Spotkanie pokoleń

(181 - wrzesień - październik 2011)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Synowie Boga

Karol Madaj

Rdz 6,1-4

Uczeni w Piśmie, najpierw żydowscy, a potem także i chrześcijańscy, długo zastanawiali się, kim byli owi tajemniczy „synowie Boga”, którzy żenili się z „córkami człowieczymi” (w. 2 i 4). Przez tysiąclecia udało im się wypracować trzy główne interpretacje cytowanej przez autora natchnionego ludowej legendy.

Według jednej „synowie Boga” to  nieziemskie istoty w rodzaju aniołów, czy może lepiej: aniołów upadłych. „Córki człowiecze” należy interpretować jako mieszkańców ziemi, którzy – mimo iż byli tylko stworzeniem – pełni pychy chcieli przywłaszczyć sobie cechy Boskie w niewłaściwy sposób, bo bez pośrednictwa Stwórcy (por. 11, 1-9).

Druga interpretacja, widzi w „synach Bożych” spadkobierców bogobojnego Seta. Są oni przeciwieństwem „córek ludzkich”, czyli potomków bezbożnego Kaina. Mieszane związki między wybraną linią Seta a przeklętym rodem Kaina świadczyły o zepsuciu moralnym całej ludzkości. 

Według trzeciej interpretacji nazwa „synowie Boga” oznacza ludzi z rodu królewskiego, gdyż w starożytności często nazywano władców „synami Boga” (por. proroctwo Natana o Dawidzie 2 Sm 7,14). Przeciwieństwem królów i ich potomków są „córki ludu”, czyli zwyczajne kobiety nienależące do arystokracji. Według zwolenników tej interpretacji w historii o „synach Bożych” pobrzmiewa echo grzechu króla Dawida z Batszebą (2 Sm 11).  

Współcześni komentatorzy zaznaczają jednak, że omawiany fragment nie sugeruje jakoby ze strony „synów Bożych” dochodziło do jakichkolwiek form przemocy. Użyte w Torze wyrażenia moglibyśmy odnieść do małżeństw zawartych całkiem „po Bożemu” W związku z tym odpowiedzialność za zawieranie małżeństw spoczywała nie tylko na „synach Bożych”, ale także na pięknych kobietach oraz ich ojcach, gdyż w starożytnych kulturach to oni musieli wyrażać zgodę na związek. Co więc nie podobało się w Bogu w tych małżeństwach? Przede wszystkim to, że były to związki „mieszane”.

Jeżeli przyjmiemy, że krzyżowali się tu ludzie z aniołami, oczywisty wydaje się być fakt, że takie małżeństwa były przeciwne woli Stwórcy. W jego zamyśle wszystko co żyje w rozmnażało się „według swojego rodzaju” (1, 21-25). Co więcej, mogłaby to być próba sięgnięcia przez ludzi po nieśmiertelność, co z kolei dobrze tłumaczyłoby reakcję Boga (w. 3). Według drugiej interpretacji „mieszali się” wzywający imienia Pana (4,26) z niewierzącymi. Także i w późniejszych czasach autorzy natchnieni przestrzegali Izraelitów przed zawieraniem małżeństw między wyznawcami prawdziwej religii, a czcicielami bożków. Według trzeciej interpretacji zła mogła być motywacja i pełne pychy działanie wbrew swojemu miejscu w Bożym planie.

Tora uczy nas tu istotnych rzeczy dotyczących wyboru współmałżonka. Czy my jako „dzieci Boże”, wybierając osobę, razem z którą mamy być zbawieni (bądź też: towarzysząc naszym dzieciom w podejmowaniu życiowych decyzji), kierujemy się Bożą wolą? A może raczej interesujemy się takimi cechami, jak uroda czy wzrost? A może prestiżem, pieniędzmi lub wysoką pozycją społeczną, która pozwoli po ślubie trafić do wyższej sfery? Zadajmy sobie jednak pytanie czy z takiego związku nie urodzą się „giganci”?

Zdaniem żydowskich komentatorów nieprzypadkowo hebrajskie nefilim („giganci”) pochodzi od rdzenia nafal czyli „upadać”. Według ziemskich kryteriów giganci byli wielcy i sławni, a swoimi warunkami fizycznymi wzbudzali u innych przerażenie (Lb 13,33). Byli przekonani o własnej sile i aroganccy jak Goliat, ale przez swoją pychę upadali duchowo, a także innych przywodzili do upadku. Zdaniem św. Augustyna, w Bożym planie świadczyli oni o tym, że wielkość ciała jest podobnie znikoma jak jego piękno, a prawdziwą wartością, o którą należy zabiegać, jest pobożność (Prz 31, 30). 

Bóg wyznaczył ludziom 120 lat (w. 3). Jedni komentatorzy widzą w tych 120 latach limit wieku człowieka na ziemi, inni czas dany ludzkości na pokutę. Dydym Ślepy z matematycznych właściwości liczby „120”, która po dodaniu swoich dzielników tworzy liczbę dokładnie dwa razy większą, wysnuwał wniosek, że „120” jest symbolem prawdziwego życia zgodnego z nauczaniem Jezusa. Zdaniem nauczyciela z Aleksandrii, życie chrześcijanina musi być „podwójne”, czyli złożone z ewangelicznych myśli i zgodnych z nimi czynów.