Modlitwa

(184 - luty - marzec 2012)

Twarzą w twarz

Agnieszka Dzięgielewska

Modlitwa jest rozmową pomiędzy osobami i to osobami pozostającymi w stosunku przyjacielskim. To nie wypełnianie obowiązku czy sposób na „udobruchanie” groźnego Boga

Mojżesz zaś wziął namiot i rozbił go za obozem, i nazwał go Namiotem Spotkania. A ktokolwiek chciał się zwrócić do Pana, szedł do Namiotu Spotkania, który był poza obozem. A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem (Wj 33, 7.11a)

Namiot Spotkania to szczególna forma modlitwy, która ma istotne znaczenie w Ruchu Światło-Życie. „Nie jest naprawdę członkiem Ruchu, nie zrozumiał jego istoty ten, kto nie wprowadził w swoje życie praktyki Namiotu Spotkania" - powiedział ks. Franciszek Blachnicki w swojej konferencji o tej formie modlitwy w Carlsbergu 23.10.1982 roku. To niemal 30 lat temu, a słowa te są nadal aktualne.

Cóż jest takiego szczególnego w tej modlitwie, że aż stanowi ona o tym, kto może się uważać za członka Ruchu, a kto nie? Czym wyróżnia się spośród innych form modlitwy? Czy można jasno sprecyzować, co jest Namiotem Spotkania, a co nie jest? Czy można go zmierzyć, zdefiniować, zaklasyfikować i opisać?

Ostre zdefiniowanie Namiotu Spotkania jest trudne. Jest to modlitwa, w czasie której dokonuje się spotkanie osób - człowieka i Boga. I jak każde inne spotkanie osób rządzi się swoimi prawami, właściwymi dla tej konkretnej relacji i tych konkretnych osób. Każda relacja między osobami jest niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju - tak jak niepowtarzalna jest każda osoba. Dlatego i Namiot Spotkania każdego z nas będzie inny, niepowtarzalny, rządzący się swoimi prawami, właściwymi dla relacji z Bogiem, jaką mamy. A relacja ta - jak i każda inna relacja osób - podlega przemianom, rozwija się; dojrzewamy w niej do coraz większej miłości lub od pierwotnej miłości odchodzimy. Jest to rzeczywistość dynamiczna, której nie można raz na zawsze zdefiniować. Ma ona jednak pewne elementy wspólne, będące wyznacznikami tej szczególnej relacji Osoby Boga i osoby człowieka.

Miejsce. Księga Wyjścia określa, że namiot, w którym Mojżesz spotykał się z Bogiem, znajdował się poza obozem. A ktokolwiek chciał się zwrócić do Pana, szedł do Namiotu Spotkania, który był poza obozem (Wj 33, 7b). Podobnie i my - aby spotkać Boga, musimy opuścić miejsce życia, pracy, wszystkich codziennych spraw i pójść tam, gdzie możemy być z Bogiem sam na sam.

Czas. W dzisiejszych czasach bardzo trudno go znaleźć. Ale i w szczególny sposób uczymy się doceniać czas poświęcony nam przez ludzi, z którymi wchodzimy w relacje. W codziennym zabieganiu, w pośpiechu terminów, które nas gonią, znajdujemy czas na rzeczy najważniejsze i dla osób najważniejszych. Dla najbliższych znajdujemy czas codziennie. Podobnie musimy znaleźć czas dla Boga. Warunkiem dobrego spotkania jest zostawienie wszystkich spraw „w obozie” naszego życia. To nie może być czas poświęcony na sprawy obowiązkowe, to musi być czas tylko do dyspozycji Boga. Jak w czasie spotkania z przyjacielem. Szacunek dla osoby wymaga, aby mieć dla niej czas. Również szacunek i miłość dla Osoby Boga. On zawsze ma dla nas czas. Podobnie my musimy go mieć. To warunek konieczny, absolutne minimum potrzebne do tego, aby modlitwa mogła zaistnieć.

Przeżycie obecności Boga. Modlitwa będąca spotkaniem z Osobą Boga musi rozpocząć się od stanięcia w Jego obecności. Od uświadomienia sobie, że Bóg jest tu i teraz obecny dla mnie. Bez tego modlitwa będzie monologiem lub rozmową z samym sobą, a nie spotkaniem z Bogiem. To niełatwe przebić się przez barierę swoich spraw, myśli, problemów, wykroczyć poza granice własnego „ja” i oddać się do dyspozycji Tego, z którym chcę się spotkać. Staje się to możliwe tylko przez wiarę, dzięki której możemy przekroczyć samych siebie, cały świat materialny – i zwrócić się w kierunku rzeczywistości Boga. Dlatego modlitwa, praktykowanie regularnego Namiotu Spotkania, które jest wymogiem ujętym w Drogowskazach Nowego Człowieka, zawsze jest ćwiczeniem wiary, aktem wiary. Jeśli nim nie jest, nie jest modlitwą – sprowadza się wtedy do przyzwyczajenia, przymusu, poczucia obowiązku, lęku czy wręcz magii. Modlitwa bazuje na wierze. Wiara w nas, jeśli nie robimy z niej użytku, jest tylko zakopanym w naszym sercu talentem – dopiero wyrażana, uzewnętrzniana, m.in. w modlitwie, może rozkwitać i wydawać owoce. Mówi się również, że modlitwa jest oddechem wiary. Bez wiary w Tego, z którym chcę się spotkać, jakakolwiek relacja nie jest możliwa.

Przeżycie obecności Boga jest łatwiejsze, jeśli możemy spotkać się z Nim w szczególnym rodzaju Jego obecności, jaką jest Najświętszy Sakrament. „Tabernakulum” to również znaczy „namiot”. Słowa tłumaczone na polski jako Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami (J 1, 14) znaczą dosłownie „rozbiło swój namiot wśród nas”. Ten szczególny Namiot został darowany człowiekowi, istocie zmysłowej i przeżywającej rzeczywistość na sposób zmysłowy, jako pomoc do postawienia się w obecności Boga na sposób zmysłowy, właściwy nam. Bóg, spotykając się z człowiekiem, uwzględnia specyfikę i ograniczoność jego natury. W Najświętszym Sakramencie Chrystus istnieje dla nas wszystkich i dla każdego z nas z osobna. Pozostał w Nim dla mnie. Chce się w Nim ze mną spotykać. Dlatego właśnie, na ile jest to możliwe, najlepiej jest odprawiać Namiot Spotkania przed Chrystusem w Najświętszym Sakramencie, przed tabernakulum czy w czasie adoracji.

Jak z przyjacielem. Modlitwa jest rozmową pomiędzy osobami i to osobami pozostającymi w stosunku przyjacielskim. To – jak mówi szósty Drogowskaz – wielki przywilej i radość. To nie wypełnianie obowiązku czy sposób na „udobruchanie” groźnego Boga. Nie sposób na zapewnienie sobie Jego błogosławieństwa. To spotkanie z kimś, kto zna mnie po imieniu, kto mi błogosławi i jest mi łaskawy niezależnie od tego, ile pacierzy odmówię. Odnosi się do mnie w sposób osobowy. Ma względem mnie swoje plany. Ma na względzie moje dobro. Próba odprawienia Namiotu Spotkania bez tej świadomości, bez takiego nastawienia, mija się z celem.

Dlatego właśnie nie każda modlitwa jest tym Namiotem Spotkania, o którym mówi się w naszym Ruchu. Różne są formy modlitwy wspólnotowej, ale równie ważna jest modlitwa osobista, umiejętność pozostania z Bogiem sam na sam i cieszenia się tym spotkaniem. Punktem wyjścia nie jest moje „ja”, ale zawsze jest nim Bóg. Pierwsze słowo zawsze należy do Niego. Dlatego wielką pomocą dla tej modlitwy i swoistym sposobem nawiązania z Bogiem rozmowy są słowa Pisma Świętego. Jeśli ta modlitwa ma być dialogiem, to pierwsze słowo należy do Boga, my możemy dawać na nie odpowiedź. Możemy czasem mieć wrażenie, że Jego słowo nie ma żadnego związku z naszym życiem, z aktualnie przeżywanymi problemami, pytaniami. A tymczasem to On wie najlepiej, czego nam w danym momencie potrzeba. Często to my nie potrafimy się przebić poza nasze aktualne problemy i schematy myślenia. Jeśli wierzę, że Bóg mnie kocha i jest mi łaskawy, to moją odpowiedzią na Jego miłość musi być zawierzenie, ufne oddanie się w Jego ręce.

Boże plany wobec nas. Treścią modlitwy, treścią rozmowy z Bogiem, są Jego plany wobec nas. Mojżesz prosił Boga, aby dał mu poznać swoje zamiary wobec niego. Nie prosił o konkretne rzeczy, które uznawał za potrzebne na danym etapie – prosił o to, aby Bóg pozwolił mu poznać to, co On sam dla niego zaplanował, jako dla niego najlepsze. Chrystus uczył podobnie swoich uczniów, zostawiając nam wszystkim słowa „bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”. Często zdarza nam się modlić o wypełnienie naszej własnej woli. A prawdziwa, głęboka modlitwa polega na prośbie o wypełnienie woli Tego, który zna każdego z nas po imieniu. Nie znamy naszej przyszłości, nie wiemy, czy to, co zaplanowaliśmy, ostatecznie wyjdzie nam na dobre czy na złe. To wie tylko Bóg. Kiedy poznamy Jego zamiary względem nas, będziemy również wiedzieli co jest dla nas najlepsze. Prawdziwie najlepsze. Nawet jeśli w danym momencie jeszcze tego nie rozumiemy.

Ujrzeć Jego chwałę. Mojżeszowi dane było ujrzeć chwałę Boga, ale nie Jego oblicze. Podobnie w naszym życiu – spotkanie z Bogiem nie dokonuje się przez doświadczalne oglądanie Jego oblicza, ale przez wiarę. I do tej czystej wiary, nie popartej doświadczeniem, Bóg nas prowadzi. Ważne jest to, aby się nigdy nie zniechęcić. Aby nie porzucić praktyki Namiotu Spotkania nawet w sytuacji, kiedy wydaje mi się, że modlitwa jest tylko doświadczeniem pustki. Aby codziennie, wiernie i wytrwale stawać w obecności Boga i oddawać się do Jego dyspozycji – w sposób, który On uzna za najstosowniejszy i najlepszy dla mnie. Ta wierność prowadzi na końcu do wzrostu wiary, nadziei i miłości. Do postrzegania rzeczywistości nadprzyrodzonej jako tak samo prawdziwej, jak rzeczywistość materialna, namacalna. To trudna droga, ale oczyszcza nas w ogniu, jak złoto, abyśmy mogli widzieć w całym naszym życiu Jego chwałę, a na końcu – zobaczyć Jego oblicze. W sposób rzeczywisty rozmawiać z Nim twarzą w twarz.

Namiot Spotkania ma być codzienną praktyką Nowego Człowieka. Słusznie, bo nie ma w życiu nic ważniejszego nad zbudowanie prawdziwej, ufnej i przyjacielskiej relacji z Osobą Boga. Dlatego niezmiennie aktualne są słowa ks. Blachnickiego z wspomnianej już konferencji w Carlsbergu:

Jeżeli mówimy, że każdy z nas musi sobie wybudować Namiot Spotkania, to znaczy, że musi w ciągu dnia przygotować, przewidzieć taką chwilę, w której ma czas dla Boga. Wtedy zostawia wszystko i idzie tam, gdzie Bóg na niego czeka. To jest zadanie. To zależy od nas. To wymaga wysiłku woli. Tego nikt za nas nie zrobi.