Na wojnie

(177 - luty - marzec 2011)

Wojna religijna

Marcin Staniewski

Nawet najbardziej szlachetnie motywowana przemoc ma swoje źródło w mrocznych zakamarkach ludzkiego serca

Człowiek jest z natury istotą religijną. Nie oznacza to, że zawsze wierzy w jakiegoś boga. Osobowy Bóg lub bożek jest stałym składnikiem naszej, europejskiej kultury i cywilizacji. Wiele innych kultur w swoich religiach nie ma osoby boga ani bożków. Na czym polega więc religijność, która jest częścią ludzkiej natury? W tak szeroko pojmowanej religijności chodzi o prawdy, wartości czy zasady, które człowiek przyjmuje jako podstawę swojego rozumienia świata. Co więcej – przyjmuje je bez naukowych dowodów, mówiąc prosto: „na wiarę”.

Przyjmując taką definicję religii (tak czyni większość współczesnych naukowców zajmujących się religioznawstwem), o każdym człowieku można powiedzieć, że w kogoś lub w coś wierzy. Gdyby się nad tym dokładniej zastanowić, to wiara ta byłaby często daleka od deklaracji religijnych bardzo wielu, jeśli nie większości ludzi. Już z kart Pisma Świętego znamy słowa o tych, których bogiem jest brzuch, czy takich, którzy służą Mamonie. W naszej globalnej wiosce można by wyliczać wiele innych „wierzeń”, o których żaden urząd zajmujący się wyznaniami nie pomyśli ani przez chwilę. Obok rozpowszechnionych kultów przyjemności, świętego spokoju, dobrego zdrowia, ładnego wyglądu można wymienić bardziej niszowe, ale też popularne ubóstwianie własnego narodu, ukochanego zespołu muzycznego czy drużyny piłkarskiej. Zaznaczam dla wyjaśnienia, że przyjemność, zdrowie, ładny wygląd czy przywiązanie do wartości narodowych są sprzeczne z chrześcijaństwem. Problem pojawia się wtedy, gdy dana wartość staje się nadrzędną sprawą w wyborach życiowych.

Tak opisana religijność powoduje, że wiele zjawisk niezwiązanych na pierwszy rzut oka z wiarą, zaczyna nabiera  religijnego wymiaru. Z drugiej strony inne rzeczy, co do których przyzwyczailiśmy się, że są z religią związane, okazują się być z wiarą ludzi związane mniej, albo inaczej. Przykładem takiej dość istotnej zmiany jest zjawisko „wojny religijnej”.

Na wojnę – straszliwe, powtarzające się zjawisko – można spojrzeć najpierw w ten sposób, że zawsze jest ona sprawą religijną. Tradycyjnie przyjęło się uważać, że religijnego wymiaru wojna nabiera wtedy, gdy przyczyną jej wybuchu i trwania są religijne hasła., głoszone przynajmniej przez jedną ze stron konfliktu. Przyjmując szeroką definicję religii należy uznać, że każda wojna w historii została spowodowana przyczynami religijnymi. Nie mamy problemu z religijnym podłożem podbojów arabskich po powstaniu islamu, ani z przyczynami trwania wojen w czasach reformacji. Natomiast mało który historyk powie, że przyczyną I wojny światowej była religia nacjonalizmu. Podobnie będące genezą II wojny światowej ideologie faszystowskie i komunizm były dla milionów ludzi wyborem w swojej istocie religijnym. Nawet na skupiające uwagę świata w ostatnich latach wojny w Iraku, które dla wielu motywowane były przemożną chęcią zdobycia kontroli nad polami naftowymi Iraku i Kuwejtu, można potraktować jako religijne – wywołane i prowadzone w imię religii posiadania i kontroli.

Z drugiej strony nigdy w historii nie było tak, że religia stanowiła jedyną przyczynę wojen. Nawet jeśli oficjalnie przyczyną walk były określone różnice wiary między ludźmi, to od zawsze różnicom tym towarzyszyły sprawy całkiem przyziemne: żądza władzy, posiadania, sławy, niezgoda na istnienie odmienności, zazdrość i wynikająca z niej chęć szybkiej zmiany istniejącego porządku, bądź przeciwnie – paniczny strach przed zmianą i podjęte w jego wyniku działania prewencyjne.

Dodatkowym problemem w ocenie wojen w przeszłości jest pokusa spoglądania na nie z naszego punktu widzenia, bez uwzględnienia szerokiego kontekstu i motywacji ludzi, którzy dokonywali wyborów setki i tysiące lat temu. Jeśli nawet dziś jesteśmy w stanie zobaczyć genezę ogromnej determinacji zamachowców – samobójców czy innych religijnych szaleńców gotowych zabijać za wiarę, to zrozumienie przyczyn podobnych zachowań w przeszłości jest dużo bardziej złożone i skomplikowane. To co w naszym świecie jest przyjmowane przez ogromną większość autorytetów religijnych, że w imię wiary nie wolno zabijać, tysiąc czy pięćset lat temu było poglądem dziwnym, nie mieszczącym się w głowach naszych przodków.

 

Na koniec refleksja. Najpierw pytanie: czy bardziej warto się bić w imię swojej wiary, czy o tankowce pełne ropy naftowej? Odpowiedzią na nie mogą być słowa z Listu św. Jakuba: Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych” (Jk 4,1). Nawet najbardziej szlachetnie motywowana przemoc ma swoje źródło w mrocznych zakamarkach ludzkiego serca.