Na wojnie

(177 - luty - marzec 2011)

Tak samo zginiecie

ks. Artur Andrzejewski

Ciągle jesteśmy zaskakiwani wydarzeniami, które, jak przed dwoma tysiącami lat, mogą wywoływać nasze zdziwienie, oburzenie a nawet strach

W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: „Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”.

Struktura tej perykopy jest bardzo przejrzysta. Po wprowadzeniu, jakie stanowi wzmianka o ludziach, którzy przynoszą wiadomość o bulwersującym zajściu, czyli śmierci Galilejczyków, Ewangelista odnotowuje wypowiedź Jezusa. Ten logion (wypowiedź) Jezusa składa się z dwóch części, w których powtarzają się frazy:

myślicie, że…,

– …byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy…,

– bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie.

Schemat ten wypełniają wzmianki o dwóch wydarzeniach:

1. wspomnianej już śmierci Galilejczyków, 

2. śmierci mieszkańców Jerozolimy.

Samo dwukrotne użycie tych samych słów, a zwłaszcza użycie tej samej konkluzji stanowi podkreślenie wagi Jezusowego przesłania.

Zachęta do nawrócenia stanowi jedną z głównych cech nauczania Chrystusa. Omawiany tu ewangeliczny fragment dobrze harmonizuje z innymi wypowiedziami na temat konieczności nawrócenia. Obie wzmianki o nawróceniu wyprowadzone są jednak z zupełnie odmiennej sytuacji życiowej, niż ma to miejsce w pozostałych fragmentach Ewangelii Łukasza. Sytuacją tą są nieszczęścia, jakie spadają na człowieka, które dopiero wtórnie, w ludzkich osądach, są powiązane z grzechem. Warto więc wyjaśnić, jakiego typu były to nieszczęścia.

ci Galilejczycy

Jezus, jak to wynika z kontekstu i struktury Ewangelii Łukasza, jest poza Jerozolimą. Nieznani z imienia ludzie przynoszą Mu informację, że w wyniku rozkazu Piłata zginęli Galilejczycy, którzy składali ofiarę.

Dokładniejsze okoliczności tego wydarzenia nie są znane, gdyż nie wzmiankują go pozostałe ewangelie, ani nie nawiązują do niego żadne inne fragmenty biblijne. Co więcej, nie mamy o nich informacji w dziele żydowskiego historyka Józefa Flawiusza, który dość obszernie opisał sytuację poprzedzającą wybuch pierwszego powstania żydowskiego (66-70 po Chr.). Z „Wojny żydowskiej” jego autorstwa wynika jasny obraz prokuratora Poncjusza Piłata jako człowieka okrutnego, żywiącego dużą niechęć do Żydów, starającego się pokazać swoją dominację nad nimi i ich sprowokować, co pozwalałoby mu tylko zintensyfikować represje. Informacje, jakie odnajdujemy u Flawiusza, rzucają więc światło na to, co mogło się zdarzyć. Zwłaszcza, gdy dodamy do nich drobną wzmiankę pochodzącą z Ewangelii. Otóż Łukasz opisując okoliczności przesłuchania Jezusa odnotował, że w tym dniu Herod i Piłat stali się przyjaciółmi. Przedtem bowiem żyli ze sobą w nieprzyjaźni (Łk 23, 12). Wydarzenie zmasakrowania Galilejczyków przez Piłata przypada na okres jego niechęci wobec Heroda Antypasa – tetrarchy Galilei, a więc, jak możemy się domyślać, niechęci do wszystkiego, co podlegało władzy tegoż Heroda.

Wzmianki te pozwalają odtworzyć najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń. Piłat przybył do Jerozolimy na święta żydowskie z ówczesnej stolicy Judei, jaką była Cezarea Nadmorska, aby z bliska zażegnać wszelkie niebezpieczeństwa buntu czy rozruchów, które mogły się rozpocząć wówczas, gdy do świątyni przybywały ogarnięte religijnym zapałem tłumy ludzi. Wśród przybyłych znaleźli się także skłonni do wzniecania niepokojów politycznych Galilejczycy (por. m.in. Dz 5, 35-37). Józef Flawiusz przekazuje informacje o zdarzeniu, które można śmiało powiązać z informacją, jaką usłyszał Jezus. Otóż Piłat zamierzał zbudować w Jerozolimie system akweduktów. Oczywiście projekt był jak najbardziej godny wsparcia. Problemem były jednak sposób sfinansowania całej inwestycji. Piłat w celu zrealizowania swego przedsięwzięcia postanowił sięgnąć po pieniądze pochodzące ze świętego skarbu świątynnego, zwanego korbonas. Żydzi nie chcieli zgodzić się na takie rozwiązanie, przybyli do niego, otoczyli jego trybunał i zaczęli wznosić wrogie okrzyki. Piłat przewidywał, że może dojść do zamieszek i dlatego wysłał swych żołnierzy po cywilnemu, aby wmieszali się w tłum i tych, którzy wznosili okrzyki, kazał okładać kijami. Zginęło wówczas wielu Żydów, wielu innych zostało stratowanych przez uciekający tłum (por. Wojna Żydowska II, 175–177).

Ewangelia wydaje się jednak sugerować, że Galilejczycy zginęli z rąk rzymskich żołnierzy podczas składania ofiar, a nie w wyniku zamieszek. Gdy jednak uświadomimy sobie fakt, że żaden poganin, a tym bardziej rzymski żołnierz, nie miał prawa, pod karą śmierci, wejść na teren przylegający do Przybytku świątyni, gdzie znajdował się ołtarz, wzmianka o zmieszaniu krwi zabitych z krwią zwierząt ofiarnych wydaje się być jedynie „kwiecistym ozdobnikiem”. Jeżeli ktoś jednak upierałby się przy jej realności, musiałby założyć, że Galilejczycy składali swe ofiary w innym miejscu niż świątynia jerozolimska, a to wydaje się, jeżeli nie niemożliwe, to przynajmniej bardzo mało prawdopodobne.

Józef Flawiusz wspomina o tym, że tłum zgromadzony w Jerozolimie był oniemiały i przerażony. Jeżeli więc opis tego wydarzenia zazębia się ze wzmianką umieszczoną w Ewangelii, tzn. jeżeli w zdziesiątkowanym tłumie znajdowało się wielu Galilejczyków, nietrudno wyobrazić sobie wzburzenie, jakie musiała wywołać rozchodząca się z szybkością błyskawicy informacja przyniesiona do Galilei z Judei.

Czy ktoś znał ofiary wspomnianych wydarzeń i przez to skojarzył ich grzeszność z ich śmiercią – tego nie wiemy. Choć nie możemy tego wykluczyć, gdyż wzmiankowana sytuacja musiała być szeroko komentowana w całej Galilei, to jednak nie możemy na podstawie tak wątpliwej przesłanki opierać jakiegokolwiek dowodzenia. Tekst Ewangelii pozwala sądzić, że Jezus nawiązał do spekulacji swych uczniów na temat grzeszności zabitych, a nie do szeroko rozpowszechnionej na ten temat opinii.

… owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam …

Wieża w Siloam znajdowała się w obrębie murów Jerozolimy w pobliżu sadzawki o tej samej nazwie. Mogłoby się wydawać, że Jezus po prostu wspomina nieszczęśliwy wypadek. Czy jednak na pewno? Wzmianka na temat grzeszności owych ludzi mogła nie być tylko spekulacją na temat ich ukrytych grzechów oraz karzącej sprawiedliwości Boga.

Wieże, podobnie jak i inne budowle w owym czasie, zawalały się najczęściej w trakcie budowy, gdy niewłaściwy rozkład obciążeń, kruchość materiałów i niewystarczająca grubość murów obnażały błędy konstrukcyjne. Istnieje więc możliwość, że owych osiemnaście osób wykańczało wieżę, która miała być częścią systemu wodociągowego zaplanowanego przez Piłata za pieniądze świątynne. Skoro samo przedsięwzięcie było według obiegowej opinii Żydów grzeszne, grzeszyli wszyscy, którzy do tego dzieła przykładali rękę. Jeśli Jezus łączy ze sobą obie tragedie, to nie mogły się one wydarzyć w odstępie długiego czasu. Wręcz przeciwnie, mogły one być ze sobą mocno powiązane, co wydaje się potwierdzać powyższą hipotezę.

Na co nie zgadza się Jezus

Zestawione przez Jezusa wydarzenia były odmienne w swoich przyczynach – śmierć Galilejczyków była wynikiem świadomego działania człowieka, natomiast śmierć w katastrofie wieży w Siloam stanowiła nieszczęśliwy, ale bezpośrednio niezawiniony przez człowieka zbieg okoliczności. Wspólny mianownik obu opisanych sytuacji stanowi sposób interpretacji przez uczniów Jezusa tego typu informacji. Stało się coś złego, a więc musiała zaistnieć jakaś zła przyczyna. Ponieważ, jak podkreśla Biblia, nie można Bogu przypisywać zła (por. Hi 1, 22; Mdr 1, 13-15), przyczyny tej szukano w samym człowieku – ofierze nieszczęścia. Z drugiej strony nic nie mogło się wydarzyć czego by nie zaakceptował lub czego by nie uczynił sam Bóg. Jeżeli działo się więc coś jednoznacznie nieszczęśliwego, także wówczas „nie mogło zabraknąć” w tym samego działania Pana Boga, który poprzez różnego rodzaju nieszczęścia wymierzał karę osobom, które zawiniły. Tak czy inaczej ciągle pozostajemy na płaszczyźnie winy i kary.

Słuchacze Jezusa nie musieli wiedzieć o żadnym złym czynie „ukaranych”. Oni ten zły czyn (grzech) zakładali, jego istnienie było nieodzowne, aby poruszyć cały ciąg wydarzeń zakończonych konkretnym nieszczęściem. Z podobnym sposobem myślenia uczniów Jezusa mamy do czynienia we fragmencie pochodzącym z Ewangelii Jana: Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice?(9, 1-2). On jednak wyraźnie podkreśla: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego(9, 3).

Chrystus nie godzi się bowiem na tego typu interpretacje. Dlaczego?! Przede wszystkim dlatego, że tak wydedukowana sprawiedliwość jest zbyt daleko idącym uproszczeniem. Posiadamy w tych przypadkach zbyt skąpe przesłanki, aby kogoś traktować jako grzesznika tylko z uwagi na to, że zdarzyło się mu nieszczęście. Co do zbyt szybkich i upraszczających opinii o innych, poucza o nich św. Paweł: Nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę (1 Kor 4, 5) – dodalibyśmy w tym miejscu – „lub karę”. Myśl tę podejmie również św. Jakub: Bracia, nie oczerniajcie jeden drugiego! Kto oczernia brata swego lub sądzi go, uwłacza Prawu i osądza Prawo. Skoro zaś sądzisz Prawo, jesteś nie wykonawcą Prawa, lecz sędzią. Jeden jest Prawodawca i Sędzia, w którego mocy jest zbawić lub potępić. A ty kimże jesteś, byś sądził bliźniego? (4, 11-12).

W omawianej perykopie Jezus nie usprawiedliwia nikogo. Skierowuje On myśli słuchaczy w inną stronę. Stawiając w nawias proste odpowiedzi, całą uwagę przenosi z odległych, nieznanych osób na słuchaczy. Jezus nie godzi się na to, aby człowiek popadł w stan samousprawiedliwienia. Stan taki bowiem wyrażać się może w dwojaki sposób: „mnie to nie spotka, bo ja nie jestem taki zły” lub „skoro nie przydarzają się tego typu nieszczęścia, wszystko jest w jak najlepszym porządku i nie muszę się zmieniać”. Jezus nie godzi się więc tak naprawdę na duchową bierność, która opatulona jest grubą warstwą słów, opinii i sądów.

Główne przesłanie Jezusa

Nie ulega wątpliwości, że przyniesiona przez ludzi informacja o śmierci Galilejczyków stała się jedynie pretekstem do ponownego wezwania do nawrócenia. To ono stanowi istotę całej perykopy. Jezus nie roztrząsa przyczyn tragedii, nie zatrzymuje się na fatalnych w skutkach działaniach okupantów rzymskich, ani nie czyni z Poncjusza Piłata czarnego bohatera historii. Wręcz przeciwnie – przechodzi ponad sprawami, na które jego słuchacze nie mieli już wpływu i zatrzymuje się nad tym co jeszcze zmienić mogą – a mogą zmienić samych siebie – nawrócić się.

Zaproszenie do nawrócenia jest celem całego działania Jezusa. Wspomnienie śmierci Galilejczyków było jakby komentarzem do poprzedzającego fragmentu, w którym Jezus wskazuje na konieczność odczytywania znaków czasu: Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne? (Łk 12, 56–57). W tym kontekście śmierć Galilejczyków i zawalenie się wieży w Siloam są również znakami czasu. Znaki te nie są jednak zapowiedzią ostatecznego kataklizmu, lecz zaproszeniem do nawrócenia – nie zwiastowaniem końca, ale początku. Bo od nawrócenia się wszystko zaczyna. Jezus mówi wykorzystajcie czas jaki wam został. Wykorzystajcie ten czas i wykorzystajcie go do nawrócenia, a więc takiej zmiany myślenia, która przyniesie owoce w waszym życiu. Dlatego też bezpośrednio po omawianym fragmencie Jezus opowiada przypowieść o nieurodzajnym drzewie figowym (Łk 13, 6-9)

Zrozumieć czy zaufać?

Ciągle jesteśmy zaskakiwani wydarzeniami, które, jak przed dwoma tysiącami lat, mogą wywoływać nasze zdziwienie, oburzenie a nawet strach. Wydarzenia te rodzą trudne pytania, wobec których nasz rozum odkrywa boleśnie granice swoich możliwości. Jezus wskazuje, że pytania nie są problemem – problemem jest brak podjęcia wezwania, z jakim Bóg przychodzi do człowieka w wydarzeniach i sprawach, które te pytania wywołały. Problemem jest brak przekształcenia /odnowienia /przeformowania swego myślenia. Nie można Bogu przypisywać zła czy oskarżać Go o złą wole. Hiob właśnie przez to okazał się sprawiedliwy, że gdy utracił dobytek i zginęły jego dzieci rzekł: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości (Hi 1,21–22). A nawet później, gdy jego osobiście dotknęła choroba trądu dodał: Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy? (2,10). Nie rozumiał przyczyn wszystkich tych nieszczęść, ale był otwarty na konfrontowanie tego co przeżywał z Bogiem i Bóg dał mu czas.

 

To co obiektywnie wydaje się być złe, a ciężko inaczej traktować różnego rodzaju kataklizmy, może być odczytane jako zachęta do czegoś dobrego. Równanie jakim jest świat, ma niesłychanie dużą liczbę niewiadomych (choćby wynikających z wolnej woli, jaką otrzymaliśmy) i tylko Pan Bóg jest w stanie je rozwiązać. Człowiek nie jest w stanie rozeznać się w całej sieci tych zależności przyczynowo-skutkowych zanurzonych w morzu wolnej woli. Jezus ma tego świadomość i dlatego, kiedy mówią mu o bulwersujących sprawach, które dokonały się w Jerozolimie, nie stara się tłumaczyć za wiele, bo i tak uczniowie pogubiliby się w pewnym momencie. Jezus jakby chciał powiedzieć: zbawienie przechodzi przede wszystkim przez wasze serca i to tylko wtedy, gdy się nawrócicie. Poprzestaniu na tym jest jednak trudne. Piotr, który był świadkiem opisanej sceny i tak po latach zwrócił na samym końcu Czwartej Ewangelii z zapytaniem o to, co stanie się z uczniem, którego Jezus miłował (utożsamiamy go z Janem Ewangelistą). Usłyszał wtedy w odpowiedzi: Jeśli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, to cóż tobie do tego. Ty pójdź za mną (J 21, 22).