Praca nad sobą

(176 - styczeń 2011)

Wspólnota

Marcin Staniewski

Wspólnota Kościoła powinna wspierać swoich członków na drodze przemiany

W czasie ostatnich rekolekcji oazowych w mojej pamięci mocno utkwiło opowiadanie jednej z pań o jej kierowniczce z firmy. Szefowa ta jest osobą bardzo pobożną, dużo chodzi do kościoła, jeździ na różne rekolekcje, sporo mówi o Panu Bogu na co dzień. Jednocześnie jest wredna – wszyscy się jej boją, a atmosfera w miejscu pracy jest z jej powodu nieciekawa. Opowiadanie o szefowej było na jednym z pierwszych spotkań w grupie, ale jakoś wracało do mnie do końca rekolekcji w formie pytania: czy gdyby ta pani była z nami na rekolekcjach, to ludzie w jej miejscu pracy zauważyliby zmianę na lepsze?

Doświadczenie spotkania z Bogiem u wielu ludzi owocuje rozpoznaniem w sobie jakiejś sprawy, która nie jest zgodna z wolą Pana, a następnie bardzo głęboką przemianą życia. Z drugiej jednak strony jest wiele osób, o których można powiedzieć, że są przynajmniej z zewnątrz mocno religijni, chcą być blisko Boga nie tylko w niedzielę na mszy, a jednocześnie potrafią skutecznie zatruć życie swojego otoczenia. Taka sytuacja trwa nieraz dziesiątki lat, pogłębiając się u schyłku życia. I między tym człowiekiem, a wspólnotą Kościoła nie dzieje się nic, albo dzieje się bardzo niewiele, żeby zaszła jakaś zmiana. A właśnie wspólnota Kościoła powinna być dla kogoś takiego naturalnym miejscem, w którym zacznie się przemiana.

Wsparcie Kościoła może dotyczyć trzech spraw koniecznych do tego, aby nastąpiła zmiana. Na początek rozpoznania tego, że jest jakiś problem. Później wskazania drogi wyjścia z problemu. Wreszcie wsparcia na drodze nawrócenia. Wspólnota, od której można oczekiwać wsparcia, rozumiana jest bardzo szeroko: od całego Kościoła powszechnego, poprzez Kościół diecezjalny czy parafialny, różne grupy i ruchy kościelne, po najmniejszy Kościół Domowy – chrześcijańską rodzinę.

Aby taka pomoc we wzajemnym wzrastaniu była możliwie skuteczna, po pierwsze musi wynikać z miłości. Miłości bardzo konkretnie rozumianej tak, że czasem trzeba powiedzieć coś przykrego, ryzykując nawet to że ktoś się na mnie obrazi, a z drugiej strony trzeba być gotowym, by ugryźć się w język gdy rozumnie rozeznaję, że jeśli powiem komuś, co mi leży na wątrobie, do tego w niewłaściwym momencie, to skutek może być przeciwny do zamierzonego.

Kolejna sprawa zwiększająca skuteczność pomocy to jej fachowość. W czasach internetu, gdy paroma ruchami myszki można znaleźć całkiem sporą wiedzę na każdy potrzebny temat, bardzo rażą czyjeś opinie czy rady wypowiadane z dużym przekonaniem jako „jedyne słuszne”, a sprzeczne z łatwymi do znalezienia i dobrze uzasadnionymi opiniami przeciwnymi. Dodam tu małą uwagę – bardzo często zupełnie wystarczająca jest pomoc oparta o życiowe doświadczenie członków wspólnoty, ale jednocześnie w sytuacjach trudniejszych bezcenny jest ktoś o kim można powiedzieć, że się na danym zagadnieniu dobrze zna.

Z fachowością bardzo ściśle związana jest sprawa dostępności odpowiednio przygotowanych osób. Parę lat temu zajrzałem do dokumentów synodu mojej diecezji, do rozdziału poświęconego rodzinie. Dowiedziałem się stamtąd, że duszpasterstwo rodzin w dużej diecezji to kursy przedmałżeńskie zapewnione w każdym dekanacie i jedna czy dwie poradnie rodzinne na ponad milion ludzi w razie jakiś problemów później. Wiem, że trochę przejaskrawiam, że ludzie z rzetelną wiedzą na temat rodziny są dostępni też w niektórych parafiach i ośrodkach duszpasterskich, ale uważam, że jest to obszar wielu niewykorzystanych szans.

W tym miejscu można zastanowić się nad tym, w jakich dziedzinach potrzebna jest fachowa pomoc wspólnoty Kościoła. Istnieje tu pokusa ograniczenia się wyłącznie do spraw duchowych: modlitwy, lektury Pisma Świętego, przeżywania liturgii itp. Do tego dochodzą jeszcze dość szczegółowe zagadnienia moralne, związane choćby z naturalnym planowaniem rodziny. Tymczasem powołanie do świętości większości chrześcijan realizowane jest w rodzinie, w pracy i w jakiejś innej grupie społecznej: sąsiadów, znajomych. Jak już wspomniałem, wsparcie w rozwoju życia rodzinnego i zawodowego mogłoby być szerzej dostępne. Można to uszczegółowić bardziej i zapytać, jak być lepszym małżonkiem, rodzicem – wychowawcą, bratem i siostrą, o formowanie relacji w rodzinie pojętej szerzej niż rodzice i dzieci, w szczególności o stosunek do najstarszych członków rodziny, a także w drugą stronę – jak być dobrym rodzicem dorosłych dzieci. Podobnie jeśli chodzi o pracę zawodową można wymienić szereg zagadnień związanych zarówno bezpośrednio z tym, jak być dobrym pracownikiem czy pracodawcą, czy zbliżony temat – być dobrym uczniem. Równie ważną sprawą, w której można wiele zyskać, ale również wiele stracić, są związki z innymi ludźmi: znajomi, przyjaciele, sąsiedzi.

Dla skuteczności wsparcia wspólnoty istotne jest wypracowanie odpowiednich form pomocy. Formy te mają służyć z jednej strony temu, by każdy, kto potrzebuje, otrzymał odpowiednie wsparcie, co wymaga otwartości wspólnot. Z drugiej strony wspólnota powinna zachęcać do korzystania ze wsparcia, pokazywać, że jest ono potrzebne i dostępne i że warto z niego korzystać. Formy te zależą od wielkości wspólnoty i związanych z wielkością osobistych więzi pomiędzy ludźmi. W wymiarze diecezji czy parafii pomocą będą miejsca, gdzie można otrzymać fachową pomoc w różnych dziedzinach życia.

W mniejszych wspólnotach wsparcie osobistego rozwoju może być bardziej osobiste. Formą przyjętą w zgromadzeniach zakonnych, seminariach duchownych, później również w niektórych ruchach odnowy Kościoła jest scrutinium (łac. badanie) – obowiązkowa rozmowa na temat danego człowieka, który wstąpił do wspólnoty. „Rozmówcą” może być osoba pełniąca funkcje przełożonego lub osoba wyznaczona jako duchowy przewodnik w danej wspólnocie. Może to też być spotkanie w większej grupie, w czasie którego każdy powinien powiedzieć coś o swoich sukcesach i porażkach oraz wysłuchać tego, co na jego temat powiedzą pozostali zgromadzeni. Takie indywidualne bądź grupowe rozmowy są powtarzane z częstością zależną od charyzmatu wspólnoty.

Inną formą wspomagania rozwoju indywidualnego, podstawową w tradycji Kościoła, jest kierownictwo duchowe. Najczęstszą praktyką jest tu prowadzenie przez stałego spowiednika, który staje się duchowym przewodnikiem. Jednak kierownictwo duchowe nie wymaga koniecznie formy sakramentu pojednania, co więcej, duchowym mistrzem nie musi być koniecznie osoba duchowna. Korzystanie z kierownictwa duchowego jest w zasadzie obowiązkiem kapłanów, członków zgromadzeń zakonnych czy instytutów życia konsekrowanego. Jako część swojego charyzmatu traktują je również niektóre ruchy koscielne.

 

Na koniec chciałbym napisać, że jestem wdzięczy Panu Bogu za wszystkich tych ludzi, którzy pomagają innym w ich wewnętrznej przemianie. Za wszystkich kapłanów, którzy mają siłę i odwagę służyć jako duchowi kierownicy. Za wszystkich ludzi Kościoła, którzy swym świadectwem życia i słowa pokazują, że można być lepszym i w jaki sposób przemieniać swoje życie. Ich posługa, zwykle cicha, „niemedialna” to jeden z największych skarbów, którymi Bóg ubogaca swój Kościół.