Finanse - nasze, Kościoła, Ruchu

(142 - luty - marzec 2006)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Szara strefa moralności

Ksawery Knotz OFMCap

Wiele małżeństw współżyjących seksualnie zgodnie z naturalnym cyklem kobiety ma doświadczenie, że taki styl życia sprzyja umacnianiu ich wzajemnej więzi. Dla nich opcja stosowania antykoncepcji jest tak odległa, że nie biorą jej w ogóle pod uwagę bez względu na długość przerw we współżyciu seksualnym. Na przeciwległym biegunie znajdują się małżeństwa, które nie akceptują jakichkolwiek ograniczeń w ekspresji swojej seksualności. Używają one regularnie nowoczesnych środków antykoncepcyjnych. Te pary nie przejmują się nauczaniem Kościoła, nie próbują nawet zrozumieć jego stanowiska. Ludzkie wybory wymykają się jednak prostym, czarno–

–białym schematom. Między tymi dwoma opcjami istnieje jeszcze szary środek zapełniony małżeństwami, które chcą być wierne nauczaniu Kościoła, ale nie umieją sprostać jego wymaganiom. Szczególnie wtedy, gdy w ich życiu pojawią się sytuacje trudne i wyjątkowe, zakłócające regularność współżycia, gdy naturalne planowanie rodziny (NPR) jest utrudnione lub wydaje się niemożliwe. Długi okres bez współżycia jawi się im jako czas wielkiego cierpienia. Próbie tej nie zawsze umieją sprostać.

Sytuacje trudne

W życiu małżeństwa, bez względu na wyznawany światopogląd, zdarzają się sytuacje wymagające dłuższego powstrzymania się od współżycia seksualnego, np. rekonwalescencja po przebytej operacji lub gdy ciąża jest zagrożona, itp. Małżonkowie mają wtedy świadomość, że miłość wymaga od nich poświęcenia własnego dobra ze względu na dobro współmałżonka lub dobro nienarodzonego jeszcze dziecka. Życie przynosi jednak także inne wyzwania destabilizujące pożycie seksualne, w których nie widać aż tak klarownych granic między miłością a krzywdą. I to one budzą najwięcej pytań i wątpliwości.

Perturbacje w życiu seksualnym pojawiają się u małżeństw przeżywających kryzys spowodowany bezrobociem. Gdy człowiek nie wytrzymuje naporu wewnętrznych napięć i presji okoliczności, obojętne wydają mu się normy moralne. Coraz częściej pojawiają się sytuacje, że małżonkowie przez dłuższy okres czasu nie spotykają się ze sobą z racji pracy męża w odległym miejscu. W chwili spotkania nie umieją powstrzymać się od współżycia, nawet za cenę grzechu — użycia środka antykoncepcyjnego. Czasami choroba współmałżonka, np. żółtaczka zakaźna typu C, choć ryzyko zarażenia się drogą płciową jest bardzo małe, wywołuje tak silny lęk, że małżonkowie, zanim się oswoją z chorobą, decydują się ze względów bezpieczeństwa, na wszelki wypadek, sięgnąć po prezerwatywę. […]

We wspólnocie Kościoła rozwiązywanie trudnych problemów powinno odbywać się z wielką powagą, stosownie do wagi ludzkiej seksualności, ale zawsze w wolności i odpowiedzialności małżonków przed Bogiem i wzajemnie za siebie. Problemów tego typu nie wolno pomijać i przemilczać tylko dlatego, że są bardzo skomplikowane moralnie. Tym bardziej, że można pokazać kilka kierunków ich rozwiązania, które dadzą małżonkom poczucie zrozumienia ze strony Kościoła i miłosierdzia ze strony Boga, nadzieję rozwiązania trudności i szansę moralnego uporządkowania sfery seksualnej. Gdy po jakimś czasie małżonkowie wyjdą z kryzysu zobaczą, że życie zgodne z nauką Kościoła nie stoi w sprzeczności z prawdziwym dobrem małżeństwa.

Dylematy moralne

Małżonkowie w różny sposób radzą sobie w sytuacjach, w których lęk przed poczęciem dziecka nie pozwala, przez długi okres czasu, na podjęcie współżycia seksualnego. Małżeństwa najbardziej dojrzałe starają się okazywać sobie miłość na wiele innych sposóbów, umacniając tym samym swoją więź małżeńską. Inne jednak usztywniają do granic możliwości wzajemny kontakt i tym samym pozbawiają relację małżeńską ciepła i intymności albo stosują zastępcze wobec aktu seksualnego sposoby zaspokojenia seksualnego. Te, które są bardzo spragnione bliskości co jakiś czas sięgają po antykoncepcję. Są też takie małżeństwa, które mają poczucie, że znalazły się w sytuacji bez wyjścia. Mają jasną świadomość permanentnie powtarzającego się grzechu, ale równocześnie antykoncepcja wydaje im się jedynym rozwiązaniem ich problemów. Takie małżeństwa często odchodzą całkowicie od prowadzenia życia sakramentalnego, oziębiając swoją relację z Bogiem i Kościołem. Jeszcze inne przeświadczone o niemożności zachowania nauki Kościoła decydują się ją całkowicie odrzucić i zaczynają regularnie stosować antykoncepcję. Nawet jeżeli wiele z tych małżeństw wyraźnie nie dopowiada czym jest dla nich decyzja grzechu lub nawet całkowitej rezygnacji z kierowania się katolicką moralnością, to jednak rodzi się w nich przeświadczenie, że albo nie są godne być w Kościele, albo nauka Kościoła jest w wielu sytuacjach niemożliwa do zachowania, a może po prostu błędna. Im większe trudności przeżywają małżonkowie, im więcej w życiu rozpaczy z zaistniałej sytuacji, tym bardziej dramatyczny staje się rozdźwięk między ich osobistymi problemami a jednoznaczną doktryną Kościoła. Konflikt moralny ma wpływ na więź małżeńską, sumienie poszczególnych małżonków, ich stosunek do Boga i nauki Kościoła. Gdy przybierze on na sile, katolicka etyka seksualna jawi się im jako nierealna teoria, niemożliwy do realizacji ideał etyczny, nieludzki wymóg przymuszający do wyboru dwóch niechcianych alternatyw: albo rodzenia dzieci aż do granic możliwości biologicznych organizmu, albo długotrwałej abstynencji seksualnej z powodu lęku przed poczęciem.

Małżonkowie widząc, że nie umieją sobie poradzić w sferze seksualnej powinni się zastanowić co w takiej sytuacji robić, aby rozwiązać swoje problemy. Jakiej zmiany powinni dokonać w swoim życiu, aby zachowywać naukę Kościoła? Niemożność poradzenia sobie ze swoim lękiem, który w konsekwencji przymusza do stosowania antykoncepcji, wskazuje na konieczność szukania pomocy. Gdy małżonkowie chcą żyć zgodnie z wolą Boga znajdą wreszcie takie rozwiązanie, które pozwoli unormować życie seksualne i rozwiąże bolesny konflikt. W niektórych przypadkach Bóg da im siłę do niesienia krzyża i ich autentycznie pocieszy np. brak współżycia wynagrodzi wielką duchową i psychiczną więzią, sprawiając, że trudny czas rozłąki zbliży ich bardzo do siebie. Bóg nie pozwala doświadczać nikogo ponad jego możliwości. Nie tylko nadaje sens brakowi współżycia seksualnego, ale przede wszystkim jest żywo zainteresowany przywróceniem szczęścia pożycia małżeńskiego.

Dynamiczna wizja rozwoju człowieka

Małżonkowie nie od razu stają się święci, choć wszyscy są powołani do świętości, „a to powołanie realizuje się w miarę, jak osoba ludzka potrafi odpowiedzieć na przykazanie Boże, ożywiona spokojną ufnością w łaskę Bożą i we własną wolę” (FC 34). Istnieje więc proces dojrzewania powołania małżeńskiego, który trwa w czasie, i którego nie można sztucznie przyśpieszyć. Małżonkowie, którzy świadomie biorą udział w procesie duchowego wzrostu, powoli, w trudzie i pośród upadków uczą się integrować instynktowne poruszenia ciała z wyższą uczuciowością i duchowością. Duch św. cierpliwie kształtuje nowy styl życia i powoli uzdalnia do życia coraz bliższego Ewangelii. Chęć zdecydowanego zerwania z grzechem i wysiłek zapanowania nad siłą popędów nie oznaczają, że grzechy seksualne w wyniku takiego nastawienia zaraz ustąpią. Małżonkowie mogą im ulegać jeszcze przez wiele lat. Bardzo często w chwilach kryzysów, załamań, zwątpień, trudne do opanowania napięcia seksualne jeszcze się nasilają.

Adhortacja apostolska o zadaniach rodziny chrześcijańskiej „Familaris consortio” zwraca uwagę, że „człowiek (...) powołany do świadomego wypełniania mądrego i pełnego miłości zamysłu Bożego, jest istotą historyczną, która się formuje dzień po dniu, podejmując liczne i dobrowolne decyzje: dlatego poznaje, miłuje i czyni dobro moralne odpowiednio do etapów swego rozwoju. Także i małżonkowie, w zakresie swego życia moralnego, są powołani do ustawicznego postępu, wiedzeni szczerym i czystym pragnieniem coraz lepszego poznawania wartości, które prawo Boże chroni i rozwija oraz prostą i szlachetną wolą kierowania się nim w konkretnych decyzjach” (FC 34). W cytowanej wypowiedzi Jana Pawła II istotne jest stwierdzenie, że człowiek jest istotą historyczną. Jako taki nie dochodzi z dnia na dzień do dojrzałości duchowej i moralnej. Dokonuje się to stopniowo, w czasie, w historii. Inną świadomość moralną będzie miał neofita, a inną dojrzały chrześcijanin zaawansowany w życiu duchowym. Wraz ze wzrostem duchowym chrześcijanin lepiej poznaje dobro, bardziej je kocha i chętniej czyni. To co wcześniej wydawało mu się trudne, nieprzyjemne albo niemożliwe, teraz okazuje się łatwe i chętnie podejmowane. Analogicznie, gdy jest na niższym etapie nie ma tak wyraźnego rozeznania dobra, mniej kocha Boga i nie zależy mu aż tak bardzo, aby realizować jego przykazania. Wiedza o tym, że człowiek „poznaje, miłuje i czyni dobro moralne odpowiednio do etapów swego rozwoju” (FC 34) chroni nas przed oczekiwaniem od wszystkich takiej samej świadomości dobra i zdolności jego czynienia.

Zróżnicowanie etapów rozwoju poszczególnych ludzi ma wpływ na ocenę moralną ich czynów. Nie każdy czyn uznany obiektywnie jako poważne nieuporządkowanie moralne jest tak samo poważnym, osobistym grzechem człowieka. Choć zewnętrzne skutki zła są zawsze podobnie szkodliwe, to jednak różne jest serce człowieka — ludzka świadomość i wolność wyboru. Na złagodzenie winy moralnej popełnianych grzechów wpływa niedojrzałość uczuciowa, nabyte nawyki, stany lękowe, depresyjne. Dużą rolę odgrywają czynniki społeczne. W niektórych sytuacjach decyzja popełnienia grzechu rodzi się z trudnych czy wręcz dramatycznych doświadczeń głębokiego cierpienia, samotności. Czasami człowiek popada w rozpacz z racji całkowitego braku perspektyw ekonomicznych, niejednokrotnie poddany jest silnej presji najbliższego otoczenia.

Wszystkie okoliczności, które wpływają na decyzję popełnienia zła, jak i intencja z jaką się coś robi mogą znacznie złagodzić odpowiedzialność, a nawet zredukować do minimum winę moralną grzesznika. Nie mogą jednak usunąć zła, które się i tak dokonuje bez względu na motywy postępowania i warunki w jakich się podejmowało decyzję. Podobnie jak kradzież zawsze wyrządza komuś jakąś krzywdę, nawet wtedy, gdy osobą kradnącą jest bezrobotna matka nie mająca pieniędzy na nakarmienie głodnych dzieci.

Można powiedzieć, że im człowiek jest mniej dojrzały duchowo, im trudniejsza jest jego sytuacja, im większy lęk go ogarnia - tym mniejsza jest świadomość lub dobrowolność czynu i tym samym mniejszy jest osobisty grzech człowieka. Im większej ofiary wymaga trwanie w dobru, tym bardziej taka postawa jest znakiem świętości, ale równocześnie niemożność podjęcia tak trudnego wezwania spotyka się z większym miłosierdziem Boga i wyrozumiałością Kościoła. Warto przy tym pamiętać, że człowiek, który stara się na co dzień żyć z Bogiem, stara się nie popełniać grzechów, w wielu dziedzinach życia wiernie zachowuje Boże przykazania, nie może tak od razu, nagle, popełnić grzechu śmiertelnego w sferze seksualnej. Utożsamienie grzechu śmiertelnego z każdym grzechem seksualnym kochających się małżonków jest głęboko nieprawdziwe i bardzo szkodliwe dla zdrowia psychicznego i duchowego.