Spotkanie z innym

(143 - kwiecień 2006)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Szara strefa moralności

Ksawery Knotz OFMCap

Kierunek wysiłków pedagogicznych Kościoła

Zadaniem kapłana i małżeństw katolickich zaangażowanych w duszpasterstwo rodzin jest towarzyszyć i pomagać małżonkom na drodze realizacji ich powołania. Posługa ta dotyczy także pomocy w rozwiązaniu problemów pożycia seksualnego. Niekiedy pomoc wymaga współpracy kapłana z psychologiem, skorzystania z porady medycznej, konsultacji z instruktorami NPR. Coraz częściej taka pomoc może być skutecznie udzielana dopiero wtedy, gdy małżonkowie znajdą się w środowisku żywej wiary, we wspólnotach pogłębionego życia religijnego i będą systematycznie, przez dłuższy okres, formowani do życia wiarą katolicką. Wymaga to od Kościoła nowej strategii duszpasterskiej. […] Nad koniecznością takiego całościowego, a więc najbardziej skutecznego, podejścia do ludzkich problemów warto się zastanawiać, ponieważ „sprawą pedagogii Kościoła jest, by małżonkowie przede wszystkim jasno uznali naukę zawartą w encyklice Humanae vitae, jako normatywną dla ich życia płciowego i szczerze usiłowali stworzyć warunki konieczne dla zachowania tych zasad” (FC 34).

Ten fragment, ukazujący kierunek wysiłków pedagogicznych Kościoła, jest kluczowy dla naszych rozważań. Wyliczone są w nim dwa istotne momenty nawrócenia małżonków. Pierwszym z nich jest jasne uznanie wartości życia zgodnego z naturalnym rytmem płodności kobiety i tym samym uznanie zła moralnego antykoncepcji. Doprowadzenie małżonków do tego wyboru jest powiązane z uznaniem przez nich Kościoła jako ich moralnego autorytetu. Widoczną konsekwencją takiej zmiany, która świadczy o pozytywnym stosunku do normy moralnej jest rozpoczęcie uczenia się jak rozpoznawać objawy płodności, czekanie ze współżyciem na okres niepłodny, dalsze dokształacanie się w znajomości metod NPR, itp. Wraz z przyjęciem takiej postawy rozpoczyna się drugi etap nawrócenia, w którym nie ma już problemu napięcia pomiędzy poglądami małżonków a nauką Kościoła, ale pojawia się inne napięcie — pomiędzy nieumiejętnością zachowania dyscypliny wymaganej przez metody naturalne a wolą bycia wiernymi nauce Chrystusa. Takie napięcia mogą pojawić się na początku tej drogi lub dopiero później w wyniku narastających trudności np. kryzysu więzi małżeńskiej lub pojawienia się kolejnego dziecka. Małżonkowie, którzy je przeżywają mają często wyrzuty sumienia z powodu niemożności życia zgodnego z nauką Kościoła. Szczerze mówią o swoich problemach, na których rozwiązaniu im rzeczywiście zależy. Krzyż, który się pojawił w ich życiu wywołuje w nich smutek, ból, płacz. Pragną żyć z Bogiem i zarazem cieszyć się swoją bliskością. Nie wolno ich utożsamiać z tymi małżonkami, którzy uważają się za katolików, ale nigdy nie chcieli i nie mieli zamiaru żyć według wskazań Kościoła, i którym sumienie z powodu takich sprzeczności nie wyrzuca żadnego zła. Małżonkowie katoliccy, którzy nie umieją sobie poradzić z życiem w czystości także czasami wątpią w dobro obranej drogi, a nawet i buntują się przeciwko Bogu. Takie egzystencjalne napięcia mają jednak całkiem inne źródło i są nawet potrzebne na drodze nawrócenia. Sprawiają, że człowiek staje się bardziej pokorny, świadomy swojej słabości, ale także mądrze pogodzony ze swoim życiem, otwarty na Tajemnicę.

Wyżej cytowany tekst Familiaris consortio może pomóc rozwiązać dylematy moralne w szczególnie trudnych sytuacjach, gdy nie można szybko znaleźć żadnego genialnego rozwiązania, gdy potrzeba czasu, aby człowiek pozbierał swoje życie i opanował przygniatające go trudności. W tekście tym nie jest powiedziane, że gdy się uzna i przyjmie zasady moralne odnośnie życia płciowego trzeba umieć natychmiast wprowadzić je w życie, ale że trzeba „szczerze usiłować stworzyć warunki konieczne dla zachowania tych zasad”. To właśnie bycie istotą historyczną, realizującą swoje życie w konkretnym czasie sprawia, że człowiek nie zawsze jest zdolny do natychmiastowego wprowadzenia w swoje życie wszystkich norm moralnych. Gdy zaś je wprowadził i przez jakiś czas zachowywał mogą pojawić się takie sytuacje, które zburzą osiągnięty ład moralny, a jego przywrócenie będzie wymagało cierpliwego rozwiązania nieznanych dotąd problemów. 

Warunki konieczne do zachowania normy moralnej

Nie jest banałem stwierdzenie, że małżonkowie bez żywej wiary w miłość Boga do nich nie będą umieli podjąć niektórych decyzji porządkujących ich życie seksualne według wskazań Kościoła. To miłość Boga rozlana w sercu chrześcijanina jest wewnętrznym nośnikiem uzdolniającym do zmiany postaw i zachowań. Jeżeli nie ma się doświadczenia obecności Boga w swoim życiu, przeświadczenia, że Boża Opatrzność czuwa i opiekuje się nami, to nie można nadać wartości i sensu wielu trudnym wydarzeniom życia. Dlatego autentyczna pedagogika Kościoła wobec małżonków, także tych, którzy nie umieją szybko i jednoznacznie rozwiązać problemów natury seksualnej „ukazuje swój realizm i swoją mądrość tylko wtedy, gdy (…) pomnaża wysiłki w celu stworzenia i podtrzymania tych wszystkich warunków życia ludzkiego — psychologicznych, moralnych i duchowych — które są konieczne do zrozumienia i przeżywania wartości i normy moralnej. Nie ulega wątpliwości, że do tych warunków należy zaliczyć stałość i cierpliwość, pokorę i moc ducha, dziecięce zaufanie Bogu i Jego łasce, częste uciekanie się do modlitwy i do sakramentów Eucharystii i pojednania (…). Do warunków koniecznych należy jednak także znajomość cielesności i jej rytmów płodności” (FC 33). Jeżeli, np. ten ostatni warunek nie jest spełniony, czyli małżonkowie nie znają dobrze metod naturalnych, to siłą rzeczy będą negować normę moralną, a tym samym nie będą ufać nauce Kościoła. I byłoby dziwne, gdyby myśleli inaczej. Wyliczone warunki są zarazem wskazówką co jest potrzebne do przełamania lęków i pojawienia się wewnętrznego spokoju w czasie współżycia seksualnego.

W wielu przypadkach zaufanie do metod naturalnych pojawi się dopiero wtedy, gdy małżonkowie rozwiążą swoje najważniejsze problemy osobiste, gdy uporają się ze swoją bolesną przeszłością. […] Zaburzenia natury duchowej lub psychicznej mogą nawet uniemożliwiać odczytanie prowadzonych obserwacji organizmu. Takie małżeństwa bardzo często stwierdzają z całą siłą przekonania, że w ich związku nie da się stosować metod NPR. […]

Okres uzdrowienia pożycia małżeńskiego może trwać bardzo długo gdy współmałżonek nie chce zrezygnować ze środków antykoncepcyjnych, np. używa prezerwatywę. Byłoby wspaniale gdyby małżonkowie (np. mąż alkoholik) równomiernie dojrzewali, duchowo i moralnie. Jest to jednak tylko idealistyczny postulat. Papież stojąc na gruncie realizmu stwierdza: „Trzeba zdawać sobie także sprawę, że w tę intymną więź małżeńską wchodzi wola dwojga osób, które są jednak powołane do zgodności w myśleniu i postępowaniu. Wymaga to niemało cierpliwości, uczucia i czasu” (FC 34). Jeżeli zgodności w myśleniu nie można osiągnąć natychmiast, to tym bardziej nie można natychmiast osiągnąć postępowania zgodnego z normą moralną. W małżeństwach, w których jedna strona nie umie panować nad swoim popędem seksualnym „nierzadko wierność może być wystawiona na próbę, a dobro potomstwa zagrożone” (KDK 51). W takich sytuacjach roztropność nakazuje szukania kompromisów. Praktyka duszpasterska dopuszcza możliwość podejmowania stronie katolickiej aktów seksualnych, które są ubezpłodnione przez stronę nie respektującą nauki Kościoła. „Takie współdziałanie może być godziwe, kiedy zachodzą równocześnie trzy warunki: działanie małżonka współdziałającego nie jest samo w sobie niegodziwe; istnieją proporcjonalnie poważne motywy dla podjęcia współdziałania w grzechu współmałżonka; próbuje się pomóc współmałżonkowi (cierpliwie, przez modlitwę, z miłością, przez dialog; niekoniecznie w tym momencie ani przy każdej sposobności), aby zaprzestał takiego postępowania” (Vademecum dla spowiedników 3,13).

Możliwość nadużyć i nadinterpretacji

Gdy zajmujemy się rzeczywiście katolickimi małżeństwami przeżywającymi trudności w sferze seksualnej, a więc chcącymi szczerze zachowywać naukę Kościoła, warto im uświadomić (bez lęku że zaraz znajdą furtkę przyzwalającą na antykoncepcję), że pomimo ich upadków moralnych są nadal na drodze do Boga. […] Oczywiście istnieje obawa, że pokazanie dynamiki rozwoju duchowego, psychologicznych zależności i związanych z tym niuansów oceny moralnej, zamiast jednoznacznego przypomnienia o zakazie stosowania antykoncepcji, będzie sprzyjało nadużyciom. Każdy bowiem może powiedzieć, że w tej chwili jest niedojrzałym do zachowania przykazania, nie umie panować nad swoją seksualnością i do czasu uzyskania większej dojrzałości decyduje się na życie odpowiednie do etapu, na którym się znajduje. […] Dlatego adhortacja zaznacza, że „Tego co nazywa się «prawem stopniowości» nie można utożsamiać ze «stopniowalnością prawa», jak gdyby w prawie Bożym miały istnieć różne stopnie i formy nakazu dla różnych osób i sytuacji” (FC 34). Gdy człowiek sam zacznie ustalać sobie własne normy moralne zależne od oceny swojej dojrzałości lub stopnia trudności w jakich się znalazł, nigdy nie doczeka się owoców dojrzałości, do końca życia nie znajdzie na ziemi idealnych warunków, umożliwiających zachowanie ewangelicznej moralności. […]

Błąd duszpasterza może polegać na tym, że będzie naiwnie liczył, że sumienie człowieka bez głoszenia mu nauki Chrystusa będzie samo dojrzewało aż odrzuci błędne poglądy. W odruchu litości może też wyłączyć małżonków spod obowiązującego prawa moralnego dając im swoistą „licencję” na antykoncepcję w sytuacjach trudnych. Dlatego kapłani powinni dobrze rozróżnić między zdjęciem z człowieka obowiązku naprawy swego życia, a twórczym i aktywnym towarzyszeniem człowiekowi na drodze wzrostu, aż po jakimś czasie będzie zdolny do wyboru lub realizacji dobra. Duszpasterskie «prawo stopniowości» konkretyzuje się nie tylko w postawie cierpliwości i wyrozumiałości dla dojrzewającego moralnie człowieka, ale także w domaganiu się poprawy, czasami w „żądaniu zdecydowanego zerwania z grzechem i stałego podążania ku pełnemu zjednoczeniu z wolą Boga i jego miłosnymi wymaganiami” (Vademecum 3,9). W sytuacjach gdy trzeba uspokoić sumienie, dręczone silnym poczuciem winy, nie dokonuje się to poprzez przyzwolenie na antykoncepcję, ale poprzez formułowanie ostrożnych i roztropnych sądów o odpowiedzialności człowieka (por. Humana Persona 10). […]

Prawo stopniowości daje nadzieję

Autorzy Familiaris consortio a po niej Vademecum dla spowiedników, pomimo możliwych błędnych interpretacji, nie boją się wprowadzić w obieg Kościoła, w kontekście rozpatrywania problemów natury seksualnej, myślenia o człowieku stopniowo dojrzewającym do wypełnienia Bożych przykazań, a więc człowieku, który będąc na pewnym etapie rozwoju nie umie sobie jeszcze poradzić ze swoją seksualnością i z tego powodu ulega grzechowi. Prawda o ludzkim dojrzewaniu, rozumiana w duchu Ewangelii, tak naprawdę chroni katolickich małżonków, którzy chcą szczerze zachowywać naukę Kościoła, przed zwątpieniem w jej słuszność. […] Będzie ona zawsze dobrze zrozumiana, gdy małżonkowie stwierdzając swoją aktualną niemoc do współżycia seksualnego zgodnego naturalnym cyklem kobiety nie zaniechają wysiłków przezwyciężania tej sytuacji i tym samym będą starali się jak najszybciej powrócić do zachowania prawa moralnego. „Nie mogą (…) patrzeć na prawo tylko jako na czysty ideał osiągalny w przyszłości, lecz powinni traktować je jako nakaz Chrystusa do wytrwałego przezwyciężania trudności” (FC 34). Gdy w życiu katolickiego małżeństwa pojawi się sytuacja, że pod wpływem lęków albo trudności życiowych ulegną pokusie i sięgną po antykoncepcję, to przed takim małżeństwem stoi zawsze i niezmiennie kolejny wybór — powrót do życia zgodnego z naturalnym cyklem płodności i niepłodności.