Służba

(208 - styczeń - luty 2016)

Wezwani

świadectwo

Wbrew całej logice i wszystkim oczywistym powodom wyraziliśmy zgodę na pilotowanie kręgu

Przez kilka lat pełniliśmy posługę odpowiedzialnych za jedną z diakonii centralnych. W tym czasie nie przyjmowaliśmy żadnych innych posług, odpowiedzialność za diakonię centralną była bowiem bardzo obciążająca.

Dwa lata temu zadzwonił do nas telefon. Dzwoniła osoba pragnąca włączyć się w Domowy Kościół (dostała nasz numer od wspólnych znajomych z innej diecezji). Dzwoniła w imieniu kilku małżeństw – można więc powiedzieć, że zgłosił się cały, gotowy do pilotowania krąg. Kontakt oczywiście przekazaliśmy do pary rejonowej, która przy tej okazji rzuciła tak nieśmiało (wiedząc, że nie przyjmujemy żadnych posług): „a może wy byście popilotowali”, a chwilę potem skonstatowała z radością: „nie powiedzieliście nie!”

Faktycznie, nie powiedzieliśmy „nie” (choć w tym momencie nie powiedzieliśmy też „tak”). Powodowani impulsem (natchnieniem?), obudzonym nagle pragnieniem, które zrodziło się w nas obojgu niezależnie od siebie, wbrew całej logice i wszystkim oczywistym powodom, najpierw nie odrzuciliśmy tej możliwości, a w kolejnej rozmowie wyraziliśmy zgodę na pilotowanie kręgu.

Czas pilotowania był dla nas czasem ogromnej radości. Mimo, że przez pierwsze dziewięć miesięcy łączyliśmy go z dotychczasową posługą, z radością udawaliśmy się na każde spotkanie, cieszyliśmy się widząc zaangażowanie młodych małżeństw, ich udział w rekolekcjach, cieszyliśmy się narodzinami kolejnych dzieci (w czasie naszego pilotażu narodziła się piątka, szóste się poczęło). I okazało się, że udało nam się połączyć w tym czasie dwie posługi.

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".