Patriotyzm

(147 - listopad - grudzień 2006)

W drodze do Królestwa

ks. Ryszard Nowak

Chrześcijanin nie może zapominać, iż jest na tej ziemi — a więc i we własnej Ojczyźnie — zaledwie pielgrzymem

Polakiem jestem i Polakiem pragnę umrzeć, ponieważ to mi nakazują prawa boskie i ludzkie. Uważam nasz język, nasze obyczaje narodowe, naszą historię za drogocenną spuściznę naszych przodków, którą z nabożeństwem powinniśmy przechowywać dla potomności, wzbogaciwszy majątek narodowy naszą własną pracą. Razem z wami szczycę się naszymi starymi polskimi cnotami, szlachetnością synów Polski, ich poświęceniem, odwagą i miłością Ojczyzny” - pisał bł. abp Zygmunt Szczęsny Feliński. Można zapytać, czy te słowa znajdują jeszcze uznanie wśród współczesnych Polek i Polaków. Przez 45 lat panowania „jedynie słusznej ideologii” skutecznie zniechęcono nas do patriotyzmu. Ideologiczne nadużywanie flagi narodowej, wywieszanej w połączeniu z tą czerwoną - naznaczoną sierpem i młotem, lansowanie „nowego” godła, jako zdetronizowanego orła odartego z korony, kosmopolityczne hasło „proletariusze wszystkich krajów łączcie się” i „Mię-dzynarodówka”, śpiewana co najmniej na równi z hymnem narodowym, niezauważenie zdewaluowały pojęcie OJCZYZNY. Lansowana w tamtym okresie politycznie poprawna historia, ledwie dotykała chlubnych wydarzeń tysiącletniego dziedzictwa Polaków, za to dominowała triumfalistyczną wizją „nowych” dziejów Polski odradzającej się po II wojnie światowej, przy boku wielkiego brata zza wschodniej granicy. A potem nagle, pod wpływem „gorącego sierpnia”, wszystko legło w gruzach, przygniecione upadającym murem berlińskim. Nagle otworzyła się przestrzeń wolności, która na początek zamiast demokracji, zafundowała społeczeństwu upadek autorytetów, anarchię i tradycyjne w takiej sytuacji „polskie piekiełko”...

Dzisiaj nadal klimat życia społecznego w Polsce nie służy spokojnemu patrzeniu w przyszłość z poczuciem bezpieczeństwa. Składa się na to powszechna zła ocena poszczególnych rządów; afery związane z lustracją; słabość prawa i związana z tym niewydolność sądownictwa; korupcja władzy, urzędników, policji, ale i ludzi służby zdrowia czy sportu; dominujący, malkontencki ton w mediach, tropiących każdą sensację i epatujących „złą nowiną”; rosnące dysproporcje między bogatymi i tymi, którzy są zaliczani do stale poszerzającego się kręgu biednych. To nie sprzyja poczuciu dumy z tego, że jesteśmy Polakami. Przeciętny Polak może dojść do wniosku, że w takiej rzeczywistości po prostu nie ma sensu żyć, nie warto również myśleć długofalowo - trzeba żyć bieżącą chwilą, ponieważ jutro będzie gorzej, a nie lepiej. To rodzi stan społecznej frustracji, apatię, a u wielu ludzi z młodszego pokolenia skutkuje często decyzją o opuszczeniu naszego kraju.

Ostatnio w publikatorach wiele można usłyszeć, zobaczyć i przeczytać o nowej polskiej emigracji... Jak szacują specjaliści, od chwili naszego przystąpienia do Unii Europejskiej (w 2004 r.) nasz kraj opuściło około milion naszych rodaków. Polska emigracja nie jest zjawiskiem nowym, trwa już ponad dwieście lat. Poza granicami naszej Ojczyzny mieszka ponad 15 milionów Polaków, co stanowi niemal 25% naszego narodu. To sytuuje nas w świecie jako czwartą emigrację po chińskiej, niemieckiej i włoskiej.

W przeszłości motywy wyjazdu z Polski najczęściej były związane z sytuacją polityczną (rozbiory, przegrane powstania narodowowyzwoleńcze, prześladowania dysydentów, emigracja „solidarnościowa”). Właściwie poza okresem końca XIX wieku i schyłku PRL, nie było polskiej emigracji zarobkowej. Dzisiaj główną jej przyczyną jest chęć poprawienia sobie bytu, co bezpośrednio wiąże się z wysokim bezrobociem i znaczną różnicą między zarobkami w Polsce i poza jej granicami. Emigrują przede wszystkim ludzie młodzi (niewiele ponad 50% stanowią osoby między 20 a 30 rokiem życia), którzy nie mogą z tutejszych zarobków utrzymać swojej rodziny. Często wyjeżdża młodzież, przerywając studia w Polsce po to, aby zarobić pieniądze na dalszą kontynuację nauki, albo wręcz zaraz po ukończeniu szkoły średniej nie widząc przyszłości w Polsce i już nie podejmując tu dalszej nauki.

     To wszystko, co powyżej, ukazuje dość ponury obraz naszej polskiej rzeczywistości. Dlatego nie lekceważąc tych zjawisk, trzeba nam jednak podnieść wzrok i „odbić” się od przyziemności. Zapytać, co się stało, że to tak wygląda, albo jeszcze lepiej, co zrobić, aby to zmienić? Trzeba też wrócić do początku mówienia o Polsce i o Polakach. Patrząc na losy naszego narodu, możemy powiedzieć, że nasza Ojczyzna „stała” się dla nas od samego początku dziedziną w podwójnym, pełnym znaczeniu. Chrzest księcia Mieszka był bowiem nie tylko początkiem państwowości polskiej, ale i równoczesnym zwróceniem się ku ostatecznej prawdzie, że „nasza ojczyzna jest w niebie” (Flp 3,20).

     W tym akcie nie tylko nie było przeciwstawienia ojczyzny ziemskiej ojczyźnie niebieskiej, ale objawiło się pełne zakorzenienie człowieka. To szczególne miejsce na ziemi jest nam dane i zadane, aby czerpiąc z dziedzictwa wcześniejszych pokoleń każdy z nas wniósł do tego wspólnego skarbca to, co w nim najlepsze, co żywiołem twórczym pomnażanych talentów. Od zarania dziejów naszego narodu towarzysząca nam dewiza narodowa - Bóg, Honor, Ojczyzna - nierozerwalnie godność i dumę osoby, odnosi zarówno do miłości ziemskiej macierzy - ojcowizny, jak i do tej, do której zaprasza nas Pan Jezusie, gdy mówi, „w domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Idę przecież przygotować wam miejsce” (J 14,2).

Idea Narodu Wybranego, zdążającego przez pustynię do ziemi obiecanej, jest obrazem naszej ludzkiej egzystencji, gdzie we wspólnocie Kościoła wszyscy zmierzamy do domu Ojca. To zmierzanie dokonuje się w określonym miejscu na ziemi. Jest nam ono dane, abyśmy tu i teraz, spełniali powinność, jaka jest nam zadana od chwili opuszczenia raju utraconego i czynili tę ziemię sobie poddaną, po to, aby do niego powrócić. W swej aktualnej świadomości Kościół wzywa chrześcijan, aby „żyjąc dla Boga i Chrystusa w uczciwej atmosferze życia swego narodu”, pielęgnowali „prawdziwą i czynną miłość ojczyzny” (DM 15), czyniąc to „wielkodusznie i wiernie, jednak bez ciasnoty duchowej” (KDK 75). I dlatego chrześcijanin musi odnosić się z głęboką czcią do swej ziemskiej Ojczyzny, bo jest ona zwiastunem Królestwa Bożego. Zanim jednak dojdziemy do tej „niebieskiej” Ojczyzny, aby wieść w niej życie wieczne, mamy ziemię, na której obecnie żyjemy.

C. K. Norwid napisał, „Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek”. I prawda, ten twórczy wymóg dotyczy komplementarnie każdej sfery życia: gospodarczej, społecznej, kulturalnej, duchowej, narodowej i religijnej. Obowiązek to wzajemne związanie się dla wspólnego dobra, to także kompetencja i służba. Dlatego, to jak uczył nas Jan Paweł II, „po-trzeba nieustannej odnowy umysłów i serc, aby przepełniała je miłość i sprawiedliwość, uczciwość i ofiarność, szacunek dla innych i troska o dobro wspólne, szczególnie o to dobro, jakim jest wolna Ojczyzna”. To z czwartego przykazania dekalogu wynika owa konieczność pielęgnowania przez wszystkich obywateli cnoty pietyzmu wobec własnej Ojczyzny. Jan Kochanowski pisał: „A jeśli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą ojczyźnie” (Pieśń XII „O Cnocie”). Z pietyzmu wynika owo bezwarunkowe umiłowanie dziedzictwa ojców, które od serca zobowiązuje nas do czynów, budząc gotowość poświęcenia dla niej swych sił i zdolności, a także do wyrzeczeń i ofiar oraz bohaterskiej służby w obronie zagrożonych wartości. To przynaglenie prowadzi nawet do granic męczeństwa, aż po ofiarę z własnego życia.

Jest ponoć w Kanadzie taki piękny zwyczaj, że podczas nadawania obywatelstwa kanadyjskiego, urzędnik obowiązkowo wspomina o tym, o czym nie można nam nigdy zapomnieć: o miejscu urodzenia, o szkole, w której się uczyliśmy i o kościele, w którym żeśmy się modlili. Żyjemy na ziemi, stąd jesteśmy obywatelami świata, ale to nie może prowadzić nas do nieokreśloności. Jest przecież takie miejsce, w którym się pojawiliśmy się na tym świecie. I to jest nie bez znaczenia, tak jak i nie bez znaczenia jest to, kto jest moją mamą i kto moim tatą, jakim językiem mówię, jakie wartości wyznaję, w cieniu jakiej świątyni się wychowywałem. Pamięć pozwala nam nasz dom rodzinny, dom ojczysty nosić w sercu, niezależnie od tego, gdzie nas życie zaprowadzi, a to z kolei pozwala nam zachować własną tożsamość.

Ostatecznie, chrześcijanin nie może zapominać, iż jest na tej ziemi - a więc i we własnej Ojczyźnie - zaledwie pielgrzymem. Perspektywa ojczystego nieba winna dawać nam motywację do tego, aby z wdzięcznością za dziedzictwo poprzednich pokoleń podjąć odpowiedzialność za to dziedzictwo. Ojczyzna ziemska, tak jak rodzina jest wpisana w nasze życie przez zrodzenie, to nasze korzenie. Ojczyzna niebieska wyłania się zza horyzontu, kresu drogi, dokąd zmierzamy, aby wpaść w rozmiłowane ramiona naszego Ojca.