Grzech

(135 - luty - marzec 2005)

Szczęśliwy człowiek...

Użycie słów „szczęśliwy człowiek” do zaznaczenia bloku tematycznego poświęconego grzechowi wygląda nieco prowokacyjnie. Nikt nie jest przecież szczęśliwy z tego powodu, że grzeszy, a zmagania tych, którzy pragną wyzwolić się od nękających ich grzechów, bywają naprawdę dramatyczne.
Jednak nigdy nie wolno zatrzymywać się na samym grzechu. To nie grzech jest najważniejszy w chrześcijaństwie. Zdarza się niekiedy, że ktoś sprowadza wiarę do systemu nakazów i zakazów. Na tym tle pojawiają się pytania, czy takie albo inne zachowanie jest grzechem „a jeżeli tak to czy ciężkim”. I choć oczywiście na takie pytania da się odpowiadać, omijają one istotę naszej wiary. Co więcej, jeśli ktoś poprzestaje na takich pytaniach, chrześcijaństwo jawi się jako bardzo smutny obowiązek utrudniający życie człowiekowi, który tak wielu rzeczy nie może robić, a z kolei inne robić musi.
To jednak jest wypaczony obraz naszej wiary. Najważniejszy jest w niej nie grzech, a Jezus, który z grzechów nas wyzwolił. Gdy na oazie I stopnia drugiego dnia rozważamy kwestię grzeszności człowieka (II Prawo Życia Duchowego) słowem życia jest fragment kantyku Zachariasza: „Dzięki serdecznej litości Boga naszego z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają” (Łk 1,78–79). Od razu rozpoczęcie dnia kieruje nas więc ku dniowi następnemu, ku III Prawu, ku Bogu, który przyszedł wyzwolić człowieka.
Jeśli więc człowiek wierzący myśli o swojej grzeszności, może (i właściwie powinien) w pierwszym rzędzie powiedzieć
„jestem szczęśliwym człowiekiem”. Szczęśliwym — bo odpuszczona została mi nieprawość, a mój grzech zapomniany.
Wielki Post to czas, kiedy wzywani jesteśmy do przemiany życia, do nawrócenia. Nawrócenie to przede wszystkim jeszcze mocniejsze przylgnięcie do Jezusa, pójście za Nim.