Rzym

(162 - styczeń 2009)

Szkoła słuchania i polifonia wiary

Ewa Kusz

Celem Synodu było pragnienie zastanowienia się, jak przybliżyć ludziom Chrystusa - Wcielone Słowo, jak pomóc każdemu odkrywać to, co Bóg mówi do niego, jak czytać Biblię i nią żyć

Papież Benedykt XVI na zakończenie obrad synodalnych 25 października 2008 r. powiedział m. in. że Synod „stał się szkołą słuchania. Wysłuchaliśmy jeden drugiego. I było to słuchanie wzajemne. I właśnie słuchając się nawzajem bardziej nauczyliśmy się słuchać Słowa Bożego”. Papież powiedział wtedy, że podczas Synodu usłyszeliśmy również „polifonię wiary” w wykonaniu jego uczestników i „symfonię wiary” poprzez bogaty wkład delegatów Kościołów bratnich.

Przytoczyłam te słowa Benedykta XVI z improwizowanego przemówienia na zakończenie obiadu wydanego przez Papieża dla uczestników Synodu, gdyż wyrażają one to, czego podczas tego Synodu doświadczyłam: co widziałam, słyszałam i czego „dotykałam”.

O czym tak naprawdę był Synod?

Tematem Synodu było: „Słowo Boże w życiu i misji Kościoła”. Słowo Boże to nie tylko słowo zapisane w Piśmie świętym, ale to przede wszystkim Słowo Boga, które stało się Ciałem - żywy Chrystus. Podczas obrad synodalnych przypominano również o znaczeniu tradycji, tekstach patrystycznych i roli Kościoła. Przypomniano też słowa: „ignoratia scripturarum ignoratia Christi est” przy jednoczesnym „ignorare Ecclesiam ignorare Christum est”. Można więc powiedzieć, że celem Synodu było pragnienie zastanowienia się, jak przybliżyć ludziom Chrystusa - Wcielone Słowo, jak pomóc każdemu odkrywać to, co Bóg mówi do niego, jak czytać Biblię i nią żyć. Celem był też dialog ze współczesnym światem, kulturą, ale również z innymi religiami. Wynika z tego, co powtarzano cały czas - że synod miał cel duszpasterski.

Jak znalazłam się na Synodzie

Gdy w pierwszej połowie czerwca zadzwonił do mnie sekretarz generalny Synodu - abp Nicola Eterović i poinformował mnie, iż „Ojciec Święty powołał panią jako audytora Synodu” - byłam zaskoczona i uradowana. Jeszcze w czerwcu, będąc w Rzymie odwiedziłam sekretariat Synodu, aby porozmawiać z abp. Eterovićem, co pozwoliło mi się oswoić z tym zaproszeniem. Dowiedziałam się też, że mam reprezentować instytuty świeckie i jak każdy z audytorów jestem zaproszona do przedstawienia czterominutowego wystąpienia. Arcybiskup prosił mnie jednak, abym do czasu oficjalnego ogłoszenia uczestników synodu nie mówiła o tym publicznie. Wiedziałam więc już, że nie mogę nic planować na październik.

Ciąg dalszy był we wrześniu - do sekretariatu Światowej Konferencji Instytutów Świeckich w Rzymie wpłynęły dokumenty związane z Synodem, musiałam wypełnić kwestionariusz, zrobić zdjęcia do legitymacji itp. Równocześnie została ogłoszona oficjalna lista uczestników synodu.

W przeddzień rozpoczęcia Synodu (4 października 2008) odbieraliśmy teczki z pierwszą zawartością dokumentów synodalnych (które to w trakcie synodu stale rosły) i 5 października w niedzielę Synod rozpoczął się Mszą świętą w bazylice św. Pawła za Murami. Potem nastąpiły kolejne dni synodalnej pracy, która zakończyła się również Mszą św. w bazylice św. Piotra w dniu 26 października.

Wieża Babel czy Wieczernik?

W auli synodalnej każdy z nas miał przypisane na czas synodu miejsce, stroje były w miarę jednolite (kardynalskie lub biskupie), odróżniali się jedynie przedstawiciele Kościołów bratnich, Kościołów katolickich obrządków wschodnich, eksperci i audytorzy (była to zdecydowana mniejszość). Pomimo tej pozornej jednolitości wraz z kolejnymi dniami można było doświadczyć coraz większej różnorodności, której zewnętrznym przejawem były m.in. różne kolory skóry i języki - choć w auli usłyszeć można było „jedynie” 6 podstawowych (łacina, włoski, francuski, angielski, hiszpański, niemiecki). Większą gamę języków można już było usłyszeć podczas przerw na kawę. Jednak już po półtora tygodnia słuchania kolejnych wypowiedzi - można było się zadziwić wielobarwnością kultur, realizowanych pomysłów duszpasterskich czy ewangelizacyjnych, ale również problemów, trosk, bólu i cierpienia tych, którzy wypowiadali się jako przedstawiciele poszczególnych episkopatów. Doświadczyłam piękna powszechności Kościoła. Nie wiem czy poza ONZ jest jeszcze inne takie zgromadzenie tak szeroko reprezentowane przez przedstawicieli całego świata.

Biskupi afrykańscy byli w swoich wypowiedziach bardzo bezpośredni, naturalni i autentyczni. W krajach niektórych z nich chrześcijaństwo nie ma jeszcze 100 lat. Nierzadko tam, gdzie są pasterzami duży odsetek ludzi jest analfabetami, Biblia też nie jest przełożona na wszystkie miejscowe języki. To jest dodatkową przyczyną braku znajomości Słowa Bożego w ich krajach poza tym, że jest głęboki problem ubóstwa, głodu i czasem wojen plemiennych. Bardzo często tymi, którzy niosą Słowo Boże w Afryce są ludzie świeccy - katechiści, gdyż mało jest księży. Słuchając tych biskupów można było sobie wyobrazić, jak wyglądał Kościół pierwszych gmin chrześcijańskich.

Z wypowiedzi biskupów azjatyckich, którzy opowiadali o  wielu inicjatywach w różnych krajach - nierzadko nas zawstydzających, jeśli chodzi o żywość wiary, entuzjazm i misyjność - najbardziej przejmujące były głosy biskupów z Indii, którzy nas informowali o aktualnej liczbie zabitych chrześcijan, o tym ilu ukrywa się w lasach z powodu prześladowań, a ilu straciło domy. Zarówno oni, jak i biskupi z Bliskiego Wschodu powiedzieli, że być chrześcijaninem „dziś” - dla nich znaczy gotowość, aby oddać swoje życie za wiarę.

Wspólny mianownik miały też wypowiedzi pasterzy z Ameryki Łacińskiej - zasadniczo każdy z nich nawiązywał do ubiegłorocznego dokumentu z Aparecidy (dokumentu końcowego V Konferencji Ogólnej Episkopatu Ameryki Łacińskiej i Karaibów), który pomiędzy innymi tematami podejmował również te tematy, którymi zajmował się Synod. Widać było, że jest to dokument, z którym się utożsamiają. Również te relacje ukazywały bogactwo Kościoła przy jego materialnym ubóstwie. Biskupi latynoamerykańscy wskazywali dodatkowo na zagrożenie sektami i nowymi ruchami religijnym. Mówiono kilka razy, że tam gdzie my przestajemy mieć ofertę dla ludzi, czy przestajemy do nich wychodzić - czy to w trudnych sytuacjach życiowych, czy w innych - tam swoje żniwo zbierają sekty. Podano nawet przykład, że w większości miast późniejszym wieczorem kościoły są zamknięte, ale miejsca spotkań sekt są otwarte i gotowe na przyjęcie tych, którzy szukają spotkania z drugim człowiekiem, czy też szukają czegoś więcej niż to, co mają w codziennym życiu.

Budowały mnie również wypowiedzi tych biskupów (nieraz z krajów europejskich również), gdzie Kościół jest w diasporze - były one bardzo pokorne. Widziałam w nich obraz Kościoła - wspólnoty, gdzie każdy jest ważny, ma swoje miejsce i służy swoim charyzmatem. Ci biskupi mówili o tym, jak w ich krajach katolicy w prosty sposób szukają sposobów kontaktu z drugim człowiekiem, który jest poza Kościołem. Podobne głosy brzmiały także podczas dialogów w grupie czy w kuluarach - kard. Miloslav Vlk z Pragi opowiadał o inicjatywach liturgii słowa wraz z muzyką i obrazem dla niewierzących, a Hanna-Barbara Gerl-Falkovitz o spotkaniach biblijnych dla ateistów, których sporo jest w Dreźnie, głównie ze środowiska naukowców, z którymi ona pracuje. Oboje również mówili o wielu chrztach dorosłych.

     Kojarzę dwie wypowiedzi, najbardziej zbliżone do doświadczenia Kościoła w Polsce - jedną z auli - biskupa z Malty, gdzie sytuacja jest podobna do Polski, jeśli chodzi o odsetek katolików. Mówił, że bardzo mocno zmienia się religijność Malty. Ludzie tęsknią za tym, co było 30 lat temu - pełnymi Kościołami, tradycyjną wiarą..., a tu trzeba szukać nowych sposobów i nowych dróg, a nie tracić czas na tęsknotę za czasem, który już nie wróci. Druga wypowiedź - to już z rozmowy z biskupem z Austrii, który powiedział, że katolicy w jego diecezji już wiele lat temu uspokojeni, iż mają pełne kościoły nie zauważyli, że zgubili jedno pokolenie, które teraz jest poza Kościołem. Obecnie, gdy to dostrzegli, próbują „odzyskać” jego dzieci.

Tak w kontekście tych wszystkich wypowiedzi i postaw pomyślałam sobie o nas. Też nierzadko tęsknimy za przeszłością - mocną wiarą Polaków, utwierdzając się, że jest nieźle czy to w naszych kościołach, albo też i ruchach - a czy też nie gubimy jakiegoś pokolenia? Nierzadko brak nam pokory diaspory, dla których liczy się każdy człowiek. Zamykamy nasze kościoły - bo można z nich coś ukraść, zamykamy domy parafialne, bo są wyznaczone godziny przyjęć, nie wszyscy pasują do naszych grup formacyjnych, ruchów - bo zaburzają nam pracę... Pytanie tylko, czy i my będziemy się też zastanawiać, gdzie podziali się ludzie?

Od Kościoła elit do Kościoła powszechnego

Podczas Synodu zastanawiano się nad tym jak docierać do współczesnego człowieka ze Słowem Bożym i przesłaniem o Bożej miłości. Papież Paweł VI w tak często cytowanej przez nas adhortacji apostolskiej pisał, iż „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (EN, 41). Te słowa Sługi Bożego Pawła VI wypowiedziane pierwszy raz w 1974 r., a tak często powtarzane w naszej formacji w Ruchu Światło-Życie nie tylko nie straciły swej aktualności, ale stają się wołaniem o świadków. Potrzeba więc, aby ci, którzy głoszą Słowo Boże byli świadkami, aby głosili to, co usłyszeli, na co patrzyli i czego dotykali (por 1 J 1, 1).

Ojcowie synodalni wskazywali więc na „miejsca”, gdzie samemu można usłyszeć Słowo Boże, zobaczyć jak inni nim żyją i jaką ma ono moc zdolną przemienić życie człowieka, Mówili i o tym, gdzie można „dotknąć” Słowa Wcielonego oraz gdzie dostrzec owoce życia według Słowa. Tymi miejscami jest Eucharystia i inne sakramenty, ale także rodzina, parafia, grupy formacyjne w różnych ruchach i innych wspólnotach kościelnych.

Chrześcijanin (zarówno świecki, jak i osoba konsekrowana czy kapłan lub biskup) potrzebuje wspólnoty, w której doświadczy żywej wiary; wspólnoty która wprowadzi go w tajemnicę Chrystusa obecnego w Kościele, podobnie jak to się działo w pierwotnym Kościele, gdy wspólnota przygotowywała katechumena do przyjęcia sakramentu chrztu. Obecnie taką wspólnotą jest przede wszystkim rodzina, a jeśli nie spełnia tej roli, może nią być inna grupa, wspólnota w parafii, lub poza nią (zależy od możliwości danego Kościoła lokalnego). Niektórzy Ojcowie synodalni zwracali na te aspekty uwagę, mówiąc o konkretnych wspólnotach, czy ruchach, które wychowują swoich członków do życia Słowem Bożym. Mówili o tym również niektórzy audytorzy. Na synodzie byli obecni przedstawiciele ruchów, różnych nowych wspólnot, czy organizacji, m.in.: Maria Voce - aktualna odpowiedzialna Ruchu Focolare, Kiko Arguello - inicjator Drogi Neokatechumenalnej, Andrea Riccardi - założyciel wspólnoty San Egidio i inni. Gdzieś w tym doświadczeniu również i my się mieścimy - gdyż dane nam było spotkać się z żywym Słowem Bożym w Ruchu Światło-Życie w formacji młodzieżowej, rodzinnej czy dziecięcej.

Jednakże tym, co do mnie szczególnie dotarło podczas Synodu było przeświadczenie, że to dopiero początek drogi, szczególnie jeśli chodzi o świeckich. Instrumentum laboris w pkt. 51 mówi, iż: „świeccy, wypełniając swą misję w świecie, mają głosić Dobrą Nowinę ludziom w ich życiowej sytuacji”. Jest to również powtórzone w „Propozycjach” złożonych Papieżowi. Naszym - jako świeckich - zadaniem jest wyjście na opłotki do tych, których w Kościele nie ma. Zadaniem małżonków jest taka ich wzajemna relacja, aby owocowała miłością wobec dzieci, by sami mogli w domu doświadczyć wspólnoty Kościoła - i to jest dla rodziców ich pierwsze miejsce apostolstwa. W pracy ich podstawowym zadaniem - jest być dobrym pracownikiem, kompetentnym, uczciwym. Tym najpełniej służą Kościołowi. Każdy z nas żyje w pewnej grupie sąsiedzkiej, wśród współpracowników itp - to jest miejsce naszego apostolstwa, nieraz cichego, niezauważalnego, bardzo zwyczajnego.

Podczas Synodu zauważyłam, że ważne są kompetencje świeckich. Katechiści są potrzebni tam, gdzie brak księży lub zakonników czy zakonnic, lecz tam, gdzie oni są - potrzeba przede wszystkim dobrych specjalistów: np. w medycynie, aby odpowiedzieć jak „dziś” Kościół ma stawać wobec takich wyzwań jakimi  są np. śmierć mózgowa, zapłodnienie In vitro, bioetyka i in. Potrzeba dobrych dziennikarzy - niekoniecznie takich, którzy będą budować katolickie rozgłośnie, ale którzy będą w mediach publicznych czy komercyjnych uczciwie przekazywać informacje. Potrzeba uczciwych polityków... itp. Można tak wymieniać po kolei różne zawody. Potrzeba Kościoła elit, Kościoła wspólnot - gdzie będzie można doświadczyć żywej wiary, ale po to, by iść „w świat”, aby tam szukać „Królestwa Bożego zajmując się sprawami świeckimi i kierując nimi po myśli Bożej” (...) „i aby służyły chwale Stworzyciela i Odkupiciela” (KK, 31), aby budować Kościół powszechny, a nie tylko dla „wybranych”.

Tego zrozumienia właściwej roli świeckich brakuje mi w naszym - polskim Kościele, jak i w naszym Ruchu. Mało się o tym mówi. Sami też niejednokrotnie za miejsce naszego apostolstwa uważamy przede wszystkim przestrzeń Kościoła, a nie dom, pracę, sąsiadów.... Natomiast zaangażowanie społeczno-polityczne uznajemy już nierzadko jako „brudne”. Mam wrażenie, że my  -  świeccy, zarówno w Polsce, jak i w Ruchu Światło-Życie częściej jeszcze odkrywamy swoje miejsce w przysłowiowej „zakrystii” i duszpasterskich posługach Kościoła aniżeli w wymiarze świata. Jeśli nas - chrześcijan nie będzie w sposób świadomy obecnych w świecie, to chrześcijaństwo stanie się coraz bardziej zamkniętym gettem, ograniczonym do krużganków Kościoła, którego trzeba bronić przed złym wpływem. I zamiast świadkami wiary (aż do oddania życia - jak w niektórych krajach) staniemy się strażnikami murów, siebie i wspólnot, tęskniącymi za dawnymi świetnymi czasami.

Tęsknota za jednością

Pierwszego dnia obrad synodalnych (6 października) w auli przemówił do nas Rabin Hajfy - Shear Yashur Cohen. Mówił o Słowie Bożym w życiu Żyda, przybliżył tę codzienną żydowską modlitwę „Słuchaj Izraelu” a także mówił o wprowadzaniu w Torę dzieci. Był on pierwszym Żydem przemawiającym podczas Synodu. Wagę tego wydarzenia zakłóciły późniejsze komentarze w mediach, oraz jego prawdopodobne, późniejsze wypowiedzi do dziennikarzy po wyjściu z Watykanu.

18 października w kaplicy sykstyńskiej po nieszporach niedzielnych przemówił do nas Patriarcha ekumeniczny Konstantynopola Bartłomiej I. Mówił on o Słowie Bożym w Kościele wschodnim - o Ojcach Kościoła, świecie ikon, kosmosie... Również pierwszy raz w historii był on obecny i przemawiał na tak ważnym dla Kościoła katolickiego spotkaniu jakim jest Synod biskupów. Podczas Synodu przemawiali także jeszcze inni przedstawiciele Kościołów bratnich - było ich w sumie czternastu. Niektórzy z nich byli z nami przez wszystkie dni obrad synodalnych, uczestniczyli również w spotkaniach w grupie (np. w grupie niemieckiej był bp Hagop Nalbandian Armash z Syrii, Prymas Kościoła Armeńskiego i emerytowany biskup Gunnar Stålsett z Kościoła luterańskiego z Oslo). Temat ekumenizmu, czy dialogu chrześcijańsko-żydowskiego, chrześcijańsko-muzułmańskiego był żywo obecny podczas obrad synodalnych. Mówiono o tym, że Biblia jest tym, co nas łączy - jeśli chodzi o chrześcijan. Stary Testament łączy nas również z narodem żydowskim. Możemy na tym budować nasz dialog. Te wspólnie spędzone dni były - jak powiedział Benedykt XVI - „symfonią wiary”, ale również tęsknotą za jednością.

Tak się zastanawiam - jak bardzo trzeba być świadomym swojej tożsamości katolickiej, aby podejmować spokojnie dialog z innymi religiami tak, by nie było to prozelityzmem, ale wzajemnym ubogaceniem. Jak bardzo trzeba być wierzącym, aby podejmować dialog z niewierzącymi nie chcąc ich nawracać a głosząc Dobrą Nowinę. Jak bardzo trzeba żyć własnym charyzmatem, aby widzieć bogactwo innych charyzmatów i razem służyć w Kościele.

Synod - i co dalej?

Już prawie minął tydzień od mojego powrotu z Synodu. We wspomnianym już przemówieniu Benedykt XVI powiedział, że wprawdzie Synod się kończy, ale nie kończy się to wspólne wędrowanie pod przewodnictwem Słowa Bożego. Co dalej? - zależy od nas, od tych, którzy w Synodzie uczestniczyli bezpośrednio, ale również i tych, którzy uczestniczyli „z boku”. Dla wszystkich są dostępne dokumenty - zarówno te przedsynodalne: Lineamenta, Instrumentum laboris i synodalne: Orędzie, Relatio post disceptationem, nawet ten „zastrzeżony” dla Papieża zawierający 55 propozycji, które udostępnił wszystkim. Na adhortację musimy jeszcze poczekać.

W archidiecezji katowickiej jesienne spotkanie rady duszpasterskiej i rady kapłańskiej zostały poświęcone tematowi: „Słowo Boże w misji i życiu Kościoła” - widać jak diecezja próbuje żyć tym, co jest udziałem Kościoła powszechnego.

Dla mnie osobiście uczestnictwo w Synodzie było bardzo bogatym, intensywnym i znaczącym doświadczeniem. Niesie ono za sobą wiele przemyśleń, które już jestem w stanie zwerbalizować (o niektórych z nich pisałam wyżej), niektóre wymagają jeszcze czasu. Zostało mi dane, też po to, aby nim się dzielić -- mówiąc o tym wprost, czy też bez słów, przez własne życie.