Radość Ewangelii

(200 - czerwiec - sierpień 2014)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Wizyta aniołów

Karol Madaj

„Trzej aniołowie zostali posłani do naszego ojca Abrahama w czasie, gdy dokonał obrzezania...” – takie tłumaczenie początku rozdziału 18. znajdziemy w pamiętającym czasy Jezusa przekładzie Biblii na aramejski. Według rabinów wizyta miała miejsce trzy dni po wydarzeniach opisanych dwa wersety wcześniej (17,26), gdy rana po zabiegu miała najbardziej boleć. Abraham nie zdawał sobie jednak sprawy z tego, że oto w jego chorobie odwiedzają go posłani od Boga aniołowie (Hbr 13,2). Według żydowskiej tradycji byli to Michał, Gabriel i Rafał. Abraham, mimo że nieświadom wyjątkowości wizyty, potraktował swoich gości tak, jak to miał w zwyczaju, czyli z wielkim zaangażowaniem. Pokonując swój fizyczny ból, w najgorętszej porze dnia (w. 1), spieszył się by im usługiwać. W omawianym fragmencie Tora daje nam prawdziwą lekcję gościnności.

Abraham wyszedł z cienia namiotu i udał się na spotkanie nieznajomych (w. 2). Oddał im pełen szacunku pokłon, po czym zaproponował przeczekanie upału w swoich gościnnych progach. Dla podróżujących boso wędrowców propozycja obmycia nóg z pewnością była przynoszącą ulgę perspektywą. Zobaczmy, że Abraham nazwał siebie sługą (w. 3) i sam przyniósł wodę do obmycia nóg. Patriarcha, pomimo swojego wieku i zasług, podobnie jak Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, nie czuł się poniżony, usługując innym. Bardzo pragnąc zatrzymać swoich gości, zaproponował im jedynie „kawałek chleba” (w. 5). I choć miał na myśli znacznie więcej, powiedział mniej po to, by przybysze nie poczuli się zawstydzeni jego gościnnością i nie byli skrępowani świadomością, że są dla niego ciężarem. Talmud wyprowadza z tego naukę, o sprawiedliwym, który mówi mało, a czyni dużo. 

Gdy czekając na swój „skromny” posiłek podróżni odpoczywali pod drzewem, Abraham pobiegł do Sary i kazał jej natychmiast przyrządzić placki z trzech miar najczystszej mąki, po czym zaraz pospieszył do stada. Wymieniona tu miara – sea, czyli około 8 litrów – to zbyt dużo jak na możliwości żołądka jednego mężczyzny. Zdaniem rabinów Sara miała taką ilość zwyczajnej maki przesiać po to, by uzyskać tę najlepszą, z której zrobi przaśne placki. Według żydowskiej tradycji działo się to 15 dnia miesiąca Nisan. Tego dnia, dokładnie rok później, urodził się Izaak (w. 10), a po upływie lat, także dokładnie w tym dniu, miała miejsce Pascha (Wj 12,39).

Przechodząc do sensu mistycznego, zauważamy, że tego samego dnia zapowiedziany przez Pismo potomek Izaaka, Jezus z Nazaretu, przechodził swoją Paschę. Niektórzy Ojcowie Kościoła, zastanawiając się, dlaczego Abraham zwraca się do gości raz w liczbie pojedynczej, raz w mnogiej, doszli do wniosku, że to sama Święta Trójca, z preegzystującym Synem Bożym, była w gościnie u Abrahama. W tej interpretacji trzy miary najczystszej mąki symbolizują równą cześć dla trzech Osób Bożych oraz ich jedność w naturze. Zdaniem Orygenesa również „dobre i delikatne ciele” ma mistyczną symbolikę i oznacza złożoną na krzyżu ofiarę Jezusa Chrystusa.

Abraham kazał „młodzieńcowi” przyrządzić wybraną ze stada sztukę. Zdaniem rabinów tym sługą był Izmael, którego ojciec uczył w ten sposób, jak okazywać gościnność (Łk 16,9). Abraham wyprawił wprost królewską ucztę, choć w sytuacji niezapowiedzianej wizyty nawet przygotowanie baranka byłoby niezwykłym gestem (2 Sm 12,4). Co więcej, przygotowane potrawy starzec zaniósł gościom osobiście i sam stał, gdy oni jedli. Zdaniem rabinów to, że nadprzyrodzone istoty spożywały posiłek, uczy nas by, gdziekolwiek się znajdziemy, zawsze szanować miejscowe zwyczaje. 

W ostatniej scenie gość pyta o Sarę, która w tym czasie, jak przystało skromnej kobiecie, przebywała w namiocie, z dala od wzroku obcych mężczyzn. Zadane przez anioła pytanie z jednej strony świadczyło o  nadprzyrodzonej wiedzy pytającego, z drugiej zapewniało, że obietnica skierowana jest też do Sary (w. 10).  Na myśl o cudzie narodzin w swoim zaawansowanym wieku, Sara uśmiechnęła się do siebie (w. 12). Rabini twierdzą, że w przeciwieństwie do śmiechu Abrahama (17,17), ten uśmiech był wyrazem niewiary. Gdy Pan wypomniał to Sarze, ta przeraziła się (w. 13n). Prawdopodobnie dopiero teraz zdała sobie sprawę z Boskiego charakteru gościa, który tak dokładnie poznał jej myśli, nie widząc nawet twarzy. Sami często, podobnie jak Sara, popełniony grzech przykrywamy kłamstwem. Reprymenda udzielona Sarze, podobnie jak upomnienie Marty (Łk 10,41), uczy nas by, nie bać się wskazywać naszym przyjaciołom, co mogą w sobie poprawić.