Święci

(182 - listopad - grudzień 2011)

Szukając świętych. O procesach beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych

rozmowa z ks. Dariuszem Gronowskim

Ogłoszenie kogoś błogosławionym oznacza pozwolenie Stolicy Apostolskiej na to, by był on oficjalnie, publicznie czczony na danym terenie czy w danej wspólnocie. Święty od błogosławionego różni się tylko tym, że pozwolenie to rozciąga się na cały Kościół

Wieczernik: Chciałbym porozmawiać z Księdzem o procesach beatyfikacyjnych. Choć toczy i toczyło się ich bardzo wiele, nie zawsze precyzyjnie potrafimy rozróżnić wszystkie związane z nimi określenia, nie wiemy też zbyt wiele o szczegółach procesów. Ksiądz jest postulatorem procesu beatyfikacyjnego bpa Wilhelma Pluty. Prosiłbym, aby Ksiądz przybliżył nam te zagadnienia.

ks. Dariusz Gronowski: Zacznę może od tego, że jestem zaledwie początkującym postulatorem i moja wiedza jest ograniczona, jednak podstawowe zagadnienia dotyczące procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego nie są bardzo skomplikowane.

W.: Chciałbym więc prosić najpierw o uporządkowanie podstawowych pojęć: kto to jest sługa Boży, czym się różni błogosławiony od świętego, czym beatyfikacja od kanonizacji?

ks. D.G.: Mianem „sługa Boży" określa się osobę, której proces beatyfikacyjny jest w toku. Z chwilą beatyfikacji mamy już błogosławionego, a z chwilą kanonizacji - świętego.

Aby wskazać, czym różni się błogosławiony od świętego, trzeba najpierw wyjaśnić, o co oznacza ogłoszenie kogoś jednym lub drugim. Na pewno nie chodzi o to, by orzekać, kto dostał się do nieba, a kto nie. Ogłoszenie kogoś błogosławionym oznacza pozwolenie Stolicy Apostolskiej na to, by był on oficjalnie, publicznie czczony na danym terenie czy w danej wspólnocie. Święty od błogosławionego różni się tylko tym, że pozwolenie to rozciąga się na cały Kościół święty.

W.: Co jest potrzebne do beatyfikacji?

ks. D.G.: Do beatyfikacji w przypadku męczennika potrzebne jest stwierdzenie na drodze dochodzenia, że rzeczywiście jego śmierć była męczeńską. Z kolei w przypadku wyznawcy, czyli osoby niebędącej męczennikiem, stwierdzenie, że praktykował cnoty chrześcijańskie w stopniu heroicznym oraz udowodniony cud za jego wstawiennictwem. W przypadku męczenników nie potrzeba cudu.

W.: Co jest potrzebne następnie do kanonizacji?

ks. D.G.: Do kanonizacji, i to zarówno w przypadku męczennika jak i wyznawcy, potrzebny jest nowy cud po beatyfikacji.

W.: A jakie warunki muszą być spełnione, żeby w ogóle można było rozpocząć proces beatyfikacyjny?

ks. D.G.: Ogólnie rzecz biorąc, proces beatyfikacyjny można rozpocząć, gdy po śmierci jakiejś osoby da się stwierdzić, że cieszy się ona wśród wiernych opinią świętości ze względu na praktykowane za życia w stopniu heroicznym cnoty chrześcijańskie lub ze względu na śmierć męczeńską.

W.: A jak praktycznie się to odbywa? Do kogo się występuje z wnioskiem o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego i kto może o to wystąpić?

ks. D.G.: Wystąpić o rozpoczęcie procesu może właściwie każdy, kto jest w stanie zagwarantować promowanie sprawy. Chodzi zarówno o tych, którzy posiadają kościelną osobowość prawną, a więc może to być np. diecezja, parafia, zgromadzenie zakonne czy stowarzyszenie wiernych, jak i o dowolnego katolika jako osobę fizyczną.

Wystąpić należy do biskupa diecezjalnego diecezji, na terenie której zmarła osoba, której proces ma dotyczyć. Biskup rozpocznie sprawę, jeśli stwierdzi, że wśród znaczącej liczby wiernych dana osoba cieszy się autentyczną, stabilną, spontaniczną i niepodsycaną sztucznie opinią świętości lub męczeństwa, a dodatkowo istnieje wiara w to, że za jego wstawiennictwem można otrzymać od Boga łaski.

Jeśli biskup stwierdzi, że wynika to z dostarczonych przez postulatora dokumentów, prosi jeszcze o opinię Konferencję Episkopatu, a Kongregację Spraw Kanonizacyjnych o tzw. „Nulla Osta" czyli stwierdzenie, że kongregacja nie widzi przeciwwskazań. 

W.: Jeśli biskup zdecyduje o rozpoczęciu procesu, to co dzieje się dalej?

ks. D.G.: Najpierw jest dochodzenie diecezjalne w sprawie heroiczności cnót sługi Bożego lub w sprawie męczeństwa. Ma ono na celu zebranie wszelkich możliwych dowodów na ten temat. Po pierwsze chodzi tu o wszelkie możliwe dokumenty pisane, a więc pisma sługi Bożego zarówno publikowane, jak i nieopublikowane (np. listy, notatki), jak i wszelkie inne dokumenty dotyczące jego osoby. Tym zajmuje się powołana przez biskupa komisja historyczna. Po drugie chodzi o zeznania świadków, którzy znali sługę Bożego i mogą zaświadczyć o jego życiu i czynach, bądź o jego męczeńskiej śmierci. Zaznania świadków są najważniejszym materiałem dowodowym. Po zebraniu wszystkiego, odsyła się dokumentację do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych do Rzymu.

Na rzymskim etapie procesu najpierw na podstawie dostarczonych materiałów pisze się tzw. Positio, czyli bardzo szczegółową monografię dotyczącą sługi Bożego, jego cnót czy męczeństwa wg kryteriów wyznaczonych przez kongregację.

Positio staje się potem przedmiotem rozważań specjalnej komisji złożonej z kardynałów i biskupów z Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, którzy muszą zdecydować, czy rzeczywiście ten człowiek praktykował cnoty chrześcijańskie w stopniu heroicznym bądź czy rzeczywiście jego śmierć można uznać za męczeńską. Członkowie komisji mają osiągnąć pewność moralną, podobną do tej, jaką musi np. osiągnąć sędzia orzekając wyrok w danej sprawie. Jeśli stwierdzą heroiczność cnót, w przypadku sługi Bożego niebędącego męczennikiem, do beatyfikacji potrzebny jest jeszcze cud - musi to być cud, który miał miejsce po śmierci osoby, która ma być beatyfikowana. Postępowanie w sprawie cudu toczy się osobno i ma takie same etapy jak to w sprawie heroiczności cnót czy męczeństwa.

W.: Czemu cud jest konieczny? Skoro kardynałowie ustalili, że ktoś praktykował cnoty chrześcijańskie w stopniu heroicznym, czy to nie mogłoby wystarczyć?

ks. D.G.: Ten cud jest dla Kościoła dodatkową pomocą, takim znakiem od Boga, że ta osoba powinna zostać zaliczona do grona błogosławionych.

Po orzeczeniu Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych ostateczną decyzję podejmuje Ojciec Święty.

W.: W czasie trwania procesu beatyfikacyjnego często dochodzi do przeniesienia grobu sługi Bożego. Tak było choćby w przypadku ks. Blachnickiego. Mówi się o „rozpoznaniu" doczesnych szczątków. Dlaczego się to robi? Czy ma to jakieś szczególne znaczenie?

ks. D.G.: Kanoniczne rozpoznanie doczesnych szczątek sługi Bożego jest potrzebne dlatego, że po beatyfikacji staną się one relikwiami, a zgodnie z tradycją relikwie są przedmiotem czci, zaś grób błogosławionego czy świętego staje się miejscem pielgrzymek. Nie może więc być wątpliwości co do autentyczności tych szczątek, a do tego powinny być one odpowiednio i w godnym miejscu przechowywane.

W.: Kto bierze udział w procesie beatyfikacyjnym?

ks. D.G.: Na etapie diecezjalnym sprawy biskup ustanawia trybunał. Na jego czele stoi delegat biskupa do spraw procesu beatyfikacyjnego, którego rolę można porównać do tej, jaką w sądzie biskupim pełni oficjał, który w imieniu biskupa kieruje pracą sądu. Drugi kluczowy członek trybunału to promotor sprawiedliwości, dbający o to, by wszystko odbywało się zgodnie z prawem i sprawiedliwością. Trzecią osobą jest notariusz. W przypadku dochodzenia w sprawie cudu obok nich są biegli lekarze.

Oprócz tych osób, w dochodzeniu biorą jeszcze udział biegli w zakresie historii i archiwistyki, cenzorzy teologowie, tłumacze i inne osoby, np. pisarze czy kopiści sporządzający oficjalną kopię akt zwaną „transumptem".

No i oczywiście jest postulator, czyli osoba, która na mocy udzielonego pełnomocnictwa jest jakby „adwokatem" tego, kto chce, aby proces się odbył. Według instrukcji „Sanctorum Mater" Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych głównym zadaniem postulatora jest prowadzenie poszukiwań na temat życia sługi Bożego, które są użyteczne do poznania opinii świętości, jaką cieszy się on wśród wiernych, opinii o jego mocy wstawienniczej (tzn. że ludzie się modlą za jego wstawiennictwem), a także na temat „waloru eklezjalnego" sprawy, czyli jej znaczenia dla Kościoła. Oprócz tego postulator wskazuje świadków, którzy będą składać zeznania o życiu i cnotach sługi Bożego lub o jego męczeństwie, a do tego przez cały czas troszczy się o to, by sprawa szła w dobrym kierunku. Dlatego właśnie można powiedzieć, że jest takim jakby „adwokatem".

W.: Od czego zależy długość procesów?

ks. D.G.: Zależy od bardzo wielu rzeczy. Najogólniej mówiąc zależy od ilości pracy do wykonania i od osób, czasu i sił, jakie zostaną w proces zaangażowane. Dla przykładu, w niektórych przypadkach istnieje ogromna dokumentacja archiwalna na temat sługi Bożego. Jeśli będzie jej poszukiwać i ją opracowywać trzyosobowa grupa biegłych, którzy mając inne prace, w procesie są zaangażowani dorywczo, to ten etap prac może trwać nawet kilka lat. Ale jeśli zajmie się tym dziesięć osób odciążonych od innych zajęć, mogą to zrobić w miesiąc. Na długość procesu ma też wpływ ilość świadków do przesłuchania. Może ich być 30, a może być 100. Czasem pojawiają się nietypowe trudności dotyczące wyjaśnienia jakichś wątpliwości, które bardzo przedłużają proces. Wiele zaś procesów stoi w miejscu w oczekiwaniu na cud.

W.: Dlaczego zdecydowana większość beatyfikowanych i kanonizowanych to księża i zakonnicy?

ks. D.G.: Myślę, że są dwa główne powody. Po pierwsze, ludzie święci i cieszący się opinią świętości częściej są księżmi czy zakonnikami niż świeckimi. Po drugie, jakaś osoba prawna bądź fizyczna musi wystąpić o rozpoczęcie procesu i go promować. Łatwiej o takie poparcie w przypadku księży czy zakonników.

rozmawiał Krzysztof Jankowiak