usprawiedliwiony, a ona nie miała odwagi powiedzieć, że nie są dla niej aż tak ważne zarobione pieniądze, że jako kobieta potrzebuje fizycznej bliskości męża, przytulenia, objęcia ramionami.