Grzech

(135 - luty - marzec 2005)

Ukryta rana

Agata Jankowiak

Problemu parad równości nie załatwimy siłą, krzykiem, rzucaniem mało chrześcijańskimi epitetami

W miejscowości, w której prowadziliśmy w minionym roku oazę lubiło spacerować dwóch panów. Na pozór zwykli letnicy — jednak trzymali się czule za ręce, obejmowali jak zakochani, patrząc przy tym wyzywająco (a może mi się tylko tak wydawało?) w oczy mijających ich ludzi. Aż chciałoby się westchnąć — kiedyś to było nie do pomyślenia.
Coraz częściej elektryzuje nas wiadomość o organizowanych w kolejnych miastach „paradach tolerancji”, „marszach równości”. Niektóre media kreują je na wydarzenia dnia (miesiąca), inni biadają nad upadkiem obyczajów, a jeszcze inni chwytają za jajka, pomidory i kamienie.
Taki jest świat, w którym żyjemy. Agresywne promowanie zachowań homoseksualnych, narzucanie społeczeństwu konieczności uznania ich za dobre — czy przynajmniej obojętne moralnie — sprawiają, że chrześcijanin nie może uznać problemu skłonności homoseksualnych za jakiś margines, za rzecz, którą nie musi się zajmować. Ale — jak już się zajmować to… mądrze.
Powiedzmy sobie szczerze: tak naprawdę przeciętny chrześcijanin niewiele wie osobach mających skłonności homoseksualne. Jeżeli zaś czegoś nie znamy, nic o tym nie wiemy, często boimy się. Przed wakacjami przysłuchiwałam się audycji radiowej, w której uczestniczył Richard Cohen, amerykański terapeuta (jeden z wielu) pomagający osobom o skłonnościach homoseksualnych dokonać radykalnej zmiany w swoim życiu i wyzwolić się od tych skłonności. Do rozgłośni dzwonili słuchacze i wyraźnie było widać (słychać), że na osoby o skłonnościach homoseksualnych patrzą wyłącznie przez pryzmat takich właśnie akcji jak „marsze równości” — czyli przez pryzmat bardzo wpływowej (i bogatej) grupy, która głośno krzyczy o tolerancji próbując narzucać innym swoje wizje. Ale to nie jest prawda o homoseksualizmie!
„Uczucia, myśli i pragnienia homoseksualne są symptomami ukrytych problemów. Są reakcją obronną na bieżące konflikty, sposobem leczenia bólu i złego samopoczucia. Przedstawiają nierozwiązane urazy z dzieciństwa, dawne emocje, zamrożone uczucia, rany, które nigdy nie zostały wyleczone. (…) To wielka ukryta rana w duszy każdego, kto doświadcza pociągu do osób tej samej płci.” (R. Cohen, Wyjść na prostą). Skłonności homoseksualne nie są wrodzone, są rzeczą nabytą. Nikt nie rodzi się homoseksualistą. To jest Dobra Nowina dla wszystkich nie rozumiejących siebie, swoich uczuć i pragnień, uwikłanych w oplatającą coraz mocniej sieć zależności. To jest też Dobra Nowina dla tych, którzy takich skłonności nie doświadczają — bo okazuje się, że mogą nieść konkretne słowa otuchy i wsparcia, pokazywać możliwość wyjścia z pułapki.
W tym miejscu warto zastanowić się jaka jest nasza pierwsza reakcja na widok choćby opisanej na początku pary (a to była wersja „soft”): wstręt, oburzenie, agresja, lęk, litość… a może jednak modlitwa? Widzimy tych, którzy głośno krzyczą, afiszują się ze swoją „orientacją” — tak do końca chyba nie wiadomo dlaczego. A gdzieś głęboko schowani są ludzie, którzy bardzo cierpią z powodu pociągu do osób tej samej płci. Ludzie ciągle i rozpaczliwie poszukujący miłości, której nie otrzymali na czas. Ludzie bardzo nieszczęśliwi. Oni potrzebują naszej modlitwy, akceptacji (Uwaga! — nie akceptacji zachowań homoseksualnych, ale akceptacji jako człowieka) i potrzebują Dobrej Nowiny o tym, że zmiana jest możliwa.
Powiedzmy sobie jasno — problemu parad równości nie załatwimy siłą, krzykiem, rzucaniem mało chrześcijańskimi epitetami („marsz dewiantów” to jeden z łagodniejszych), petardami i kamieniami. To służy tylko konsolidacji i wzmocnieniu pewnego środowiska (a osoby o skłonnościach homoseksualnych wcale nie stanowią jednorodnej grupy) — czyli spełnia cel dokładnie przeciwny niż się to protestującym wydaje. Oprócz wykorzystywania wszelkich środków jakie daje nam obowiązujące prawo trzeba poszerzać i budować naszą wiedzę na ten temat. Są dobre książki, jest możliwość znalezienia profesjonalnej pomocy. Warto o tym wiedzieć i mówić innym — dać świadectwo prawdzie.
I trzeba modlić się za tych ludzi — o ich uzdrowienie — aby zapragnęli uzdrowienia, aby uwierzyli, że nikt nie rodzi się gejem, aby poznali Jezusa, który jest źródłem wszelkiego uzdrowienia i aby doznali mocy prawdziwej miłości.