Ewangelizacja bez granic

(166 - lipiec - sierpień 2009)

Todos rincones del mundo

Agnieszka Salamucha

Chciałabym, żebyście ucieszyli się różnorodnością i bogactwem naszej oazowej rodziny i żebyście poczuli się odpowiedzialni za rozwój Ruchu na wszystkich krańcach ziemi

Tytuł mojego artykułu oznacza po hiszpańsku „wszystkie zakątki świata”. Dlaczego taki tytuł? Żeby Was od razu zainteresować sprawą, która sama w sobie jest pasjonująca – obecnością członków Ruchu Światło-Życie poza Polską.

Nic nowego pod słońcem

Nie sposób w krótkim (z natury rzeczy) tekście zawrzeć tego, co powinno stać się, a pewnie w jakimś wymiarze już jest, przedmiotem badań historycznych. Narodziny (30 lat temu) i rozwój Ruchu w Czechosłowacji, Ruch Światło-Życie w krajach Ameryki Południowej, kontakty i współpraca ze wspólnotami chrześcijańskimi w Niemczech… to tylko niektóre jasne punkty na mapie świata. Za każdym z tych haseł kryją się lata różnych doświadczeń, problemów i radości.

Przygotowując ten artykuł, dość szybko zorientowałam się, że nawiązanie kontaktów z oazowiczami w różnych krajach świata, nawet z użyciem tak przydatnych narzędzi jak internet, nastręcza wiele trudności. Niełatwo jest im znaleźć czas, żeby opisać swoją sytuację, podzielić się tym, czym żyją. Stąd – nie dowiecie się z tego artykułu wszystkiego o zagranicznych wspólnotach Ruchu. Statystyk również nie przywołam. Chciałabym, żeby Wasze serca zapłonęły wdzięcznością wobec Boga, który dał nam tak wspaniały dar jak Oaza, żebyście ucieszyli się różnorodnością i bogactwem naszej oazowej rodziny i żebyście poczuli się odpowiedzialni za rozwój Ruchu na wszystkich krańcach ziemi.

Jesteśmy

Na początek świadectwo z Litwy:

Ruch Światło-Życie na Litwie rozwija się od połowy lat dziewięćdziesiątych, kiedy to księża przybywający z Polski, z diecezji ełckiej i łomżyńskiej, zaczęli organizować pierwsze oazy dla młodzieży. Po tych rekolekcjach w kilku parafiach powstały wspólnoty formacyjne, które podtrzymywały życie Oazy na Wileńszczyźnie. Oazą zajął się ks. Zdzisław Bochniak, ale po jakimś czasie musiał zrezygnować z obowiązku moderatora. Od tego czasu wspólnota nie miała stałego opiekuna kapłana, zajmowali się nią animatorzy Janina Kupcewicz i Jarosław Kodź (obecnie są małżeństwem), a także s. Ezechiela ZSJM. Brak obecności kapłana powodował różne kryzysy, rozbicia we wspólnocie. Młodzież odchodziła, z powodu studiów s. Ezechiela też musiała zostawić wspólnotę. Pozostali uczestnicy zaczęli zadawać sobie pytania, czy nie czas, aby rozwiązać Oazę, czy ta wspólnota trwa z woli Boga, czy z powodu naszych chęci? Postanowiliśmy jednak trwać i modlić się (…)

Pomimo trudności i kryzysów Miłosierny Jezus nie pozwolił, aby Oaza rozpadła się. Za namową s. Ezechieli zamiast spotkań formacyjnych postanowiliśmy robić cotygodniowe spotkania modlitewne. Już niedługo potem Bóg zaczął dawać nam znaki. Podczas jednego ze spotkań, które mieliśmy w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, spotkaliśmy Białorusinkę Paulinę z Międzynarodowej Diakonii Ewangelizacji „Drogocenna Perła” Ruchu Światło-Życie, która poznała nas z animatorką Alesią. Ta z miłą chęcią przejęła obowiązki animatorskie w naszej wspólnocie i razem z Jasią zaczęły modlić się o kapłana dla Ruchu Światło-Życie na Litwie, za wstawiennictwem Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Od jakiegoś czasu działała Diakonia Miłosierdzia i razem z siostrami zakonnymi chodziliśmy do domu dziecka, organizowaliśmy także Oazy Modlitwy, w których bardzo nam pomagał ks. Szymon Klimaszewski z Suwałk. Po jakimś czasie zaczęły do nas przychodzić nowe osoby. Przez przypadek jeden nowy uczestnik poprosił spotkanego księdza, by został opiekunem Oazy na Litwie. Ku wielkiemu zdziwieniu ten ksiądz się zgodził! Dotychczas jest nim ks. Paweł Chudzik MIC. Bóg wysłuchał nasze modlitwy. Odkąd mamy opiekuna, Oaza ma stałą formację. W roku 2008 odbyła się pierwsza na Litwie Oaza Nowego Życia I zorganizowana przez wileńską wspólnotę. Rekolekcje prowadził ks. Piotr Główka z Diakonii Misyjnej Ruchu Światło-Życie.

Ruch Światło-Życie w Wilnie utrzymuje ścisłe relacje ze zgromadzeniami sióstr Jezusa Miłosiernego i braci Jezusa Miłosiernego. Po mniej niż roku formacji trzech chłopaków zgłosiło się właśnie do tego zgromadzenia. Polecając się modlitwom wielu osób mamy nadzieję w Panu, że Ruch Światło-Życie będzie nadal rozwijał się na ziemi litewskiej jednocząc różne narodowości tak, jak teraz (obecnie w Ruchu aktywnie działają Białorusinka, Litwini i Polacy). Więcej o nas na: www.blogas.lt/oaza (Eliza Karżanowicz).

Takich i innych świadectw znajdziecie bardzo wiele w internecie. Wiele krajów ma swoje własne strony. Nie bójcie się czytać w obcych językach, zwłaszcza słowiańskich! Czasem wystarczy zrobić to na głos, żeby odkryć, że się rozumie, o czym mowa. A zawsze pomaga modlitwa do Ducha Świętego.

Czechy: www.svetlo-zivot.cz

Niemcy:www.bewegung-licht-leben.de (tam informacje z życia Marianum i „Drogocennej Perły”; por. równieżdrogocennaperla.blogspot.com)

Słowacja– wspólnota grekokatolicka: www.groaza.sk

Domowy Kościół Kanada: http://domowykosciol.ca

Domowy Kościół USA: http://domowykosciol.org

Diakonia Misyjna: www.wpraga.oaza.pl/dmis/

Gdy przygotowywałam ten artykuł, przydarzyło mi się gościć na Ukrainie, w Gwardiejsku, gdzie ks. Jarosław Gąsiorek buduje Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji. Jest rzeczą niezwykłą i godną uwagi, że w trudnych warunkach ekonomicznych i społecznych właśnie tam Ruch rozwija się tak dynamicznie. To odpowiedź na głębokie potrzeby Ukrainy: Oaza Rodzin staje się remedium na bolesny kryzys rodziny, KWC (a właściwie КВЛ) to jutrzenka wolności w kraju, gdzie alkohol leje się strumieniami… Niedługo powstanie oficjalna strona Ruchu na Ukrainie, wtedy dowiecie się więcej.

Coraz częściej na www.oaza.pl pojawiają się artykuły poświęcone życiu Oaz poza granicami Polski. Mnie osobiście poruszyły świadectwa Julii i Igora, małżeństwa z Mołdawii („Co mówi Duch?”). Wiele tekstów ma charakter informacyjny, np. „Dom na Cvilinie”, opowiadający o rozwoju Domowego Kościoła w Czechach. Towarzyszy mi jednak poczucie, że nasza wiedza o rzeczywistości Ruchu poza Polską jest nadal szczątkowa. Są przecież organizowane oazy dla Niemców, dostosowane do ich potrzeb i mentalności; są oazy na Białorusi (już 17 lat!), w Rosji (Moskwa, obwód kaliningradzki), w Kazachstanie, w Turkmenistanie, w Wielkiej Brytanii – gdzie jeszcze?

Dwukrotnie w ciągu roku można spotkać oazowiczów obcokrajowców w Polsce. Przed Kongregacją Odpowiedzialnych, zazwyczaj w czwartek wieczorem, w parafii św. Józefa (Częstochowa-Raków) rozpoczyna się „Parresia” – spotkanie przedstawicieli zagranicznych wspólnot Ruchu. Mała grupa i rodzinna forma spotkania pozwala przeżywać jedność, nawiązywać kontakty i współpracę. Od kilku lat gościem „Parresii” jest Moderator Generalny. Druga możliwość to koniec sierpnia i Podsumowanie Oaz w Krościenku. Warto przyjechać, zapoznać się, przełamać obawy przed barierą językową, wspólnie modlić się do jednego Ojca.

Gdzie oazowicz, tam Oaza

Inna forma obecności Ruchu na świecie to pojedynczy oazowicze, którzy, mieszkając za granicą, angażują się w działalność miejscowego Kościoła lub duszpasterstwa dla Polaków. Nie zawsze są przecież możliwości zaproponowania innym formacji oazowej. Ale zawsze jest możliwość dawania świadectwa, życia liturgią i służby. Tutaj najtrudniej o jakiekolwiek dane. Jednocześnie mam nadzieję, że każdy z Was słyszał o swoich znajomych czy przyjaciołach, którzy weszli w rzeczywistość emigracyjną nie tylko po to, żeby zarobić pieniądze, dobrze wykorzystać stypendium lub staż, ale żeby dać świadectwo o Jezusie, który żyje wśród nas.

Myślę teraz o Małgosi, która współprowadziła w Szkocji kursy Alfa… o Ani, młodej żonie i mamie, która prowadzi niedzielną scholę w jednej z polskich parafii w Irlandii (jako jedna z nielicznych potrafi odpowiednio dobrać śpiewy na liturgię)… o grupce biblijnej w Brukseli… o Izie z Augsburga, która jako wolontariuszka pracowała przez rok z chorymi na AIDS dziećmi w RPA… o Agnieszce i Joli z Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła, pracujących w Brazylii wśród ludzi ubogich… Jak wiele tych imion, jak wielu świadków!

Z myślą o tych z nas, którzy wyjeżdżają „za chlebem”, opracowujemy oazową mapę świata, z zaznaczonymi miejscami, gdzie spotykają się grupy oazowe (albo z udziałem oazowiczów), terminami spotkań i danymi do ewentualnego kontaktu. Prosimy o pomoc w uzupełnianiu tej mapy. Jeśli mieszkasz poza granicami Polski lub wiesz, gdzie na świecie spotykają się wspólnoty, dodaj namiary, wchodząc na stronę www.wruchu.oaza.pl

Wschód i Zachód czekają

A to dopiero początek. Nadchodzi nowy czas, piękny czas wyruszenia w dalekie światy – jakieś niezwykłe poruszenie. Jakby sam Bóg otwierał przed nami drzwi, a chociaż jesteśmy słabi, nikt tych drzwi nie zamknie (por. Ap 3, 7-8). Oto przykłady oazowych ewangelizacji w różnych krajach.

Tak działo się na Łotwie:

W pierwszych dniach adwentu (2008) na zaproszenie sióstr dominikanek pojechaliśmy na Łotwę, by podzielić się, jak Pan Jezus żyje z nami każdego dnia (…) Spotkania w parafiach były dla nas bardzo ważne, gdyż razem rozważaliśmy słowo Boga, modliliśmy się i świadczyliśmy o tym, jak Chrystus działa i przemienia nasze życie. Mówiliśmy o naszych radościach, ale też o rzeczach, które wciąż są trudne. Zmęczenie czasem dawało się we znaki, ale jeszcze więcej, dużo więcej wewnętrznej radości otrzymaliśmy z możliwości głoszenia, spotykania ludzi. Każde spotkanie kończyło się wspólną modlitwą, podczas której przychodziły osoby proszące o wstawiennictwo, uzdrowienie siebie lub kogoś bliskiego. W naszej pamięci szczególnie zapisał się wyjazd do miasteczka Saldus, gdzie przyszli mężczyźni z ośrodka dla uzależnionych od rozmaitych nałogów. Właśnie tam otrzymaliśmy łaskę odkrywania Boga w każdym człowieku, wiedzieliśmy, mieliśmy pewność, ze Jezus nas tam postawił ze względu na nich. Chociaż w ocenie ludzkiej wydawałoby się, że ich życie jest zmarnowane, to wielokrotnie w czasie modlitwy doświadczaliśmy, jak Bóg mówi do każdego z nich: „masz dla mnie wielką wartość, nigdy nie przestałem i nie przestanę cię kochać”. Chrystus pierwszy nas umiłował, zstępuje, schodzi do nas, do naszego poziomu i klęka razem z naszym bratem. Przekonujemy się iż Bóg jest naprawdę tym który szuka i odnajduje, KAŻDEGO! Alleluja! (Aga i Marcin) (z bloga Diakonii Misyjnej – http://www.wpraga.oaza.pl/dmis).

Tu otrzymałem łaskę odkrywania, przeżywania Krucjaty Wyzwolenia Człowieka (…) Wielokrotnie w czasie modlitwy prosiliśmy o wstawiennictwo Niepokalanej, św. Stanisława, Maksymiliana czy ks. Franciszka. Jak wielka jest mądrość w znaku KWC, w złączonych dłoniach, które są na jednym poziomie, jak ważne jest to, ze my nie mamy patrzeć z góry, wyciągać, podnosić. (…) Proszący o modlitwę ludzie podchodzili do krzyża bądź tabernakulum, klękali, i gdy nas Duch Św. dalej prowadził, zrozumiałem, ze to Chrystus pierwszy zstępuje, schodzi do nas, naszego poziomu i klęka razem z naszym bratem, przytula go do krzyża. Nie mogłem dalej stać obok, chciałem być z moim bratem – Jezusem (z bloga Diakonii Misyjnej – http://www.wpraga.oaza.pl/dmis).

Czas na Wschód – wieści z Kazachstanu:

Zajmujemy się tutaj wieloma rzeczami. Szczerze powiedziawszy, większość z nich była dla nas totalnym zaskoczeniem, a jeszcze większym zaskoczeniem jest mnogość łask od Pana Boga i to, jak on nas uzdalnia do rozmaitej służby. Prowadzimy kursy języka angielskiego dla dzieci i dorosłych. Na obecny semestr zapisało się 370 osób, na pierwszym naszym semestrze natomiast było zaledwie 160 osób. Prowadzimy 19 grup po około 15-20 osób, z czego 6 stanowią grupy dziecięce, natomiast reszta zajęć przeznaczona jest dla ludzi dorosłych. Prowadzimy kursy dla grup o różnym stopniu zaawansowania, od zaczynających naukę niemal od zera, po grupy konwersacji dla studentów filologii angielskiej. Zajęcia są bezpłatne i otwarte dla wszystkich, którzy chcą w nich uczestniczyć. Duża większość naszych uczniów to Kazachowie, którzy uważają się za muzułmanów. Ponadto prowadzimy jeszcze lekcje języka polskiego dla chcących poznać trochę kulturę i język. Kursy językowe odbywają się w centrum duszpasterskim, które prowadzone jest przez siostry elżbietanki. W miarę możliwości, po lekcjach staramy się im pomagać w innych zajęciach z dziećmi.

Staramy się czynnie włączać w życie parafii poprzez przygotowanie do druku tekstów niedzielnej i świątecznej liturgii słowa w języku angielskim i włoskim. Uczestniczymy w próbach i śpiewamy w działających w Atyrau chórach: włoskim, angielskim i rosyjskim. Pomagamy w prowadzeniu domu parafialnego, przygotowujemy materiały na stronę internetową Kościoła w Kazachstanie, staramy się być pomocnymi także w pracy biurowej związanej z funkcjonowaniem administratury. Szczególnie cenne jest dla nas poznawanie parafian i ludzi zaangażowanych w tworzenie żywego Kościoła i odkrywanie bogactwa ich wiary, kultury i mądrości życiowej. Odkrywamy łaskę odnajdywania w każdym z nich Chrystusa. Możliwość dzielenia się naszym świadectwem wiary i życia, w to, że Jezus jest, żyje i zmartwychwstaje dla naszego zbawienia, obdarzając nas nieskończenie wielką miłością i dobrem a także łaskami na każdy dzień (…)

Wiele mamy powodów do radości, do odkrywania, że to Pan Bóg postawił nas tutaj, w Kazachstanie. Chyba największą radość sprawiają nam spotkania z ludźmi. Ich otwartość, wyrozumiałość i życzliwość w stosunku do nas. Zaskoczyła nas ich bezinteresowność, prostota i otwartość serca, to, że przychodzące na niedzielną Mszę Świętą babuszki niemal co tydzień przynoszą nam różne przetwory, pyszne ciasta, czy dopiero co ugotowaną zupę. Dzieląc się z nami tym co mają, sprawiają, że możemy się poczuć jak w domu, a one traktują nas jak swoją rodzinę, jak swoje dzieci, wnuków. (…) Również bez naszych ministrantów życie w naszej Administraturze byłoby dużo mniej radosne i urozmaicone. Ich niekończące się zapasy energii i spontaniczność jak również fakt, że możemy patrzeć, jak się zmieniają, dojrzewają i odkrywają Kościół, są dla nas niezwykle ważne. Codzienność: chodzenie na łyżwy, obserwowanie treningów breakdance’a czy picie herbaty, są dla nas niezwykłą okazją do poznawania tych, którzy w przyszłości będą współtworzyć i animować atyrauską wspólnotę (…)

Kościół w zachodnim Kazachstanie jest młody, dopiero zaczyna się rozwijać. Miałyśmy możliwość rozmawiania z ludźmi żyjącymi na co dzień w Astanie, czy też czytania artykułów o Kościele w różnych częściach Kazachstanu i wydaje nam się, że to dwa różne światy. Tutaj potrzeba jest informowania ludzi o istnieniu Kościoła katolickiego, podczas gdy na północy i zachodzie Kazachstanu funkcjonują różnorodne grupy modlitewne (…) główną drogą informowania i przyprowadzania ludzi do Kościoła, jak na razie, jest jego działalność (…) społeczna. Myślę, że jest to etap preewangelizacji, który jest bardzo cenny i ważny (…) Ważne jest też, aby dać ludziom szansę poznania Kościoła, burzenia mitów z nim związanych przez poznawanie ludzi żyjących w Kościele. Tych, którzy nie tylko ewangelizują słowem, ale przede wszystkim swoim życiem. Tutaj widzimy niezwykle istotną rolę świetlic istniejących przy kościołach, które często spełniają rolę lokalnych domów kultury. W takich właśnie miejscach widzimy pole do zaangażowania się naszych wolontariuszy, poprzez prowadzenie kursów językowych, nauki obsługi komputera, czy prowadzenia zajęć dla dzieci (Justyna Galant i Jowita Pałka, oazowe wolontariuszki – z bloga Diakonii Misyjnej – http://www.wpraga.oaza.pl/dmis)

Dla odmiany parę słów z Hiszpanii:

Czas ewangelizacji w Hiszpanii był czasem wielkiego promieniowania, oprócz hiszpańskiego słońca, to przede wszystkim ciepła płynącego z Bożego światła. Duch Święty działał bardzo subtelnie i delikatnie poruszał serca ludzi, do których przyjechaliśmy. Już na samym początku pobytu tam doświadczyłam wielkiej opieki Bożej nad nami, która objawiła się w zaufaniu ze strony rodzin, u których mieszkaliśmy (…) Piękne było towarzyszenie Katalończykom na co dzień: zwiedzanie Barcelony, wyprawa do sanktuarium w Montserrat, wypad na dyskotekę… Właśnie w takich codziennych sytuacjach integrowaliśmy się i wypływały spontaniczne rozmowy na temat wiary. Udało nam się również przeprowadzić spotkania, na których w świadectwach dzieliliśmy się działaniem Jezusa w naszym życiu. Poruszyło mnie wyznanie, iż nie spotkali się oni wcześniej z tym, by ktoś o Bogu mówił w ten sposób. Myślę, że Pan wiedział, co robi, posyłając nas tam. W Hiszpanii jest wielka potrzeba świadków Chrystusa, potrzeba kapłanów, potrzeba zmiany wydźwięku słowa „Kościół” z negatywnego na przypominający o miłości Boga Żywego (…) (Ola – z bloga Diakonii Misyjnej – http://www.wpraga.oaza.pl/dmis)

Pomysł poprowadzenia rekolekcji ewangelizacyjnych w Hiszpanii zrodził się pod koniec zeszłego roku, kiedy na spotkaniu Taizé poznałam ks. Bruno, wikariusza parafii w Premía de Mar, małej miejscowości pod Barceloną. Wymieniliśmy się mailami, mając nadzieję, że jeszcze się kiedyś zobaczymy. W Warszawie w ramach Diakonii Misyjnej Ruchu Światło-Życie znalazło się ośmioro chętnych do prowadzenia rekolekcji w Hiszpanii. Przygotowując się do tej wyprawy, w planach mieliśmy czterodniowe rekolekcje. Kiedy przedstawiliśmy nasz plan księdzu Bruno, ostrzegł nas, że ludzie na pewno nie będą chcieli przyjść aż cztery razy do kościoła. Obiecał, że na pewno będą w piątek, a reszta – to się okaże. Nie ostudziło to jednak naszych zapałów. Skoro Pan Bóg wysyła nas już taki kawał drogi, to chyba ma w tym jakiś cel! Widocznie musimy inaczej trafić do tych ludzi! Jedziemy! (…) Z Hiszpanami złapaliśmy od razu świetny kontakt. Bariera językowa (nie wszyscy z nas mówili po hiszpańsku, a nie wszyscy z nich mówili po angielsku) okazała się (…) żadną barierą. Prawdą okazały się słowa ks. Bruno, który ciągle powtarzał, że „gdy dwoje ludzi chce się dogadać, to język nie jest problemem”. Byliśmy z nimi na dyskotece, graliśmy w nogę, śpiewaliśmy piosenki, zwiedzaliśmy… po prostu świetnie się razem bawiliśmy! Z naszych planów udało się zrealizować tylko dwa spotkania. Jak na tamte warunki to – aż dwa! Jak się później z nami dzielili wrażeniami, mówili, że to niesamowite, że można się świetnie bawić, a później opowiadać o Panu Bogu! No właśnie – „Radością moją Jezus, dobry mój Pan…” Bo chrześcijanin to człowiek przede wszystkim wesoły i normalny! I że można chodzić na imprezę i szaleć, a zarazem być blisko Chrystusa! Uczniowie idący do Emaus rozpoznali Chrystusa nie po tym, co mówił, ale jak łamał chleb. Mam nadzieję, że właśnie naszym życiem, potrafiliśmy pokazać, że Chrystus jest dla nas Kimś ważnym! (…) A Hiszpanie piszą maile i już planują podróż do Polski! Mam nadzieję, że się uda! (Ania – z bloga Diakonii Misyjnej – http://www.wpraga.oaza.pl/dmis)

Podczas ostatnich lat otrzymaliśmy różne zaproszenia, czasem z zaskakujących stron: od niemieckich wspólnot protestanckich (są już takie, które pracują z młodzieżą, korzystając z materiałów Ruchu), z Filipin…

Serce wielkie nam daj

Wierzę, że nikogo z Was te wiadomości nie pozostawiły obojętnym. W tych oazowych „dziejach apostolskich”, Ewangelii Ducha Świętego (Jan Paweł II), każdy ma swoje miejsce, na którym jest tak ważny, jak archanioł na swoim.

Na koniec garść refleksji – własnych i cudzych, które mogą pomóc tym, którzy słyszą w sercu wezwanie Jezusa do pójścia „na krańce ziemi”. (Napisałam je w trybie rozkazującym dlatego, że łatwiej mi formułować w ten sposób myśli, a nie dlatego, że refleksje te mają charakter „jedynie słuszny”). Jeśli zdecydujesz się wyjechać – pamiętaj:

1. Szanuj ludzi, do których idziesz. Oni są inni niż ty. Czasem porazi cię ich duchowe piękno, czasem boleśnie uderzy ich ubóstwo. I jedno, i drugie nie wzięło się znikąd. Nie zawsze swemu ubóstwu są winni. W krajach postkomunistycznych ludzie zostali brutalnie pozbawieni świadomości, że są dziećmi Boga, dlatego czerpią poczucie godności z innych źródeł (a właściwie dziurawych cystern). Byli też systematycznie okradani i upokarzani. Jak zdeptana roślina, potrzebują czasu, żeby odbić. Wspieraj ich w tym.

2. Smakuj ich kulturę, mentalność. Jak dobry fotograf umie wydobyć piękno ze swojego modela, tak ty wydobywaj to, co cenne. Znaj historię tego kraju, tego regionu, miasta, wioski. Czasem to ty będziesz wiedział więcej, niż rdzenni mieszkańcy. Otwieraj im oczy na ich własne piękno, buduj w nich pewność, że tacy, jacy są, ze swoim dziedzictwem, mają nieskończoną wartość w oczach Boga.

3. Miej świadomość swoich korzeni. Ty też przecież nie wziąłeś się znikąd. Kto zna i kocha własną spuściznę, jest w stanie przyjąć i docenić cudzą. Bądź świadomy swoich stereotypów i uprzedzeń, z pomocą łaski będziesz umiał wychodzić poza nie.

4. Przygotuj się na to, co nieprzewidywalne, na napięcia i stres, i łzy. Naucz się dbać o swój wypoczynek, nigdy nie przeciągaj struny. Świeca jest po to, żeby dawała światło, a nie, żeby kopciła. Wydaje mi się, że to newralgiczny punkt, i że, paradoksalnie, trzeba dużo pracować nad tym, żeby umieć wypoczywać.

5. Jesteś po to, żeby miejscowi przejęli ster. Jeden dobrze uformowany człowiek „stamtąd” może zrobić więcej niż ty, bo jest dla „swoich” bardziej wiarygodny. Pogódź się z tym.

6. Najmocniejsze świadectwo to świadectwo życia wspólnoty, która jest małym Kościołem (eklezjola). Czy to rodzina, czy wspólnota osób konsekrowanych, czy jakakolwiek inna forma życia wspólnego. Trudna jest miłość braterska, siostrzana, małżeńska… Proś Boga, żeby dał ci wspólnotę. Proś Boga, żebyś umiał kochać swoich braci, i żeby oni kochali ciebie.

Rozmawiałam niedawno z polskim karmelitą, który pracuje w Irlandii. Powiedział, że Irlandczycy pilnie przypatrują się Polakom. Imponuje im nasza solidność w pracy, ale zraża to, że Polacy są wobec siebie nielojalni i często ze sobą skłóceni. Dlatego nasz katolicyzm nie jest dla Irlandczyków pociągający.

7. Gdziekolwiek jesteś, zostałeś zaproszony do bycia świadkiem Jezusa – często w inny sposób, niż sobie wyobrażałeś. Nie bój się bólu w kontaktach z innymi. Nie bój się rozczarowań, są nieuniknione. Nie bój się kompromitacji (bo twoje plany spełzły na niczym, bo znajomość języka okazała się niewystarczająca, bo niechcący uraziłeś kogoś, wykraczając poza normy przyjęte w danej kulturze…). Nie bój się nawet tego, że możesz zostać odrzucony (zazwyczaj początkowo i przez niektórych, ale to też jest przykre).

 

8. Pozwól Jezusowi, żeby twoim sercem kochał ludzi, do których jesteś posłany (brzmi wzniośle, ale działa! naprawdę!). Bez relacji z Nim niczego nie zwojujesz. Proś Jezusa, żebyś był bratem, siostrą tych, z którymi przebywasz. Jezus zawsze wysłuchuje takiej modlitwy.