Oaza I stopnia

(171 - kwiecień 2010)

Wspaniały plan

ks. Wojciech Nowacki

Ciągle przekonuję się, że nie ma nic wspanialszego jak ten Boży plan. Najlepszą rzeczą jaką mogłem w życiu zrobić to zaufać mu i zaangażować się w realizowanie tego planu

O tym, że Bóg ma dla mnie wspaniały plan słyszałem najpierw od moich animatorów i moderatorów podczas rekolekcji oazowych. Było to wprawdzie miłe, ale nie groźnie i, co najważniejsze, niezobowiązujące. Zgadzałem się z tym, ale raczej ogólnie, bez realnego odniesienia do siebie. Dlaczego? Ponieważ ja już miałem własny projekt na życie i nie widziałem potrzeby rezygnowania z niego. Był nieco idylliczny, ale w miarę pobożny. Praca w leśnictwie, założenie rodziny. Wyobrażałem sobie, jak będę motocyklem dowoził swoje dzieci z leśniczówki do szkoły!

Duchowe „trzęsienie ziemi" nadeszło podczas Namiotu Spotkania na mojej drugiej letniej oazie. Nie wiadomo skąd pojawił się w moich myślach obraz mnie jako księdza przy ołtarzu. Pomyślałem sobie, że to głupia i niedorzeczna myśl, bo przecież ja się przecież do tego nie nadaje. To nic, że byłem ministrantem. Było nas wielu i nic z tego nie wynikało. Mój starszy brat też był ministrantem i się ożenił!

Jednak myśl uparcie powracała i nie dawała mi spokoju. Półmetek ogólniaka to stosowny czas, aby poważnie myśleć o swojej przyszłości, a ja nie chciałem rezygnować ze swoich planów. Tak naprawdę nie czułem się w żaden sposób zmuszany do tego. Myśl o powołaniu krążyła raczej jako pewna propozycja: „A może ..." Nie od razu skojarzyłem tę myśl z propozycją Boga. Pewnie dlatego, że On pozostawał dla mnie kimś dość odległym i anonimowym. Nie był jeszcze tak naprawdę „moim Bogiem", raczej „Bogiem moich Ojców". Moja wiara dopiero wchodziła w proces przemiany od wiary odziedziczonej ku wierze osobistej. Dopiero zaczynałem odkrywać Boga prawdziwego. Wiara moich rodziców i otoczenia z pewnością tworzyła pomocne środowisko. Do tego dochodziły zdobycze rekolekcji oazowych: poznawania Pisma świętego i odnajdywanie w nim Bożego słowa skierowanego do mnie, a także ożywianie i pogłębianie modlitwy, radość zdrowej chrześcijańskiej wspólnoty, w której Bóg był naprawdę ważny.

Wątpliwości trwały aż do pewnego zimowego wieczoru i modlitwy w grupie oazowej, w kaplicy Matki Bożej Jazłowieckiej w Szymanowie. W pewnej chwili zdałem sobie sprawę, że On tu jest; że jest blisko przy mnie; że jest Wielki, Potężny, że jest Kimś, przed kim właściwe jest uniżenie się twarzą na ziemię. Zrobiłem to, bo nic lepszego nie przychodziło mi do głowy. Potem emocje wieczornej modlitwy opadły i wszystko wracało do normy, a ja wracałem do domu. Wtedy uświadomiłem sobie, że myśl o kapłaństwie rodzi we mnie nieopisaną radość, choć ciągle zmieszaną z obawą, że ja się na księdza nie nadaję. Radość była jednak większa i łączyła się z przekonaniem, że jeśli Jezus tego chce, to nie ma rzeczy niemożliwych i że to będzie na pewno coś fantastycznego!

Od tamtego wieczoru i tamtych rekolekcji minęło wiele czasu, a ja ciągle przekonuję się, że nie ma nic wspanialszego jak ten Boży plan. Najlepszą rzeczą jaką mogłem w życiu zrobić to zaufać mu i zaangażować się w realizowanie tego planu. Nigdy nie czułem się przymuszony, czy zniewolony. Zawsze maiłem poczucie, że to ja podejmuję decyzje i ja ponoszę za nie odpowiedzialność. Jeśli decyduję się przyjąć Bożą propozycję, to mogę mieć pewność, że On mnie poprowadzi i pozwoli mi wzrastać i dojrzewać nawet pośród trudności i niepowodzeń. Miłującym Boga wszystko służy ku dobremu. Jeśli natomiast próbuję robić po swojemu, Bogu na przekór, to szybko się przekonuję, że pożytku z tego nie będzie. W dodatku rodzi się poczucie, że zawiodłem Go i oddaliłem się od Niego.

Słysząc, że „Bóg ma dla mnie swój plan" niekoniecznie muszę być z tego powodu zachwycony. Zwłaszcza jeżeli w środowisku rodzinnym inni, przeważnie rodzice, próbowali przekonać mnie, że lepiej wiedzą, co dla mnie będzie dobre i zmuszali mnie do realizacji własnych pomysłów na moje życie. Czasem, mimo najlepszych chęci, usiłowali realizować w ten sposób własne, niespełnione aspiracje i marzenia, które jednak nigdy nie były moje. Trudno nie odczuwać takiej sytuacji jako dotkliwego ograniczania wolności i nie reagować buntem na takie „wspaniałe" plany. Najczęściej łączy się to z tym, że rodzice nie znają tak naprawdę uzdolnień, marzeń i aspiracji swego dziecka, lub nie liczą się z nim, uznając je za nierealistyczne, niepoważne, nieżyciowe, itp. Nic dziwnego, że takie „uszczęśliwianie" na siłę tak naprawdę nikogo nie uszczęśliwi. Wobec takich presji postawa buntu jest czymś naturalnym.

Jeśli takie doświadczenia przeniesiemy na relację z Bogiem, to człowiek zareaguje buntem i sprzeciwem słysząc: „Bóg ma dla ciebie wspaniały plan". Nie każdy ma ochotę żyć grając w serialu do którego ktoś inny napisał scenariusz. Nikt też nie ucieszy się myśląc o Bogu jako o „programiście", który chce nam wgrać jakiś „programik", żebyśmy potem kręcili się w labiryncie życia jak bezwolna elektroniczna zabawka.

Dopiero doświadczenie Boga, jako bliskiego, nieskończenie i bezinteresownie kochającego, może przezwyciężyć nasze obawy oraz uzdrowić negatywne doświadczenia w relacjach z ludźmi. Mogę zaufać tylko komuś, kto naprawdę mnie kocha. Dlatego prawda o Bożym planie dla mojego życia jest nierozerwalnie złączona z prawdą o miłości Boga. Jeśli Bóg mnie naprawdę kocha, to Jego plan nie może być żadnym „uszczęśliwianiem na siłę". Jeśli mnie kocha, to znaczy, że nie chce pozbawić mnie wolności i zmusić do realizowanie własnych projektów. On pragnie, abym był szczęśliwy i to w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Pragnie dla mnie szczęścia, jakiego ja jeszcze nie potrafię sobie nawet wyobrazić. Przecież On stworzył mnie z miłości właśnie po to, abym był szczęśliwy. On też jedyny wie, co może dać mi szczęście prawdziwe - głębokie i trwałe - inne od przelotnych przyjemności, po których pozostaje pustka i poczucie frustracji. On też w Chrystusie otworzył dla mnie drogę do takiego szczęścia, okazując miłość posuniętą aż po oddanie za mnie swego życia.

Boży plan jest dla człowieka propozycją, a nie oprogramowaniem do bezwolnej maszynki. On mówi: „Jeśli chcesz... Jeśli Mi zaufasz, poprowadzę cię, pokaże ci drogę." Ten, który mnie ukształtował w łonie matki (por. Jer 1,5) który poukładał moje członki (por. 2 Mch 7,22) przenika i zna mnie lepiej niż ja sam. On już przed wiekami, w Chrystusie przeznaczył mnie do świętości (por Ef 1,4-5), czyli do pełni człowieczeństwa. On najlepiej wie, w czym się mogę najpełniej zrealizować. Nie zamierza pozbawić mnie wolności, lecz chce poprowadzić tak, abym zrobił z niej najlepszy użytek; abym swej wolności nie zmarnował miotając się w życiu na oślep, szukając własnej drogi, jakby po omacku. On chce podać mi dłoń i poprowadzić, ale zrobi to tylko wtedy, gdy Mu zaufam i pozwolę się prowadzić.

Bóg nie stosuje wyrafinowanych psychotechnik, aby wpłynąć na mnie i nakłonić mnie do przyjęcia swej propozycji. Jego miłość jest całkowicie bezinteresowna. A nawet więcej - On zapłacił z wyprzedzeniem z możliwość poprowadzenia mnie ku szczęściu i cała Jego nagroda będzie radość, że Jego cudowne stworzenie nie zmarnowało się! Radością Boga jest życiowy sukces człowieka. Sukces całkowity, na miarę życia wiecznego!

Nie zawsze Boży plan, w konkrecie życia, jest czytelny i oczywisty. Nawet wyrażenie zasadniczej zgody na wypełnianie Bożej woli w życiu nie oznacza automatycznie, że otrzymam szczegółową „instrukcję obsługi" lub Bożego GPS-a, który będzie mnie prowadził na zasadzie „za 200 m skręć w prawo", itp. Doświadczenie Bożej miłości i pełna zaufania zgoda na Boże prowadzenie w życiu nie eliminuje osobistego wysiłku podejmowania decyzji, ponieważ Bóg pragnie, aby to były naprawdę moje decyzje. Zasadnicza zmiana polega na tym, że całym sercem pragnę realizować Boży zamysł w moim życiu, czyli kierować się Bożą wolą. Oznacza to, że w moich wyborach i decyzjach chcę kierować się nie tym, co mnie się podoba, co mnie pociąga, czy mogłoby przynieść mi doraźną korzyść, ale tym, co podoba się Bogu, a więc co jest naprawdę dobre. Wsłuchuję się w Jego słowo przez Pismo święte, nauczanie Kościoła, głos sumienia, ale także światło rozumu, bo na różne sposoby Bóg daje mi poznać, w jaki sposób pragnie mnie prowadzić. I chociaż nie znikną pewne wątpliwości, czy moje decyzje są na pewno słuszne i zgodne z wola Bożą, to przecież mogę być pewny, że w moich zmaganiach nigdy nie będę sam. Przez proroka Izajasza i do mnie mówi Bóg: Tak mówi Pan, twój Odkupiciel, Święty Izraela: Jam jest Pan, twój Bóg, pouczający cię o tym, co pożyteczne, kierujący tobą na drodze, którą kroczysz (Iz 48,17).

Odkrycie, że Bóg ma dla mnie wspaniały plan daje poczucie, że moje życie ma sens; że nie jest igraszką ślepego przypadku. Ten który mnie stworzył zna niepowtarzalną wartość mego życia. On wie, jak wspaniałe i cenne może stać się moje życie dla mnie i dla innych. Ta prawda wyzwala z poczucia przypadkowości i bezsensu.

Jeśli Bóg ma dla mnie wspaniały plan i gotów jest poprowadzić mnie przez życie, to znaczy, że nie jestem zdany na samego siebie. Nie muszę samotnie motać się w życiu, bo jest Ktoś, na kogo zawszę mogę liczyć. Mogę wołać słowami psalmu: Panie, ostojo moja i twierdzo, mój wybawicielu, Boże mój, skało moja, na którą się chronię, tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono! (Ps 18,3) Ty bowiem jesteś dla mnie skałą i twierdzą; przez wzgląd na imię Twoje kieruj mną i prowadź mnie! (Ps 31,4)

Za świętym Pawłem, który poznał Boga prawdziwego dzięki osobistemu spotkaniu z Chrystusem pod Damaszkiem i radykalnie zmienił swoje życie, rezygnując ze swoich wcześniejszych ambicji, aby realizować Boży plan, możemy wychwalać Boga słowami: Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich - w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym (Ef 1, 3-6).