Wokół początków życia

(219 - styczeń - luty 2018)

Szukając planu

świadectwo

Chcieliśmy być rodzicami. Chciałem, by moja żona była w ciąży. Nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego odbiera się nam te wyjątkowe chwile

Chodziliśmy od lekarza do lekarza, od jednego wybitnego specjalisty do drugiego. Po pewnym czasie pojęliśmy, że choć nikt z nich nie zna powodu, dlaczego nie możemy być rodzicami, to jednak żaden nie nastawia się na dogłębne szukanie tej przyczyny. Może przesadziłem... początkowo istotnie. Szukali... Zaczęli ode mnie. Bo to nawet logiczne było. Gdyby jakieś wady były po mojej stronie, to nie trzeba by dalej szukać. Oddałem więc „materiał” do badania. To też nie było coś standardowego. Jak go pobrać, skoro musi się znaleźć w laboratorium? Niby proste, ale jednak dylematów mnóstwo. I znikąd podpowiedzi, by nie mieć wyrzutów, że gdzieś się pogubiliśmy w tej naszej pogoni za marzeniami. Wynik badania – wszystko w porządku. Powinniście zajść w ciążę. A jednak nie ma dziecka. Przyszedł czas na żonę, kolejne badania za badaniami. Znowu wynik... wszystko OK, powinno być dziecko. A tu nic. Kolejne więc badania, dodatkowe analizy, USG, czekanie na owulację. Dziecko powinno się pojawić, a jednak nadal go nie ma. Trwało to wszystko i trwało. Łudziliśmy się cały czas. 

W pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że lekarze już nie szukają. Wiedzą, tak im się wydaje, że wszystko jest w porządku i mogą zaproponować od razu... SUKCES. Inseminacja, a jak to nie wypali, to... in vitro. Ciężki moment to był dla nas, gdy pojęliśmy, że oni już nie szukają. Chcą przyklepać zwycięstwo. Nie wiem, czy im o statystykę chodziło? Ale jak sobie zdasz sprawę, że lekarz już cię nie leczy, tylko chce się bawić w układankę, takie ginekologiczne klocki... Składał je już nie raz i wie co mu się uda zbudować. Tak pewnie sobie myślał.

Ale to on ma coś konstruować? On buduje? Eeeee? Gdzie my w tym wszystkim jesteśmy? Gdzie intymność? Mamy na własne życzenie dać się z niej obedrzeć?

Szok! Tak, zszokowało nas to.

Perspektywa i wielka nadzieja, bo przecież można coś zrobić, przeplatały się z jakimś wielkim niepokojem, czy to będzie dobre dla nas i dla dziecka... dla Boga. Gdzie my w tym Bożym zamyśle jesteśmy usytułowani? Przecież gdyby chciał, to nie potrzeba byłoby tych lekarzy? A może właśnie to jest dobre – jak to rozstrzygnąć?

Pojawił się u nas wielki niepokój i rozdarcie. Tak bardzo chcemy, przecież to jest dobre, lekarze namawiali na in vitro, bo przecież czas leci, wiek płynie nieubłaganie, itd.

Zaczęliśmy więc szukać odpowiedzi, rozpytywać tych, którzy w naszym poczuciu powinni znać odpowiedź. Może jesteście zdziwieni, dla was to jest proste, ale wierzcie mi, że gdy się w tej historii występuje w głównych rolach, to nie jest proste, klarowne i zrozumiałe. 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".