Spotkanie z innym

(143 - kwiecień 2006)

Tolerancja

Agnieszka Dzięgielewska

Bóg jest bardziej wymagający niż zwolennicy tolerancji

Co jakiś czas pojawiają się modne słowa czy postawy i wszystkich ogarnia szał „bycia". Był czas kiedy wszystko było fajne, trzeba było być fajnym, bo jak nie, to było niefajnie. Pamiętam grzmiące napomnienia profesora Miodka, który udowadniał, że fajność ma wiele odcieni i znaczeń pośrednich, że tak język, jak isłowa, można rozszerzać. Na próżno. Słówko się przyjęło w naszym ję­zyku (a nawet jest już wypierane przez to, co jest cool), nikogo już chyba nie razi, a je­go dokładne znaczenie pozostało do końca niejasne i nieokreślone.

Obecnie panuje moda na tolerancję. Każdy człowiek na poziomie jest tolerancyjny (właśnie - nie musi, nie powinien, po prostu jest, jeżeli nie jest, to nie jest na poziomie iż). Kiedy jednak zapytać, co to jest tolerancja, okazuje się, że jest również pojęciem niejasnym i nieokreślonym.

W powszechnym rozumieniu człowiek tolerancyjny, to taki, który bez problemu akceptuje (żeby nie powiedzieć - podchodzi entuzjastycznie) każdą odmienność, niezależnie od swoich własnych przekonań (choć może właśnie jego założeniem jest brak sprecyzowanych przekonań...). Na wszystko co inne, patrzy łaskawym okiem, a nawet woli to inne od powszedniego, bo wtedy może się poczuć bardziej tolerancyjny.

To, co inne, odmienne, oczywiście nie powinno budzić sprzeciwu i powinno być - w granicach systemu wartości - akceptowane. Dla nas, chrześcijan, tym systemem wartości jest nauka Chrystusa. To przyglądając się Jego słowom i czynom powinniśmy weryfikować swoje postawy. I dopóki przełamuję swoje wewnętrzne bariery, stereotypy czy uprzedzenia w imię miłości bliźniego, to wszystko jest w porządku. Ale lansowana przez wiele środowisk postawa wymaga więcej - mam w imię tolerancji ak­ceptować ła­manie przykazań, szarganie mo­ralności itp. Bo jeżeli zaprotestuję, to już nie tylko zosta­nę okrzyknięta jakimśtam-fobem, ale jeszcze mogę zostać oskarżona o dys­kryminację dru­giej osoby. Czy jednak na pewno brak akceptacji dla niektórych zacho­wań jest od ra­zu dyskryminacją osoby?

Kilka wieków temu tolerancja była rozumiana zupełnie inaczej. Była raczej wynikiem smutnej rezygnacji na rzecz innych, uznanych za ważniejsze, wartości, była pewnego ro­dzaju ustępstwem, niekoniecznie chlubnym. Słowo „tolerancja" wywodzi się z języka ła­cińskiego i znaczy tyle co wytrzymać ciężar czegoś, znosić czyjeś usposobienie czy też po prostu znosić, cierpieć, wytrzymać. I w przeszłości tak właśnie je rozumiano. Trudno nie dostrzec pejoratywnego wydźwięku tego sformułowania. Tolerować kogoś to nie tyle przyznawać mu rację, uznać równym sobie, ile znosić go mimo wszystko, mimo że jest inny, gorszy. Obecnie hasło w słownikach rozbite jest z reguły na kilka podhaseł - m.in. tolerancję religijną czy wyznaniową. Była ona prawem do wiary lub niewiary w Boga, do przyjmowania lub odrzucania wierzeń i praktyk narzucanych przez różne wyznania.

Świat chrześcijański z zagadnieniem tolerancji miał zawsze sporo problemów - zwłaszcza w czasie, kiedy chodziło już nie tyle o spór o przyjęcie czy odrzucenie Chrystu­sa, ile o spory między Jego wyznawcami. Zaczęło się od konfliktu zwolenników judeochrześcijaństwa z wyznawcami Chrystusa wywodzącymi się spośród pogan. Potem było jeszcze trudniej. Współczesnym coraz trudniej zrozumieć, że prawdziwa gorliwość religijna połączona z wiarą w piekło za tolerowanie innowierców była - w imię miłości bliźniego i tros­ki o powszechne zbawienie - powodem prześlado­wań religijnych (swój udział w tym niechlubnym dziele mieli zarówno katolicy, jak i protestanci). Wńcu lepiej było zginąć raz w ziemskich płomie­niach, niż smażyć się wiecznie w ogniu piekielnym. Tolerancja była grzechem i nikt się na nią nie decy­dował.

Zmiana nastąpiła dopiero w okresie Oświecenia. Trzeba było, żeby Europa zwątpiła w Boga i Go od­rzuciła, aby mogła się rozwinąć myśl o tolerancji waspekcie pozytywnym.

Polska była w dość ciekawym położeniu - od początku znajdowała się na uboczu chrześcijaństwa łacińskiego, położona na pograniczu dwóch świa-tów - wschodniego i zachodniego, znacznie różniła się pod względem wyznaniowym od innych państw Europy. Rzeczpospolita Obojga Narodów - poda-wana jako przykład państwa, w którym kwitła tole- religijna - była młodsza, mniej gorliwa, zdecydowanie mniej mistyczna, praktycznie bez teo­lo-gii, z kulturą przyniesioną przez cudzoziemców, po­zbawiona wielu problemów związanych z refor­macją. Nie bardzo żarliwa, ale i nie bardzo zepsuta. Dlatego mogła być tolerancyjna. Choć i wtedy była to decyzja bardziej polityczna - swobodę wyznania zapewniała konfederacja warszawska (28 stycznia 1573 r.), a trzeba pamiętać, że był to okres pierw­szego w historii Rzeczpospolitej Obojga Narodów bezkrólewia. Sytuacja była więc już i tak niestabilna, a dodatkowe problemy związane z walkami na tle religijnym nikomu niepotrzebne i zagrażające pań­stwu. Zresztą - polska reformacja była bardziej ru­chem umysłowym niż religijnym, a wielu reforma­tów opowiadało się za nią dlatego, że było to mod­ne - nie było więc prawdziwej wrogości między przedstawicielami poszczególnych obozów. Można więc zaryzykować twierdzenie, że nasze pojęcie tole­rancji było od samego początku nieco wypaczone, bo zamiast powodem zgryzoty było powodem do dumy. Zygmunt Krasiński pisał w „Nie-Boskiej komedii": „Że wojen u nas religijnych nie było, to tylko dowód, że nikt w nic nie wierzył mocno. O to, w co ludzie wierzą, biją się".

Obecnie - również pod wpływem mody - doszło do tego, że tolerancją tłumaczy się obojętność nawet wobec sytuacji ewidentnie złych pod względem moralnym. Tymcza­sem - jeśli założymy, że tolerować to znaczy mieć szacunek dla cudzych poglądów, wie­rzeń, upodobań, różniących się od własnych - pojawia się pytanie o miłość. Wydawać by się mogło, że w społeczności tolerancyjnej w obecnym tego słowa znaczeniu jest miej­sce dla każdej osoby. Tymczasem to Kościół, dorośli i starsi mają tolerować subkultury demonstrujące swoją odmienność, jednak bez wzajemności. Czy ktoś się dopomina oosób starszych, wyśmiewanych lub niedostrzeganych przez młodzież (można by zapytać kto demonstrował przeciwko dyskryminacji „moherowych beretów")? Albo omatek posiadających wiele dzieci do „decydowania o swoim brzuchu" tak, żeby nie musiały wysłuchiwać przykrych komentarzy, a były otaczane należną im opieką i sza­cunkiem? A może jest tak, że tolerujemy tylko to, co nam imponuje i odpowiada?

Tolerancja nie może istnieć bez wytyczonych granic. Chrystus nie kazał nam tolero­wać nieprzyjaciół, ale ich kochać - a to różnica. Bóg jest bardziej wymagający niż zwo­lennicy tolerancji. Mogę tolerować odmienną sytuację kogoś, kto jest głodny, spragniony czy nagi. Mogę go akceptować takim, jakim jest - nie wyśmieję, nie ubliżę. Wobec głosicieli tolerancji jestem w porządku. Ale Bóg mnie zapyta, czy nakarmiłam, napoiłam, przyodziałam. I nie zadowoli Go odpowiedź, że tolerowałam. Miłość jest trudniejsza. Kiedy bliźni robi sobie krzywdę, kiedy grzeszy, gorszy siebie i innych, mogę w imię tolerancji podejść do sprawy obojętnie, albo w imię miłości ratować go wszelkimi sposobami, nawet jeśli sama miałabym na tym ucierpieć. Bo bliźniego mam kochać, a nie tolerować jak siebie samego.

Wydaje się, że - patrząc na historię rozwoju poję­cia tolerancji, na to w jakiej sytuacji pojawiło się ono po raz pierwszy - konieczne jest zadanie sobie py­tania, gdzie kończy się „dobra tolerancja" a za­czyna upłynnianie granic zasad moralnych. Z pomo­cą mo­że przyjść biologiczne rozumienie słowa tole­rancja - zdolność organizmu do znoszenia bez ujemnych skutków wpływu szkodliwych substancji, niekorzyst­nych warunków środowiska itp. Właśnie - bez ujemnych skutków. Dla mojej duszy, wrażliwości, miłości. Dla mojego katolicyzmu. Dla zbawienia...

 

Definicje tolerancji

  1. Tolerancja to niewywieranie przymusu (J. Locke).
  2. Tolerancja jest wtedy, gdy nie czynię wbrew, chociaż czyjeś opinie czy zachowania nie odpowiadają mi, sprawiają przykrość. Mam siłę, by im przeszkodzić, ale nie czy­nię tego, bo uznaję uprawnienia ludzi do tych zachowań (J. Keller).
  3. Tolerancja to niewolnicza bezsiła (F. Nietzsche).
  4. Tolerować to obrażać (J. W. Goethe).
  5. Znosić cierpliwie to, czego nie lubimy, potępiamy - to tolerancja (Z. Szawarski, au­tor książki „Rozmowy o etyce")
  6. Wtedy uprawiamy tolerancję, kiedy pozwalamy komuś robić coś, co któremuś z na­szych celów przeszkadza (T. Kotarbiński)
  7. Tolerancja - system twierdzeń, reguł i zasad, które są maksymalnie niedyskryminują­ce i maksymalnie odporne na podejrzliwość (R. Legutko)
  8. Tolerancja to gotowość szanowania ideałów innych ludzi tak, jak własnych (R.M. Ho­are - liberał)
  9. Wszyscy jesteśmy obcy. Problem tolerancji jest bezprzedmiotowy. (Z. Bauman - postmodernista)

wybór A.D.