Młodzi w Kościele

(222 - lipiec - sierpień 2018)

W Domowym Kościele

rozmowa

Bez naszego, często okupionego wysiłkiem i wyrzeczeniem działania, może kiedyś zabraknąć młodych w Kościele

Piotr: Jeżdżenie na oazy była dla nas czymś naturalnym. Zastanawialiśmy się z rodzicami, czy wyjazd na oazy młodzieżowe był naszą inicjatywą czy ich. To stało się wspólnie – gdy człowiek ma już kilkanaście lat, to trudno mu przebywać z dwulatkami pod opieką diakonii wychowawczej, więc świetnie że są oazy młodzieżowe, na które się jeździ ze swoimi rówieśnikami. 

Rodzicom zawdzięczam moje obecne zaangażowanie. Tata zapisał mnie na KAMUZO, bo grałem na gitarze a dowiedział się, że na te rekolekcje jest mało chętnych. Kiedy przyszedł do mnie i o tym powiedział, nie przypuszczałem, że będę sam za kilka lat takie rekolekcje organizował w naszej diecezji. Tak się bowiem stało, że jestem animatorem odpowiedzialnym w Diakonii Muzycznej. 

Wiem, że formacja młodzieżowa kiedyś się skończy, ale wiem, że jest dalsza droga – droga Domowego Kościoła. Mam nadzieję, że naturalnie na tę drogę z moją przyszłą żoną wstąpimy – obserwując rodziców, ich znajomych, obserwując co im daje Ruch Światło-Życie przez Domowy Kościół, widzę że jest to najlepsza droga, która trzyma przy Chrystusie.

Kasia: Dobrą sytuację mają małżeństwa z tych diecezji, gdzie są żywe wspólnoty dzieci Bożych, Oazy Nowej Drogi czy Oazy Nowego Życia. Co zrobić, gdy tego brakuje? Zdajemy sobie także sprawę z tego, że w wielu diecezjach brakuje osób, które byłyby animatorami dla Oazy Dzieci Bożych czy kolejnych etapów formacji, a rodzice z Domowego Kościoła chcieliby, aby ich dzieci od najmłodszych lat formowały się na drodze Ruchu (różnorodność diecezji jest ogromna – od miejsc, gdzie wspólnoty dziecięce i młodzieżowe są liczne, po sytuacje, gdzie ich nie ma). W ostatnich latach zaobserwowaliśmy, że w niektórych diecezjach rodzice z Domowego Kościoła wzięli sprawę w swoje ręce. Poprosimy teraz Malwinę i Marcelego z diecezji toruńskiej, by podzielili się takim doświadczeniem.

Malwina: Oaza Dzieci Bożych w naszej parafii a właściwie diecezji powstała w styczniu ubiegłego roku. Inspiracją do jej powstania był jej brak – nie ma u nas ani Oazy Dzieci Bożych ani oazy młodzieżowej. Mieliśmy dwa wyjścia – narzekać, co robiliśmy przez dłuższy czas, drugie wyjście, na które zdecydowaliśmy się nieco później, to było działanie. Zaczęliśmy wraz z Andżeliką i Jackiem, później dołączyła do nas Kamila.

Marceli: Kamila ma 18 lat, a więc nie jest tak,  że tylko Domowy Kościół tworzy naszą oazę. Mamy dwie grupy, przypuszczamy że od września ich ilość się podwoi. Korzystamy z konspektów ogólnopolskich jak i z konspektów opracowanych wcześniej przez naszego moderatora. Spotkania umilamy animacją, śpiewem, tańcem, filmem – by móc dotrzeć do dzieci i skupić ich uwagę na treściach, które chcemy przekazywać. Widzimy, że w innych parafiach też jest taka potrzeba, chcemy więc przekazywać to doświadczenie.

Malwina: Abp Grzegorz Ryś w swojej książce przytacza słowa św. Augustyna: „By żaden ubogi nie wykręcał się z jałmużny. Daj nie z tego, co ci zbywa, daj nie coś, ale to kim jesteś”. Powoli, małymi krokami staramy się to robić.

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".